kursor

środa, 19 lutego 2014

Rozdział XL

Obudziwszy się w środku nocy odkryłam coś szokującego, co również mnie przeraziło.

-Michael...

-Hmm?- mruknął zaspany.

-Wody...

-Co?...

-Wody mi odeszły!

Zerwał się z pozycji leżącej i spojrzał na mój brzuch.

-Słucham?!

-Ja rodzę!

-W takiej chwili?!

-A co?! Może mam poczekać, aż się wyśpisz i zjesz łaskawie śniadanie?!

-Ale że w środku nocy?!

-Tak, w środku nocy, w tej chwili, w tym momencie!

-Siedź spokojnie, ubiorę coś tylko i jedziemy do szpitala.

Po dwudziestu minutach byliśmy w drodze.

-Mike, szybciej.

-Staram się, spokojnie zaraz będziemy.

Zanim się obejrzałam leżałam na sali porodowej. Parłam ile sił. Widziałam zdenerwowaną minę Mika. Pamiętam, że zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam miałam przed nimi mojego męża, trzymającego w rękach małe zawiniątko.

-Zobacz, kto się obudził- powiedział.

Podał mi je.

-To jest Lucas, a tam leży Diana.

-Jest śliczny- powiedziałam.

Mike wstał i poszedł po naszą córeczkę. Kiedy pokazał mi Dianę zaśmiałam się.

-Ma twoje oczy.

-Tak sądzisz?

-Uwierz mi. Wykapany tatuś.

Oparłam głowę na jego ramieniu i westchnęłam.

-Wszystko gra?- zapytał.

-Teraz nasze życie zmieni się na dobre.

-Tak, wiem. I szczerze mówiąc to się cieszę.

-Kto pierwszy wyszedł? Lucas czy Diana?

-Lucas. Diana była cztery minuty po nim.

-Hm- ucieszyłam się- Zawsze chciałam mieć córkę.

-Ja chciałem mieć syna. A może nawet dwóch...

-Przykro mi kochanie, ale fabryka zamknięta.

-Wiesz, nie mówię, że teraz, ale może kiedyś...

-Zobaczymy. Najpierw zajmij się Dianą i Lucasem.

Tego samego dnia wróciliśmy do domu. Położyliśmy dzieci spać i usiedliśmy w salonie. Jaka to była ulga pozbyć się tego brzucha. Jeszcze trochę czasu i będę miała figurę, jak sprzed ciąży. Kiedy wszyscy już spali, Mike rozpalił świeczki i przyniósł nam po lampce wina. Potem położyliśmy się spać. Nagle w środku nocy obudził mnie płacz. Wstałam, przetarłam oczy i poszłam do pokoiku dla dzieci. Wzięłam Lucasa na ręce i zaczęłam kołysać lekko.

-Ciiiiiii- uspokajałam syna- Już dobrze.

-Co się dzieje?- zapytał zaspany Michael.

-Lucas nie mógł spać.

-Ale Diany to widzę, że nic nie obudzi.

-Może to i lepiej dla nas.

Kiedy chłopczyk znów zasnął położyłam go w kołysce. Nagle poczułam, jak moje nogi odrywają się od ziemi. Mój mąż porwał mnie na ręce.

-Zwariowałeś? Co ty wyprawiasz?- zapytałam roześmiana.

-Zaniosę cię do łóżka. Jesteś strasznie zmęczona, jak na moje oko. I nie kłóć się ze mną.

Kiedy weszliśmy do sypialni Mike ostrożnie położył mnie na materac i zajął miejsce obok. Przytulił się do moich pleców i zasnęliśmy oboje. Noc minęła bardzo szybko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz