Rano usłyszałam klakson. Ja i Mike otworzyliśmy oczy w tym samym momencie. Wstałam, odsłoniłam rolety i zobaczyłam moich rodziców. Zdziwił mnie fakt, że byli z Connorem.
-Mike. Zapraszałeś Connora?
-Nie, a dlaczego?
-Bo przyjechał z nimi.
-To fajnie.
-Fajnie? Chyba nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji. Już słyszę te jego docinki. "No siostrunia, ładnie poszalałaś.", "Widzę, że nie próżnujesz."
Usłyszałam stłumiony śmiech zza pleców. Mike zakrywał dłonią usta.
-Śmieszy cię to?
-Nie, skądże.
-Wydaje mi się, że jednak tak.
-Kochanie, uspokój się. Jesteś w ciąży i to niezdrowo tak się denerwować.
Nie miałam ochoty przyznawać mu racji, chociaż dobrze wiedziałam, że ją ma.
-No dobra.
Znów klakson.
-Chyba powinniśmy do nich zejść- odrzekłam.
-A może nie?
-Lepiej tak- powiedziałam, po czy ubrałam szlafrok i zeszliśmy oboje- Nie znasz tak dobrze mojej mamy.
Kiedy otworzyliśmy drzwi i wyszliśmy przed dom mama od razu mnie uściskała i weszła do domu. Potem podszedł tata.
-Wybaczcie mi za Connora, ale sam się napatoczył.
-To żaden problem- odrzekł Mike.
-Proszę, wejdź tato.
Po tacie podszedł Connor. Był brunetem wyższym ode mnie, może wzrostu Michaela, nosił przydługawe koszulki i poobdzierane jeansy do kompletu z trampkami za kostkę.
-Cześć siostrunia.
-Cześć braciszku.
-Cześć, Connor jestem- powiedział i wyciągnął rękę do Mika.
-Michael Jackson. Miło mi.
Po czym wszedł do domu.
-Wasze pokoje są na górze po lewej- odrzekłam.
-Chodźcie, pójdziemy się rozpakować.
Kiedy weszli po schodach Mike westchnął.
-Co mi przyszło do głowy?
-Też się właśnie zastanawiam. Oni są jak małe dzieci. Ucz się teraz na nich.
Poszłam do kuchni, kiedy mama weszła.
-A jak tam dzieci?
-Na razie nigdzie się nie wybierają.
-Miejmy nadzieję.
-Mogliśmy zabrać jakieś zwierzątko.
-Connor wam nie wystarczy?
-Nie żartuj tak. W głębi serca to dobry chłopak.
-Jakiego serca?
Mama spojrzała na mnie srogo.
-Okej, okej już dobra. Chcesz herbaty?
-Nie pozwolę ci się tak męczyć. Sama zrobię.
Wtedy wszedł Connor.
-Ładna chata.
-Dzięki.
-To tu je zmajstrowaliście?- puścił mi oko.
-A to już nie twój interes.
Zaśmiał się.
-Tylko tak dalej bracie, a może sam niedługo będziesz chodził z brzuchem- odegrałam się.
-Potwornie zabawne.
-Uważaj, żebyś się nie posikał ze śmiechu.
-Skończcie już!- powiedziała mama- Zachowujecie się jak dzieci. Ty Connor masz prawie dwadzieścia siedem lat. A ty Jessie niedługo będziesz miała potomstwo. Błagam was! Dorośnijcie w końcu.
-Przepraszam- odrzekłam.
-Sorki- powiedział Connor.
-Ech, to będzie długi dzień- westchnęła.
Nie tylko dla ciebie- pomyślałam.
-A gdzie tata?
-Ogląda chyba z Michaelem konie.
-Mogłam się domyślić.
Nagle weszli do domu. Byli cali w błocie. Przejechałam dłonią po czole. Wieczorem, kiedy wszyscy leżeli w łóżkach, Mike zaczął mnie całować. Leżałam na krawędzi, więc łatwo było spaść. Nachylił się nade mną i zaczął obcałowywać całą twarz i szyję. Nagle moja mama weszła do pokoju. Mike podniósł głowę i zanim się obejrzałam leżał na ziemi.
-Mike, wszystko gra?
-Tak, żyję. Nie martw się.
-Ja weszłam zapytać tylko, gdzie masz maść na ból mięśni.
-Na dole w apteczce.
-Dziękuję i dobranoc.
Zamknęła drzwi. Bez ubrań wyskoczyłam z łóżka i klęknęłam obok Mika.
-Nic ci się nie stało?
-Nie. Chyba nie.
-Wejdź na łóżko, to cię obejrzę.
Mike położył się na brzuchu, a w tym czasie ja oglądałam jego plecy.
-Nic. Połóż się na plecach.
Odwrócił się i zobaczyłam nieładnego siniaka obok biodra.
-To będzie cię chyba boleć.
Dotknęłam go lekko.
-Auć!
-Przepraszam. Pójdę po coś na siniaki.
Ubrałam się w piżamę i szlafrok i zeszłam do salonu po maść. Kiedy nacierałam nią Michaela znów ktoś wszedł.
-Jessie, gdzie macie szklanki?
-Tata?
-Tak.
-Ech. Na dole w kuchni nad piekarnikiem.
-Dziękuję i już wam nie przeszkadzam- mrugnął.
-Czy to są jakieś żarty?!- krzyknęłam, kiedy wyszedł.
-Nie denerwuj się.
-Jak mam się nie denerwować?! Rodzice bez pukania wchodzą do naszej sypialni, jesteś cały poobijany i jeszcze mój "kochany braciszek" sprowadził mi się do domu!
-Nie jestem poobijany. To nic takiego, tylko zwykły siniak.
-A jak skręcisz sobie kark to pewnie powiesz "To nic takiego, przejdzie mi"?!
Po chwili ciszy odrzekł:
-Wtedy to chyba już nic nie powiem.
Westchnęłam i położyłam się na łóżku tyłem do niego. Przytulił mnie i powiedział:
-Przepraszam. To nie było śmieszne.
-Nie, nie było.
-Przepraszam.
Odwróciłam się do niego, pogłaskałam po policzku i westchnęłam:
-Nie masz za co przepraszać. Martwię się tylko o ciebie.
-Nie musisz. Jestem dorosły i dam sobie radę.
-Wiem i ufam ci.
-To jeżeli mi ufasz to idź spać.
Przytuliłam się do niego i zapadłam w sen. Następny miesiąc minął zanim się obejrzałam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz