Mike miał już kłopoty, żeby mnie pocałować, bo brzuch był na tyle duży, że musiał się mocno nachylić. Jemu to chyba nie przeszkadzało. Tego dnia miał wywiad. Usiedli w salonie, a ja na górze oglądałam go w telewizji. Nadawane było na żywo.
-Ostatnio masz bardzo burzliwy rozkład koncertów. Wytłumaczysz nam, jaki jest tego powód?
-Parę miesięcy temu brałem ślub. Chciałem trochę czasu spędzić z moją żoną.
-Twoja żona Jessie ma podobno różne humorki.
-Może jest w ciąży- zażartował pod nosem.
-Słucham?
-A nic, nic.
-Powiedziałeś, że może jest w ciąży.
-Nie... nie to miałem na myśli.
-Tak powiedziałeś.
-Nie, proszę- zaśmiał się.
-Wielki Michael Jackson spodziewa się potomstwa?
Westchnął, przeczesał dłonią włosy i odrzekł:
-Owszem.
-Dziecko?
-Dwójka.
-Dwójka?
-Tak.
Po chwili zastanowienia reporterka poprosiła:
-Czy mógłbyś zaprosić tu Jessie? Chcielibyśmy jej pogratulować i porozmawiać.
-Pójdę do niej i zapytam się, co o tym myśli.
Po parunastu sekundach drzwi do sypialni otworzyły się cicho.
-Co ty na to?
-Zgadzam się, ale nie chcę sama tam odpowiadać.
-Będę z tobą.
Mike pomógł mi zejść. Usiedliśmy w salonie z powrotem na fotelach.
-Witaj Jessie- powiedziała reporterka- Gratulujemy wam dzieci.
-Dziękujemy.
-Kiedy to się stało?
-Jakieś cztery miesiące temu- odrzekł Mike.
-Czyli dwa miesiące przed ślubem?
-Zgadza się.
-Jak zareagował Mike, kiedy oznajmiłaś mu, że będzie ojcem?
-Na początku był zszokowany i nie wiedział co powiedzieć, ale w końcu zaczął się wydzierać ze szczęścia. Gdybym go nie uciszyła to całe miasto by wiedziało, zanim wzięlibyśmy ślub.
-To prawda- potwierdził.
-Powiedz Mike. Myślałeś kiedyś o dzieciach, zanim Jessie zaszła w ciążę?
-Szczerze, to nie sądziłem, że będę miał własne. Jasne, zawsze o tym marzyłem, ale nie myślałem, że mi się to uda.
-A ty Jessie, chciałaś utrzymać to w tajemnicy?
-Tak, a przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.
-Musisz go bardziej pilnować, bo wszystko nam wygadał.
-Właśnie widziałam- powiedziałam patrząc na niego.
Wzruszył ramionami i złapał moją dłoń.
-Zdradził nam też, że to bliźniaki.
-To prawda.
-Jak zareagował na tę wieść?
-Prawie zemdlał- zaśmiałam się- Ale był szczęśliwy.
Reporterka zadała nam jeszcze kilka pytań, po czym pożegnaliśmy się i wyjechali. Kiedy zamknęłam drzwi trzepnęłam go zaczepnie w ramię.
-Ej, co ja takiego zrobiłem?- zapytał nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
-Nie mogę wyjawiać ci już żadnych tajemnic, bo jak kiedyś pójdziesz po zakupy to niedługo później będzie w mediach jaki noszę biustonosz.
-Z chęcią bym się dowiedział.
-Czy chociaż raz możesz być poważny?
Złapał mnie w pasie, tak jak mógł, i zaczął muskać nosem moje ucho.
-Jestem poważny- wymruczał.
-Nie, nie jesteś i nie mam ochoty teraz z tobą rozmawiać. Przecierpisz to jakoś.
-Ale... Ech.
Poszłam na górę i zaczęłam przebierać ciuchy w szafie. W końcu położyłam się spać. Po chwili Mike dołączył do mnie, Objął mnie i zasnęliśmy. Następnego dnia, kiedy się obudziłam, Mika nie było. Podeszłam do okna i zobaczyłam mały budyneczek z dużymi drzwiami. Ubrałam się, zeszłam na dół i znalazłam Mika. Kiedy mnie zobaczył podszedł do mnie, uśmiechnął się i cmoknął w policzek.
-Co ty tam kombinujesz?
-To prezent.
-Dla kogo?
-Dla ciebie.
Otworzył przede mną drzwi i zaprowadził do środka.
-Czy to jest stajnia?- zapytałam.
-Owszem.
-Żartujesz...
Zaprowadził mnie do boksu, gdzie stał śnieżnobiały koń.
-Jaki śliczny.
-Podoba ci się?
-Bardzo. Jak ma na imię?
-Luna. To klacz.
Wziął mnie za rękę i poprowadził trochę dalej. W drugim boksie stał czarny jak noc koń.
-A ten?
-To jest Nathan.
-Dlaczego akurat Nathan?
-Nie wiem. Pasuje mu.
Jeszcze dalej stało sześć innych koni. Były one głównie brązowe, jeden szary i jeden biały w brązowe łaty.
-Ten to Lionel, tamten Maximus, tam stoi Lilly, Angus i Black oraz Ares.
-Luna jest piękna, ale wiesz, że nie mogę teraz jeździć.
-Wiem, ale ona jest twoja już na zawsze. Kupiłem je wszystkie.
-Mike, naprawdę nie musiałeś.
-To drobiazg. Jak już urodzisz, to będziemy jeździć sobie po pięknych zielonych łąkach- powiedział przytulając mnie od tyłu.
-A kto zajmie się dziećmi?
-Może babcia?
-Twoja mama?
-Nie koniecznie moja. Dom jest na tyle duży, żeby pomieścić dwie rodziny.
-Mówisz, że moi rodzice mogliby...
-Się wprowadzić- dokończył.
-Nie sądzę, że będą chcieli. Są bardzo przywiązani do swojego domu.
Michael wyciągnął komórkę i podał mi.
-To się ich zapytaj.
Przewróciłam oczami, wzięłam telefon i wykręciłam numer.
-Halo, mamo?
-Cześć Jessie. Co u was?
-Dobrze. Mam pytanie. Chcielibyście się z tatą wprowadzić do nas?
-Do was?
-Tak. Miejsca jest wystarczająco.
-Z miłą chęcią. Będziemy jutro. Pa.
-Pa...- powiedziałam zdziwiona.
-I co?- zapytał Mike, kiedy oddałam mu telefon.
-Jesteś niemożliwy- westchnęłam.
-Wiem o tym.
Poszliśmy do domu. Dzień minął bardzo szybko. Obawiałam się tylko jutrzejszej przeprowadzki rodziców. Tej nocy nie mogłam spać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz