Obudziłam się rano. Od razu zrobiło mi się nie dobrze. Wyrwałam się z objęć śpiącego Mika i pobiegłam do łazienki. Ech, te poranne mdłości- pomyślałam. Kiedy wyszłam z łazienki Mike dalej spał. Otuliłam się szlafrokiem i zeszłam powoli na dół. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam na fotelu z wikliny, znajdującym się na tarasie. Wiatr lekko owiewał moje włosy i gorący napój, który grzał mi dłonie. Patrzyłam na niedawno wzeszłe słońce i ociężale płynący górski strumyczek. Słuchałam jak woda obija się o kamienie. Pomyślałam o dzieciach bawiących się przy tym płytkim strumyku. Położyłam rękę na brzuchu. Jeszcze trochę. Pół roku. Nagle zobaczyłam Lukę.
-A skąd ty się tu wziąłeś? Pewnie Mike wcześniej cię przywiózł, co?
Nagle z góry zszedł mój mąż.
-Cześć skarbie- powiedział i lekko mnie pocałował, po czym przysunął sobie krzesło i usiadł obok.
-Ładny widok, prawda?- powiedziałam po chwili ciszy.
-Zgadzam się. Tak myślałem, że ci się spodoba.
Nachyliłam się i cmoknęłam go w policzek.
-Dziękuję.
-Dla was wszystko.
-Czasem kładę się spać i boję się, że kiedy się obudzę będę leżała u siebie w domu sama w łóżku. Bez ciebie.
Mike klęknął przede mną i złapał moje dłonie:
-Nigdy cię nie opuszczę. Pamiętasz mój wypadek na wyścigu?
-Owszem.
-Byłem w połowie martwy, ale kiedy pomyślałem o tobie moje serce zaczęło bić na nowo.Poczułem nową pozytywną energię. A pamiętasz, kiedy stanąłem w twoich drzwiach?
-Pamiętam.
-Kiedy mi je otworzyłaś to zatkało mnie kompletnie. Nie wiedziałem co powiedzieć.
-Ale to ja zemdlałam pierwsza.
-To prawda. Ale gdybyś ty nie zemdlała, to chyba ja bym to zrobił. Zobaczyłem w tobie nadzieję. Zakochałem się w tobie od razu. Cieszyłem się jak głupi, kiedy zgodziłaś się ze mną pojechać. Byłem załamany, kiedy wyjechałaś i znów szczęśliwy, kiedy przyjęłaś moje oświadczyny. A jak dowiedziałem się, że jesteś ze mną w ciąży, to oszalałem ze szczęścia. Więc pamiętaj, że nie zostawię cię nigdy. Jesteś najpiękniejszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. Kocham cię nad życie.
-Ja ciebie też.
-I proszę cię, nie wątp w to.
-Nie będę.
Mike pocałował mnie lekko i przytulił.
-Co chcesz na śniadanie?- zapytał.
-Kanapkę z ciemnym pieczywem poproszę.
-Już niosę.
Po dwóch minutach mój mąż przyniósł mi śniadanie.
-Smakuje?
-Najlepsze kanapki jakie jadłam. Dziękuję.
Uśmiechnął się. Potem położyłam się na kanapie i włączyłam koncert Mika na płycie.
-Słodziutko wyglądałeś.
-Bo ty mnie ubrałaś.
Położył się koło mnie i razem oglądaliśmy koncert.
-Kiedy masz następny występ?
-Za jakiś miesiąc. A czemu?
-Bo brakuje mi dobierania ci stroju.
-Jesteś niemożliwa.
-Cała ja.
-Za to cię kocham.
Następny miesiąc minął bardzo szybko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz