kursor

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział XXXVI

Mike miał już kłopoty, żeby mnie pocałować, bo brzuch był na tyle duży, że musiał się mocno nachylić. Jemu to chyba nie przeszkadzało. Tego dnia miał wywiad. Usiedli w salonie, a ja na górze oglądałam go w telewizji. Nadawane było na żywo.

-Ostatnio masz bardzo burzliwy rozkład koncertów. Wytłumaczysz nam, jaki jest tego powód?

-Parę miesięcy temu brałem ślub. Chciałem trochę czasu spędzić z moją żoną.

-Twoja żona Jessie ma podobno różne humorki.

-Może jest w ciąży- zażartował pod nosem.

-Słucham?

-A nic, nic.

-Powiedziałeś, że może jest w ciąży.

-Nie... nie to miałem na myśli.

-Tak powiedziałeś.

-Nie, proszę- zaśmiał się.

-Wielki Michael Jackson spodziewa się potomstwa?

Westchnął, przeczesał dłonią włosy i odrzekł:

-Owszem.

-Dziecko?

-Dwójka.

-Dwójka?

-Tak.

Po chwili zastanowienia reporterka poprosiła:

-Czy mógłbyś zaprosić tu Jessie? Chcielibyśmy jej pogratulować i porozmawiać.

-Pójdę do niej i zapytam się, co o tym myśli.

Po parunastu sekundach drzwi do sypialni otworzyły się cicho.

-Co ty na to?

-Zgadzam się, ale nie chcę sama tam odpowiadać.

-Będę z tobą.

Mike pomógł mi zejść. Usiedliśmy w salonie z powrotem na fotelach.

-Witaj Jessie- powiedziała reporterka- Gratulujemy wam dzieci.

-Dziękujemy.

-Kiedy to się stało?

-Jakieś cztery miesiące temu- odrzekł Mike.

-Czyli dwa miesiące przed ślubem?

-Zgadza się.

-Jak zareagował Mike, kiedy oznajmiłaś mu, że będzie ojcem?

-Na początku był zszokowany i nie wiedział co powiedzieć, ale w końcu zaczął się wydzierać ze szczęścia. Gdybym go nie uciszyła to całe miasto by wiedziało, zanim wzięlibyśmy ślub.

-To prawda- potwierdził.

-Powiedz Mike. Myślałeś kiedyś o dzieciach, zanim Jessie zaszła w ciążę?

-Szczerze, to nie sądziłem, że będę miał własne. Jasne, zawsze o tym marzyłem, ale nie myślałem, że mi się to uda.

-A ty Jessie, chciałaś utrzymać to w tajemnicy?

-Tak, a przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.

-Musisz go bardziej pilnować, bo wszystko nam wygadał.

-Właśnie widziałam- powiedziałam patrząc na niego.

Wzruszył ramionami i złapał moją dłoń.

-Zdradził nam też, że to bliźniaki.

-To prawda.

-Jak zareagował na tę wieść?

-Prawie zemdlał- zaśmiałam się- Ale był szczęśliwy.

Reporterka zadała nam jeszcze kilka pytań, po czym pożegnaliśmy się i wyjechali. Kiedy zamknęłam drzwi trzepnęłam go zaczepnie w ramię.

-Ej, co ja takiego zrobiłem?- zapytał nie mogąc powstrzymać uśmiechu.

-Nie mogę wyjawiać ci już żadnych tajemnic, bo jak kiedyś pójdziesz po zakupy to niedługo później będzie w mediach jaki noszę biustonosz.

-Z chęcią bym się dowiedział.

-Czy chociaż raz możesz być poważny?

Złapał mnie w pasie, tak jak mógł, i zaczął muskać nosem moje ucho.

-Jestem poważny- wymruczał.

-Nie, nie jesteś i nie mam ochoty teraz z tobą rozmawiać. Przecierpisz to jakoś.

-Ale... Ech.

Poszłam na górę i zaczęłam przebierać ciuchy w szafie. W końcu położyłam się spać. Po chwili Mike dołączył do mnie, Objął mnie i zasnęliśmy. Następnego dnia, kiedy się obudziłam, Mika nie było. Podeszłam do okna i zobaczyłam mały budyneczek z dużymi drzwiami. Ubrałam się, zeszłam na dół i znalazłam Mika. Kiedy mnie zobaczył podszedł do mnie, uśmiechnął się i cmoknął w policzek.

-Co ty tam kombinujesz?

-To prezent.

-Dla kogo?

-Dla ciebie.

Otworzył przede mną drzwi i zaprowadził do środka.

-Czy to jest stajnia?- zapytałam.

-Owszem.

-Żartujesz...

Zaprowadził mnie do boksu, gdzie stał śnieżnobiały koń.

-Jaki śliczny.

-Podoba ci się?

-Bardzo. Jak ma na imię?

-Luna. To klacz.

Wziął mnie za rękę i poprowadził trochę dalej. W drugim boksie stał czarny jak noc koń.

-A ten?

-To jest Nathan.

-Dlaczego akurat Nathan?

-Nie wiem. Pasuje mu.

Jeszcze dalej stało sześć innych koni. Były one głównie brązowe, jeden szary i jeden biały w brązowe łaty.

-Ten to Lionel, tamten Maximus, tam stoi Lilly, Angus i Black oraz Ares.

-Luna jest piękna, ale wiesz, że nie mogę teraz jeździć.

-Wiem, ale ona jest twoja już na zawsze. Kupiłem je wszystkie.

-Mike, naprawdę nie musiałeś.

-To drobiazg. Jak już urodzisz, to będziemy jeździć sobie po pięknych zielonych łąkach- powiedział przytulając mnie od tyłu.

-A kto zajmie się dziećmi?

-Może babcia?

-Twoja mama?

-Nie koniecznie moja. Dom jest na tyle duży, żeby pomieścić dwie rodziny.

-Mówisz, że moi rodzice mogliby...

-Się wprowadzić- dokończył.

-Nie sądzę, że będą chcieli. Są bardzo przywiązani do swojego domu.

Michael wyciągnął komórkę i podał mi.

-To się ich zapytaj.

Przewróciłam oczami, wzięłam telefon i wykręciłam numer.

-Halo, mamo?

-Cześć Jessie. Co u was?

-Dobrze. Mam pytanie. Chcielibyście się z tatą wprowadzić do nas?

-Do was?

-Tak. Miejsca jest wystarczająco.

-Z miłą chęcią. Będziemy jutro. Pa.

-Pa...- powiedziałam zdziwiona.

-I co?- zapytał Mike, kiedy oddałam mu telefon.

-Jesteś niemożliwy- westchnęłam.

-Wiem o tym.

Poszliśmy do domu. Dzień minął bardzo szybko. Obawiałam się tylko jutrzejszej przeprowadzki rodziców. Tej nocy nie mogłam spać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz