-Ślicznie wyglądasz- powiedziała Mia.
-Ty również.
Nagle weszła moja mama.
-Jessie, jak ty ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję mamo.
-Gotowa do wyjścia?- zapytała Mia.
-Daj nam minutkę, proszę- powiedziała moja mama.
Mia kiwnęła głową i wyszła
-Jestem z ciebie taka dumna- odrzekła- Nie mogę uwierzyć, że muszę cię w końcu oddać. Moją małą córeczkę.
-Zaraz to ja będę mamą, a ty babcią.
-Wiem kochanie. I bardzo się cieszę. Ojciec też. Widać było na zdjęciu serduszko dziecka?
-Nie bardzo. Po ślubie idziemy jeszcze raz.
Nagle drzwi się otworzyły.
-Jessie, już czas- powiedział tata.
Złapałam jego ramię i wyszłam. Usłyszałam organy i wielkie drzwi nagle się otworzyły. Przy ołtarzu stał najpiękniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Tata przekazał mnie Mikowi.
-Czy ty Jessico Morgan, bierzesz tego oto mężczyznę za męża?
-Tak, biorę.
-A czy ty Michaelu Josephie Jacksonie, bierzesz tę kobietę za żonę?
Mike dotknął lekko mojego brzucha, uśmiechnął się i nie tracąc kontaktu wzrokowego odrzekł:
-Biorę.
-W takim razie ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą.
Mike uśmiechnął się jeszcze bardziej i zapytał:
-Gotowa?
-Jak nigdy.
Przysunął się bliżej i nawet nie wiem, kiedy nasze usta złączyły się w jedność. Wszyscy zaczęli wiwatować i klaskać. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, który miał nas zawieść na przyjęcie, Mike przyciągnął mnie mocno do siebie, położył dłoń na moim brzuchu i całował, dopóki nie dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do sali balowej i zasiedliśmy przy stole, tak jak reszta gości. Nagle didżej zaczął przemawiać.
-Drodzy państwo. Ta dwójka młodych ludzi przyrzekła sobie miłość. Więc już koniec sztywniactwa i zaczynamy zabawę.
Kiedy puścili muzykę szepnęłam do Mika:
-To twój kuzyn?
-Wolę nie odpowiadać na to pytanie- zaśmiał się.
Wtem usłyszeliśmy:
-Gorzko, gorzko, gorzko!
Wzruszyliśmy oboje ramionami i mój świeżo upieczony mąż nachylił się nade mną i lekko pocałował.
-Kuzynku, co to miało być? To miało być gorzkie jak wódka, a nie jak kawa. Jeszcze raz. Gorzko, gorzko, gorzko!
-Nie odpuści, co?- zapytałam.
-Raczej nie.
Tym razem Mike zrobił to dłużej, mocniej i namiętniej. To był chyba jeden z naszych lepszych pocałunków. Kiedy się odsunął z powrotem włączyli muzykę. Wtem Mike szepnął mi do ucha:
-Uważaj na Trevora. Ma czternaście lat, ale z niego straszny podrywacz.
-Nie masz się o co martwić. Kocham tylko ciebie.
-Ja ciebie też Jessico Jackson.
Kiedy wypowiedział moje nowe nazwisko przeszedł mnie dreszcz podniecenia.
-Tylko proszę cię, nie pij za dużo- powiedziałam.
-Nie mam zamiaru. Chcę cię dzisiaj oglądać w tej sukience tak długo, jak mogę. Słodko w niej wyglądasz. Mógłbym zjeść cię na deser.
-A ty w tym garniturze. Niestety muszę ograniczać słodkie rzeczy.
-Mnie to nie dotyczy.
-Ale mnie owszem. Nawet nie wiesz jak bym chciała, ale...
-Wiem, dziecko.
-Właśnie.
Po imprezie wróciliśmy do pokoju hotelowego. Mike pomógł mi zdjąć suknie, wzięłam prysznic i poszliśmy spać. Kiedy rano się obudziliśmy zebraliśmy rzeczy i opuściliśmy hotel. Zdziwiło mnie to, że Michael ominął studio.
-Minąłeś je.
-Spokojnie, wiem co robię.
Mike zawiózł nas w góry.
-To na nasz miesiąc miodowy- odrzekł.
Kiedy wysiadłam z auta zobaczyłam wielki dom blisko strumienia. Nagle poczułam, jak Michael podnosi mnie do góry i bierze na ręce.
-Co ty robisz?- zaśmiałam się.
-Chyba pozwolisz mi przenieść moją żonę przez próg?
-A jeżeli nie pozwolę?
-Hmmm. To uznaj to za porwanie- odrzekł, muskając nosem moje ucho.
Mike przeniósł mnie przez próg, wcale się nie męcząc, po czym wygodnie posadził na fotelu.
-Poczekaj tutaj, ja tylko wniosę rzeczy.
Zajęło mu to dziesięć minut.
-To jedziemy na badania?
-Dzisiaj?- zapytałam.
-Tak. Chcę zobaczyć po raz pierwszy moje dziecko.
-No dobrze. Skoro tak chcesz.
-A poza tym muszę wiedzieć, czy z nim wszystko dobrze.
-Już dobrze, dobrze. Możemy pojechać.
Wsiedliśmy z powrotem do auta. Na szczęście mój lekarz nie był daleko.
-Witam. Proszę się położyć, a ja zrobię USG.
Podwinęłam koszulkę i doktor zaczął badanie. Złapałam Mika za rękę.
-Na pewno nie chcesz wyjść?
-Nie, już jest ok.
Po chwili ciszy lekarz powiedział:
-Gratuluję pani. To bliźniaki.
-Słucham?!- powiedział zszokowany Mike.
-Będzie pan miał bliźnięta.
-Kochanie, wszystko gra?
Zamrugał parę razy i złapał moją dłoń.
-Tak, tylko... nie spodziewałem się.
-Może już pani wracać do domu. Tylko proszę się nie przemęczać.
Wyszliśmy z gabinetu i wsiedliśmy do auta. Mike przez resztę czasu się nie odzywał. Patrzył sztywno na drogę. Jechaliśmy w kompletnej ciszy. W końcu zapytałam:
-Jesteś zły?
-Nie. Tylko... zaskoczony. Jak mogę być zły? Przeraża mnie jednak fakt, że będzie ich dwójka. Bałem się już o jedno dziecko, a teraz... nie przygotowałem się na bliźniaki.
-Wiem. Ja też nie, ale będzie dobrze.
-Postaram się być dobrym ojcem.
-Na pewno będziesz.
-Skąd wiesz?
-Matka wie wszystko.
-Przyszła matka.
-Ale jednak.
-No dobra, niech ci będzie. Pamiętaj co mówił doktor. Masz się nie przemęczać. Więc dzisiaj ja robię kolację.
-Jesteś pewien?
-Wątpisz we mnie?
-Nie kochanie, ale ja mogę to zrobić.
-Dam sobie radę- zapewnił mnie.
Kiedy przyjechaliśmy do domu Mike kazał mi położyć się na kanapie, a on w tym czasie przyrządzał jedzenie. Nie raz słyszałam hałas.
-Żyjesz tam?- zawołałam.
-Tak, nie denerwuj się. Zaraz będzie gotowe.
Po półgodzinie wstałam i poszłam sprawdzić co się tam dzieje.
-Ten piekarnik jest zepsuty. Nie chce piec.
-To nie wina piekarnika. Musisz nastawić najpierw temperaturę.
Przekręciłam gałkę od piekarnika nastawiając go na sto osiemdziesiąt stopni.
-W takim razie kolacja będzie gotowa za dwadzieścia minut- powiedział- A teraz leć się połóż.
-Michael, nie mogę tak leżeć przez całą ciążę.
-Kto tak powiedział?
-Każdy ginekolog ci tak powie.
-Droga Pani Jackson, bardzo proszę się nie przemęczać.
-Drogi Panie Jackson, pan nie jest lekarzem. A poza tym chodzenie to nie jest przemęczanie się.
-Ale...
-Żadnych ale mój drogi. Wiem co robię, a ty musisz mi zaufać.
Mike niezadowolony prychnął i założył ręce na piersi. Podeszłam do niego powoli, przejechałam lekko i wolno palcem po jego ramieniu i szepnęłam zachęcająco:
-Jeszcze tylko sześć miesięcy.
Poczułam, jak przyspiesza mu puls i oddech. Zrobiło mu się gorąco. Odwrócił się szybko, złapał mnie w pasie i z groźnym wzrokiem odrzekł:
-Mam to w nosie.
Mike wziął mnie na ręce, położył na kanapie i zaczął zdejmować bluzkę.
-Mike, nie.
-Spokojnie. Mam tylko zamiar wycałować sporą część twojego ciała.
Zaczął od moich ust poprzez policzki, ramiona, szyję i kończąc na brzuchu, gdzie robił to z ostrożną delikatnością. Potem zamieniliśmy się rolami i to ja całowałam jego usta, policzki, szyję, ramiona i muskularny tors. Potem pomógł mi usiąść i sam zaczął zapinać koszulę, a ja swoją ubierać.
-Kolacja- powiedział- Chociaż deser już był.
-Tak, ale dziecku przyda się trochę jedzenia.
-Racja.
Po kolacji weszłam do ogromnej wanny z gorącą wodą. Zamknęłam oczy i cieszyłam się ciepłem, otulającym moje ciało. Nagle usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Mike usiadł na ziemi obok wanny i zaczął głaskać moje ramię. Lekko mnie to łaskotało, ale to było przyjemnie uczucie.
Zaśmiał się cicho.
-Mogę się z tobą wykąpać?
Uśmiechnęłam się.
-No nie wiem. Jak mnie przekonasz?
-Mam swoje sposoby.
-No dobra, niech ci będzie.
Mike wstał i na moich oczach zdjął z siebie koszulę, spodnie i bokserki. Wszedł do naprawdę kolosalnej wanny i usiadł naprzeciw mnie. Podciągnął mnie ostrożnie na swoje kolana. Siedziałam twarzą do niego.
-Michael, tylko uważaj.
-Spokojnie. Wiem co robię. Zaufaj mi.
Mike zaczął otulać moje plecy pianą, zdejmując mi ją z piersi. Całował mnie namiętnie, uważając na mój brzuch. Jedną rękę wsunęłam w jego czarne loki, a drugą głaskałam jego pierś. On za to ściskał moje pośladki. Oddychaliśmy głęboko. Mike pogłaskał mnie po brzuchu.
-Muszę już wyjść- powiedziałam- Poczekam w łóżku.
-Zaraz będę.
Nie spuszczał mnie z oka, kiedy wycierałam się ręcznikiem. Położyłam się w dużym dwuosobowym łóżku i czekałam na Mika. Wyszedł w samych obcisłych białych bokserkach. Położył się obok mnie, objął tak, że jego ręka zwisała z mojego biodra na mój brzuch i zasnęliśmy oboje. Następny dzień szybko nadszedł...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz