kursor

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział XXIV

Pojechaliśmy białą limuzyną do wielkiej perłowej willi z basenem i psami biegającymi wokół. Głównie były to dobermany i rottweilery.

-Nie pogryzą nas?- zapytałam Mika.

-Nie. Spokojnie.

Weszliśmy na posesję, a właściwie wpuścił nas lokaj. Podeszliśmy do drzwi, gdy nagle otworzyła nam siostra Mika.

-Michael! Jak dobrze cię widzieć.

-Ciebie również.

-Wyrosłeś.

-Janet, to jest Jessie. Jessie, to moja siostra Janet.

-Miło mi cię poznać Jessie.

-Wzajemnie.

-Przejdźmy od razu na ty. Chodź do salonu, a ty Mike pójdź pogadać z chłopakami. Są w pokoju muzycznym.

Michael cmoknął mnie w usta i  poszedł. Janet zaprowadziła mnie do wielkiego salonu. Siedziało tam stado dziewczyn.

-Siadaj Jessie.

Wszystkie dziewczyny zaczęły mi się przyglądać. Janet usiadła naprzeciwko mnie.

-Wiec chodzisz z Mikiem?

-Tak, na to wygląda.

-Planujecie już ślub?

-Jeszcze się nie zastanawialiśmy nad tym.

-A wspólny dom?

-Mike podsunął mi niedawno taki pomysł, ale jeszcze nie podjęliśmy decyzji.

-A dzieci- zapytała inna dziewczyna.

-...Dzieci? Eeee... To raczej jeszcze nie teraz. Może kiedyś...

-Piękna sukienka- powiedziała Naomi.

-Dziękuję. Wybór Michaela.

-Naprawdę? Ten chłopak ma oko. I nie mówię teraz tylko o sukience.

Wtedy do salonu wszedł Mike. Usiadł przy mnie i wziął mnie na kolana. Wszystkie dziewczyny się wzruszyły i zrobiły "oooooo".

-Nie podrzyj jej sukienki!- ostrzegła go Janet.

-Spokojnie siostrzyczko. Jestem już dorosły.

-Nie mentalnie- zaśmiała się.

-Jestem młody duchem.

Objął mnie w pasie i zaczął muskać nosem moją szyję.

-Całuj, całuj, całuj!- zaczęły krzyczeć dziewczyny.

Uśmiechnęliśmy się do siebie i położywszy ręce na jego szyi przycisnęłam swoje usta do jego. Tym razem całował mnie z większą pasją i uczuciem, niż zwykle. Teraz byłam stuprocentowo pewna, że mnie kocha. I że ja kocham jego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz