kursor

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział XXXIV

Mój brzuch z miesiąca na miesiąc coraz bardziej rósł. Michael oczywiście był tym zachwycony. Ja - niekoniecznie. Powód? Ciasne ubrania. Przeglądając szafę powiedziałam do siedzącego na łóżku Mika:

-Wszystko jest na mnie za małe.

-Dla mnie możesz chodzić nawet i bez ubrania- uśmiechnął się.

-Przy tobie może i tak, ale jak chcę gdzieś wyjść?

-Racja. Chodź, pojedziemy ci coś kupić.

Wzięłam największą moją koszulkę i pojechaliśmy do sklepu ciążowego. Wybrałam parę ładnych bluzek. Po powrocie zaczęłam robić obiad. Wsadziłam przyprawionego królika do piekarnika.

-Za czterdzieści pięć minut będzie gotowy- zakomunikowałam Mikowi.

Podszedł do mnie, złapał lekko w pasie i pocałował w czoło.

-A czy teraz mogłabyś odpocząć?

-Zależy o jaki odpoczynek ci chodzi.

-Chodzi mi o to, żebyś się położyła.

-Kochanie, nie mogę cały dzień leżeć na kanapie. To też szkodzi dzieciom. Przestaniesz się w końcu tak tym martwić?

-Gdybym się nie martwił, to co byłby ze mnie za mąż i ojciec?

-Normalny. Tylko nie roztrząsający tego tak bardzo.

-Czyli mówisz, że mam się wyluzować.

-Tak, właśnie o to mi chodzi.

-Dobra, ale masz się nie przemęczać.

-Zgoda.

Mike nagle posmutniał.

-Coś się stało?

-Za tydzień mam pierwszy koncert. Muszę wyjechać na miesiąc.

Przytulił mnie mocno, oczywiście uważając na mój brzuch.

-Przepraszam cię.

-Nie masz za co.

-Wrócę tak prędko, jak tylko dam radę.

-Nie wątpię. Przyszykuję ci stroję na koncerty.

Poszliśmy razem na górę do garderoby i zaczęłam dobierać mu strój.

-Przymierz tą- odrzekłam i podałam mu koszulkę.

Zdjął tą, którą miał na sobie, ukazując piękną klatkę piersiową, i wziął ode mnie tą drugą. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.

-Spodziewasz się kogoś?- zapytałam.

-Owszem.

Wtedy weszła Mia.

-Poprosiłem Mię, żeby się tobą zaopiekowała, kiedy będę na wyjeździe.

-Spokojnie, wszystkim się zajmę- odrzekła.

Spojrzałam z podniesioną brwią na Mika i uśmiechnięta pokręciłam głową. Potem zaczęliśmy mierzyć marynarki. Stwierdziłam, że nie będzie żadna pasowała mu do koszulki, więc wybrałam mu skórzaną kurtkę. Potem dobraliśmy spodnie i buty,a po obiedzie zaczęliśmy pakować mu walizki. Przed wyjazdem mocno mnie przytulił.

-Przepraszam, że tak wyszło.

-Nic się nie stało.

-Kocham cię.

-Ja też cię kocham.

Pocałował mnie ostatni raz, po czym wsiadł do samochodu, pomachał mi i odjechał. Długo patrzyłam na drogę, gdzie zniknął.

-Jessie, powinnaś się położyć- powiedziała Mia.

-Za chwilę.

-Wiem, że za nim tęsknisz, ale musisz odpoczywać.

Mia zaprowadziła mnie do salonu i przykryła kocem.

-Zrobię ci herbatę.

Tydzień minął bardzo szybko. Mike miał cztery godziny do koncertu. Rozmawialiśmy przez telefon.

-A jak tam dzieci?

-Dalej siedzą w brzuchu- zażartowałam.

-Mam nadzieję. A Mia? Opiekuje się tobą?

-I to jak. Nie mogę wstać z kanapy.

-A jak ja kazałem ci leżeć, to nie chciałaś słuchać.

-Cała ja. A jak stroje? Nie podarły się?

-Nie. Wszystko z nimi w porządku. Tęsknię za tobą.

-Ja za tobą też. Nie mogę się doczekać, kiedy wrócisz.

-Ja też. Czasem mam ochotę mocno cię przytulić, ale jesteś za daleko.

-Kocham cię.

-Ja też cię kocham. Lecę szykować się na koncert.

-Będę oglądać. Pa.

-Pa.

Koncert jest za cztery godziny- pomyślałam. Postanowiłam więc pochodzić koło strumyka. Luka dotrzymywał mi towarzystwa. Usiadłam na dużym głazie obok brzegu.

-Pewnie nie jesteś zadowolony z faktu, że niedługo po naszym domu będą latać malutkie dzieci, co?

Luka prychnął.

-Tak myślałam. Po godzinie wróciłam z powrotem do domu. Pomyślałam, że trochę sobie pośpię przed koncertem. Śnił mi się Mike, ja i nasze dzieci bawiące się na łące z Luką. Nagle Mia mnie obudziła:

-Jessie wstawaj! Koncert się zaczyna.

Włączyłyśmy telewizor i nagle na scenę z podnośników wyskoczyli tancerze na wysokość około półtora metra. Po nich Mike. On za to na trzy metry. Ciarki mnie przeszły. Standardowo na początek "Jam", potem "Beat It", "Speed Demon", "Bad", "Hold my Hand" i w końcu "Black or White". I oczywiście nie obeszło się bez "Thrillera". Na koniec stanął na scenie twarzą do kamery i powiedział:

-Chciałbym z tego miejsca pozdrowić moja Jessie i powiedzieć, że bardzo ją kocham. Tęsknię za tobą. Niedługo się zobaczymy.

Po czym zszedł z niej. Uśmiechnęłam się i poszłyśmy z spać. Była jedenasta, kiedy występ się skończył. Zasypiałam już na stojąco. Wykąpałam się, przebrałam w piżamę i położyłam się do łóżka, śniąc o Michaelu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz