Następnego dnia wzięłam Dianę i poszłam do Mika. Było kolo dwunastej. Kiedy weszłam Michael uśmiechnął się do mnie i cmoknął w usta. Podałam mu Dianę. Posadził ją sobie na kolanie.
-Jak się czujesz?
-Lepiej- odrzekł- A jak Lucas?
-Psoci.
-Chyba jak zawsze.
Nagle Diana spróbowała powoli wstać.
-Czekaj księżniczko. Pomogę ci.
Mike złapał ją i pomógł stanąć na nogach.
-Tata. Mama- odrzekła z uśmiechem.
Michael cmoknął ją w czółko.
-Jest taka słodka. Wdała się w mamusię- odrzekł, puszczając mi oko.
-Chyba nie z charakteru.
-Jeszcze się okaże.
Po dwóch tygodniach Mike wyszedł ze szpitala. Wziął sobie trochę wolnego, żeby wypocząć. Trzy tygodnie później zadzwonił jego brat.
-Zostawi u nas swojego dziesięcioletniego syna Adama.
-I znając życie oboje coś nabroicie- odrzekłam.
-Przecież jestem dorosły.
-Pod względem budowy i tych spraw to tak, ale dalej siedzi w tobie dziecko- powiedziałam, szturchając go palcem w pierś.
-Sądzisz, że sobie nie poradzę?
-Nie, skądże. A kiedy twój brat ma zamiar go przywieźć?
-Dzisiaj wieczorem.
-A rodzice wiedzą?
-Ups.
Przewróciłam oczami i poszłam powiedzieć mojej mamie, że przyjedzie bratanek Michaela.
-Spokojnie, my się nim zajmiemy.
-Nie ma takiej potrzeby. Mike da sobie radę.
-Z tą raną? Żartujesz?
-Nie, nie żartuję. Ufam mu i wiem, że da sobie radę.
-No dobrze, niech ci będzie, to w takim razie my z tatą pójdziemy na obiad do restauracji.
Spojrzałam na nią zdziwiona i poszłam do salonu. Rodzice na kolacji? Dziwne. Zanim się obejrzałam przyjechał Adam.
-Idę z dziećmi na spacer, Mike.
-Dobrze, tylko uważaj na siebie.
-Będę niedługo.
-Okej, to czekam.
Wzięłam wózek i poszłam z Dianą i Lucasem na spacer po lesie. Niedługo później wróciłam. Kiedy otworzyłam drzwi kompletnie mnie zamurowało. Dom był cały w polewie i bitej śmietanie. Kiedy Michael i Adam mnie zobaczyli stanęli w bezruchu. Założyłam ręce na piersi i uniosłam brew. Mike podszedł do mnie cały w śmietanie.
-Co masz mi do powiedzenia?
Zarumienił się tylko i to tak mocno, że nawet przez polewę widziałam róż na jego twarzy. Nagle zobaczyłam Adama, który stał za moim mężem i podawał mi po kryjomu ciasto. Wzięłam je ostrożnie.
-Przepraszam- odrzekł Mike- Wybaczysz mi?
Trafiłam tym ciastem prosto w jego twarz.
-Wybaczę- odrzekłam, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Mike otarł oczy z kremu.
-Tak chcesz się bawić?- powiedział i zgarnął z policzka bitą śmietanę i wysmarował mnie nią- To proszę.
Moja mama zabrała dzieci, a my z Mikiem i Adamem zaczęliśmy rzucać się ciastami i innymi słodyczami. Kiedy skończyliśmy podeszłam do Michaela i pocałowałam go w policzek, po czym oblizałam usta z bitej śmietany.
-Słodki jesteś- rzuciłam zaczepnie.
-A czy ja mogę cię zjeść?- zapytał żartobliwie.
-Chyba nadzienie by ci nie smakowało.
Zaczął całować powoli moją szyję, oblizując przy okazji polewę. Odpuściliśmy sobie dzisiaj kolację i poszliśmy pod prysznic i położyliśmy się do łóżka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz