Obudziwszy się w środku nocy odkryłam coś szokującego, co również mnie przeraziło.
-Michael...
-Hmm?- mruknął zaspany.
-Wody...
-Co?...
-Wody mi odeszły!
Zerwał się z pozycji leżącej i spojrzał na mój brzuch.
-Słucham?!
-Ja rodzę!
-W takiej chwili?!
-A co?! Może mam poczekać, aż się wyśpisz i zjesz łaskawie śniadanie?!
-Ale że w środku nocy?!
-Tak, w środku nocy, w tej chwili, w tym momencie!
-Siedź spokojnie, ubiorę coś tylko i jedziemy do szpitala.
Po dwudziestu minutach byliśmy w drodze.
-Mike, szybciej.
-Staram się, spokojnie zaraz będziemy.
Zanim się obejrzałam leżałam na sali porodowej. Parłam ile sił. Widziałam zdenerwowaną minę Mika. Pamiętam, że zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam miałam przed nimi mojego męża, trzymającego w rękach małe zawiniątko.
-Zobacz, kto się obudził- powiedział.
Podał mi je.
-To jest Lucas, a tam leży Diana.
-Jest śliczny- powiedziałam.
Mike wstał i poszedł po naszą córeczkę. Kiedy pokazał mi Dianę zaśmiałam się.
-Ma twoje oczy.
-Tak sądzisz?
-Uwierz mi. Wykapany tatuś.
Oparłam głowę na jego ramieniu i westchnęłam.
-Wszystko gra?- zapytał.
-Teraz nasze życie zmieni się na dobre.
-Tak, wiem. I szczerze mówiąc to się cieszę.
-Kto pierwszy wyszedł? Lucas czy Diana?
-Lucas. Diana była cztery minuty po nim.
-Hm- ucieszyłam się- Zawsze chciałam mieć córkę.
-Ja chciałem mieć syna. A może nawet dwóch...
-Przykro mi kochanie, ale fabryka zamknięta.
-Wiesz, nie mówię, że teraz, ale może kiedyś...
-Zobaczymy. Najpierw zajmij się Dianą i Lucasem.
Tego samego dnia wróciliśmy do domu. Położyliśmy dzieci spać i usiedliśmy w salonie. Jaka to była ulga pozbyć się tego brzucha. Jeszcze trochę czasu i będę miała figurę, jak sprzed ciąży. Kiedy wszyscy już spali, Mike rozpalił świeczki i przyniósł nam po lampce wina. Potem położyliśmy się spać. Nagle w środku nocy obudził mnie płacz. Wstałam, przetarłam oczy i poszłam do pokoiku dla dzieci. Wzięłam Lucasa na ręce i zaczęłam kołysać lekko.
-Ciiiiiii- uspokajałam syna- Już dobrze.
-Co się dzieje?- zapytał zaspany Michael.
-Lucas nie mógł spać.
-Ale Diany to widzę, że nic nie obudzi.
-Może to i lepiej dla nas.
Kiedy chłopczyk znów zasnął położyłam go w kołysce. Nagle poczułam, jak moje nogi odrywają się od ziemi. Mój mąż porwał mnie na ręce.
-Zwariowałeś? Co ty wyprawiasz?- zapytałam roześmiana.
-Zaniosę cię do łóżka. Jesteś strasznie zmęczona, jak na moje oko. I nie kłóć się ze mną.
Kiedy weszliśmy do sypialni Mike ostrożnie położył mnie na materac i zajął miejsce obok. Przytulił się do moich pleców i zasnęliśmy oboje. Noc minęła bardzo szybko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz