kursor

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział XXXIII

Obudziłam się rano. Od razu zrobiło mi się nie dobrze. Wyrwałam się z objęć śpiącego Mika i pobiegłam do łazienki. Ech, te poranne mdłości- pomyślałam. Kiedy wyszłam z łazienki Mike dalej spał. Otuliłam się szlafrokiem i zeszłam powoli na dół. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam na fotelu z wikliny, znajdującym się na tarasie. Wiatr lekko owiewał moje włosy i gorący napój, który grzał mi dłonie. Patrzyłam na niedawno wzeszłe słońce i ociężale płynący górski strumyczek. Słuchałam jak woda obija się o kamienie. Pomyślałam o dzieciach bawiących się przy tym płytkim strumyku. Położyłam rękę na brzuchu. Jeszcze trochę. Pół roku. Nagle zobaczyłam Lukę.

-A skąd ty się tu wziąłeś? Pewnie Mike wcześniej cię przywiózł, co?

Nagle z góry zszedł mój mąż.

-Cześć skarbie- powiedział i lekko mnie pocałował, po czym przysunął sobie krzesło i usiadł obok.

-Ładny widok, prawda?- powiedziałam po chwili ciszy.

-Zgadzam się. Tak myślałem, że ci się spodoba.

Nachyliłam się i cmoknęłam go w policzek.

-Dziękuję.

-Dla was wszystko.

-Czasem kładę się spać i boję się, że kiedy się obudzę będę leżała u siebie w domu sama w łóżku. Bez ciebie.

Mike klęknął przede mną i złapał moje dłonie:

-Nigdy cię nie opuszczę. Pamiętasz mój wypadek na wyścigu?

-Owszem.

-Byłem w połowie martwy, ale kiedy pomyślałem o tobie moje serce zaczęło bić na nowo.Poczułem nową pozytywną energię. A pamiętasz, kiedy stanąłem w twoich drzwiach?

-Pamiętam.

-Kiedy mi je otworzyłaś to zatkało mnie kompletnie. Nie wiedziałem co powiedzieć.

-Ale to ja zemdlałam pierwsza.

-To prawda. Ale gdybyś ty nie zemdlała, to chyba ja bym to zrobił. Zobaczyłem w tobie nadzieję. Zakochałem się w tobie od razu. Cieszyłem się jak głupi, kiedy zgodziłaś się ze mną pojechać. Byłem załamany, kiedy wyjechałaś i znów szczęśliwy, kiedy przyjęłaś moje oświadczyny. A jak dowiedziałem się, że jesteś ze mną w ciąży, to oszalałem ze szczęścia. Więc pamiętaj, że nie zostawię cię nigdy. Jesteś najpiękniejszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. Kocham cię nad życie.

-Ja ciebie też.

-I proszę cię, nie wątp w to.

-Nie będę.

Mike pocałował mnie lekko i przytulił.

-Co chcesz na śniadanie?- zapytał.

-Kanapkę z ciemnym pieczywem poproszę.

-Już niosę.

Po dwóch minutach mój mąż przyniósł mi śniadanie.

-Smakuje?

-Najlepsze kanapki jakie jadłam. Dziękuję.

Uśmiechnął się. Potem położyłam się na kanapie i włączyłam koncert Mika na płycie.

-Słodziutko wyglądałeś.

-Bo ty mnie ubrałaś.

Położył się koło mnie i razem oglądaliśmy koncert.

-Kiedy masz następny występ?

-Za jakiś miesiąc. A czemu?

-Bo brakuje mi dobierania ci stroju.

-Jesteś niemożliwa.

-Cała ja.

-Za to cię kocham.

Następny miesiąc minął bardzo szybko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz