kursor

wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział XI

-Mogę poprosić cię do tańca?- zapytał.

-Oczywiście.

Jake złapał mnie w pasie, a ja położyłam mu ręce na karku. Leciała powolna muzyka. Kołysaliśmy się powoli do rytmu. Wtedy usłyszałam "Will you be there". Odwróciłam się w stronę sceny, na której była kapela. Stał tam najpiękniejszy mężczyzna na świecie. Śpiewał piosenkę, patrząc ciągle na mnie, jakby cała reszta nie istniała. Wszyscy patrzyli raz na niego, raz na mnie, ale my byliśmy pochłonięci sobą do reszty. Pewnie Jake nie był zbyt zadowolony z tego powodu. Kiedy skończył śpiewać, powiedział przez mikrofon:

-Jessie. Ten czas, który spędziliśmy razem, był najpiękniejszym momentem mojego życia. Kiedy powiedziałaś, że wyjeżdżasz byłem załamany. Nie mogłem nagrać żadnej piosenki przez te dwa miesiące. Producent wysłał mnie tu, abym cię odzyskał, chociaż wiem, że jest możliwe, że mnie nie zechcesz i ja to zrozumiem.

Zszedł ze sceny, podszedł do mnie i złapał moją dłoń.

-Pytam więc, czy wrócisz ze mną?

Powiodłam wzrokiem przez całą salę. Wszyscy się na mnie patrzyli wielkimi oczami czekając na odpowiedź. Odwróciłam głowę na Janet i Amandę. Janet kiwnęła głową, a Amber patrzyła na Michaela, nie dowierzając w to, co się tu dzieje. Postanowiłam się z nim trochę podroczyć.

-Wiec, co proponujesz?

Michael uśmiechnął się, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby i powiedział:

-Cóż, zacznijmy od  Tournee po świecie, świetnych warunków i dobrze płatnej pracy.

-Słucham cię.

Ludzie patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Kto normalny nie przyjąłby tego od razu?

-Doskonałe studio muzyczne i bilet VIP na każdy koncert wielkiego M. Jacksona.

-Skromny jak zawsze. Coś jeszcze?

-Hmmm... moje towarzystwo?

Uśmiechnęłam się.

-Na to czekałam.

Rzuciłam się Michaelowi na szyję i mocno uściskałam. Wszyscy wokół nas zaczęli klaskać i gwizdać. Poczułam, że się uśmiecha. Kapela zaczęła grać wolny kawałek. Po chwili spojrzałam na niego. Patrzył mi w oczy cały szczęśliwy. Zaczęliśmy tańczyć wolnego. Oparłam głowę na jego ramieniu, a on przytknął swoją do mojej.

-Tęskniłem za tobą- powiedział po chwili.

-Ja z tobą też.

-To dlaczego wyjechałaś?

-Mówiłam ci już. Musiałam wrócić do rodziny.

-Mam nadzieję, że pojedziesz tym razem ze mną na resztę Tournee? Bez ciebie nie dam rady.

-No skoro nalegasz.

To był najlepszy wieczór walentynkowy jaki w życiu miałam...

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział X

Weszłam wielkimi drzwiami na uniwersytet. Już przy wejściu doczepili się moi przyjaciele. Wykapany sportowiec Josh, królowa mody Amanda, mistrz karate z Japonii Jack i mózg operacji Bradley.

-Hej piękna- powiedział Josh, obejmując mnie ramieniem.

-Hej Josh- powiedziałam wzdychając znudzona.

-Gdzie byłaś?

Spojrzałam na Janet. Zastanawiałam się, czy to aby dobry pomysł, żeby powiedzieć im prawdę. Kiwnęła głową.

-Byłam... na Tournee z... Michaelem Jacksonem.

Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni, a po chwili wybuchnęli śmiechem.

-Zawsze umiałaś żartować- powiedzieli.

Spuściłam głowę i szłam za nimi ponura.

-Nie martw się. ja ci wierzę- powiedziała Janet.

Cieszyłam się, że chociaż jedna osoba mi wierzy. Wyobraziłam go sobie wychodzącego z basenu z mokrymi, opadającymi mu na oczy włosami. Nagle Janet klepnęła mnie w ramię.

-O czym myślisz?

-O niczym.

-Już wiem. Myślisz o nim.

Westchnęłam.

-On... był idealny.

-Wierzę ci. Znam ten ból, kiedy wam nie wychodzi.

Uśmiechnęłam się na siłę, aby pokazać, że jest jeszcze we mnie resztka szczęścia, mimo, że moja miłość umarła. Minęły te dwa bolesne miesiące. Poszłam z Janet i Amber do centrum handlowego, aby kupić sukienkę na bal, chociaż szczerze mówiąc nie miałam ochoty na niego iść. Ale obiecałam Janet. Cóż zrobić? Może nie będzie tak źle.

-Przymierz tą- powiedziała Amber, podając mi sukienkę błękitną, jak niebo.

Przebrałam się i wyszłam pokazać się moim przyjaciółkom.

-Wyglądasz bajecznie. Obróć się.

Zrobiłam jedno kółko w lewą, a potem w prawą stronę. Nagle, kiedy spojrzałam w lewo na okno dostrzegłam przez ułamek sekundy czarne loki, które od razu zniknęły. "Co raz ze mną gorzej"- pomyślałam. Tego wieczoru odbył się bal. Siedziałam przy stoliku z przyjaciółmi, kiedy szkolny przystojniak i kapitan drużyny koszykarskiej Jake poprosił mnie do tańca.

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział IX

Moje uczucia były rozwiewane jak liście na wietrze. Nie wierzyłam przez jakiś czas, że całowałam się z Michaelem. A dłużej, że go zostawiłam. Za dwa miesiące walentynki. Świat się na mnie uwziął. Rodzice powitali mnie w drzwiach, ale ja nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Wiem, że może się to wydawać okrutne, ale miałam wtedy złamane serce. Od razu po pocałunku musiałam zostawić mężczyznę moich marzeń. Nienawidzę się za to.

-Jessie, musisz się podnieść. Nie udało wam się. Trudno. Wiem jak ci jest ciężko, ale nie możesz pogrążać się w rozpaczy. Masz dopiero dwadzieścia jeden lat. Jeszcze całe życie przed tobą- powiedziała pewnego dnia.

-Wiem mamo, ale on... to był ten jedyny.

Podeszła do mnie i objęła mnie ramieniem.

-Faceci potrafią czasem zawrócić w głowie, to prawda, ale nie dajmy się zwariować. Też miałam takie problemy, ale wszystko się ułożyło. Nie przejmuj się. Jeszcze znajdziesz kogoś wyjątkowego.

-"Ale ja chcę jego"- pomyślałam.

Czas do szkoły. Spakowałam podręczniki, pogłaskałam mojego nowego psa Lukę i ruszyłam szerokim, białym chodnikiem, który przypominał mi jego marynarkę. Chyba naprawdę się zakochałam. I to poważnie. Wszystko mi o nim przypominało. Nawet jakiś głupi chodnik!

-Jessie!

To była moja przyjaciółka Janet. Nie zatrzymałam się, tylko szłam dalej. Podbiegła do mnie.

-Gdzie byłaś?

-Nigdzie.

-No powiedz.

-I tak mi nie uwierzysz.

-No proszę.

-Byłam z Michaelem Jacksonem na jego koncertach i dobierałam mu stroje.

-A tak na serio?

-Widzisz? Mówiłam.

-No dobra, dajmy na to, że ci wierzę. To... czemu wyjechałaś?

-Nie... nie udało nam się.

-W jakim sensie?

-Dosłownym.

-Podarował mi szczeniaka na pożegnanie i wróciłam do domu.

Po chwili ciszy Janet zapytała mnie:

-Idziesz na bal walentynkowy?

-Nie wiem.

-Możesz pójść ze mną i Jeffem. Proszę, proszę, proszę...

-Zgoda.

-Jej!

Stanęłam przed uniwerkiem. Czas na naukę. Zaczyna się szkoła przetrwania...

Rozdział VIII

Złapał mnie w pasie, a ja gorączkowo ścisnęłam kołnierz jego koszuli. Poczułam, jak się uśmiecha. Położył mi moje ręce na karku. Nie czułam niczego, oprócz naszych złączonych pocałunkiem ust. Nogi same się pode mną uginały. Na szczęście Mike trzymał mnie mocno, inaczej bym upadła. Nie wiem ile to trwało, ale szczerze mówiąc, kogo to obchodzi? Kiedy jesteś z tą jedyną osobą, to czas przestaje mieć znaczenie. W końcu spojrzeliśmy sobie w oczy. Michael odgarnął mi kosmyk włosów za ucho.

-A czy teraz zostaniesz?- zapytał z nadzieją.

Westchnęłam.

-Mike, no bo... ech... to nie jest takie proste. Ja mam rodzinę. Muszę do nich wrócić.

Po chwili ciszy, Michael odrzekł:

-To pojadę z tobą.

-Nie. Ty masz swoje koncerty, a ja swoją rodzinę i obowiązki. To się nie może udać.

-To dlaczego najpierw ze mną pojechałaś?

-Byłam oszołomiona, że mój idol stanął w moich drzwiach. Byłam gotowa na wszystko. Ale kiedy pomyślałam dłużej, to okazało się, że źle wybrałam.

-Żałujesz tego, że mnie poznałaś?

-Nie żałuję żadnej chwili spędzonej z tobą, ale... muszę wrócić. Moje miejsce jest tam, a twoje tutaj.

-Twoje miejsce jest przy mnie- powiedział cicho.

-To jest miejsce, które sobie narzuciliśmy, a nie które przydzielił nam los.

Nastąpiła cisza. Michael patrzył na mnie, kiedy ja wpatrywałam się w podłogę.

-Dobrze, ale chciałbym ci dać jedną rzecz, dzięki której mnie nie zapomnisz.

Mike odwrócił się i z małego koszyczka w rogu pokoju wyciągnął szczeniaczka owczarka niemieckiego. Podał mi go.

-Michael, ja nie mogę go przyjąć...

-Proszę. Zrób to da mnie- spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami.

Kiwnęłam głową. Wzięłam pieska i poszłam spakować swoje rzeczy. Cały czas, kiedy wkładałam ubrania do walizki Michael opierał się bokiem o framugę drzwi i patrzył smutno. Dziwiłam się, że byłam na tyle trzeźwa, że dałam radę to zrobić. Na pożegnanie przytuliłam go mocno. Nie puszczaliśmy się nawzajem przez długi czas. Pojechałam w końcu na lotnisko i poleciałam tam, gdzie jest moje miejsce.

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział VII

Kiedy przebieraliśmy jego stroje, przypomniałam sobie o rodzinie. Zostali sami w domu, z czego ojciec chodzi o kulach. Co ja wyprawiam? Muszę do nich wracać. Mike zauważył moją smutną minę.

-Hej, wszystko w porządku?

Westchnęłam tylko. To było trudne. Z jednej strony kariera, a z drugiej rodzina. Ale rodzina jest najważniejsza.

-Michael, no bo ja... muszę odejść.

-Co?

-Wracam do domu.

-Ale dlaczego?

-To... skomplikowane.

-Zrobiłem coś nie tak?

-Nie, nie to nie twoja wina, tylko moja.

-Jak to?

-Nie potrzebnie zostawiłam rodzinę. Wyjechałam zamiast się nimi zająć. Spakuję tylko swoje rzeczy i już mnie nie ma.

Kiedy chciałam się odwrócić i odejść Mike złapał mnie za rękę i zatrzymał.

-Nie pozwolę ci odejść- powiedział łagodnie i troskliwie.

Spojrzałam mu w oczy. Pogłaskał mnie po policzku. Nachyliwszy się delikatnie mnie pocałował. Przelał w ten pocałunek wszystkie swoje myśli. Samotność, zachwyt, smutek... miłość. Wtedy wszystko przestało mieć dla mnie znaczenie. Utworzyłam bramę wokół nas. Nie potrafiłam już trzeźwo myśleć, kiedy nasze usta były złączone. Liczył się wtedy tylko on.

środa, 25 grudnia 2013

Rozdział VI

Michael zabrał mnie do ekskluzywnej restauracji. O dziwo nikt nie zwracał na nas uwagi. Czy naprawdę siedzą tu aż takie snoby? A może tylko tak mi się wydaje. Albo ja jestem niezrównoważona. Ech, mam paranoję. Kelner podał nam karty. Zamówiłam sałatkę, a Mike... w sumie to sama nie wiem co. Po kolacji Michael zabrał mnie do parku. Było świetnie. Stanęliśmy nas jeziorkiem. Mike wziął płaski kamyk i rzucił kaczkę.

-Pięknie tu- powiedziałam.

-Zgadza się. Szkoda, że mało osób to doceniało.

-Co masz na myśli?

-Zawsze kiedy zapraszałem jakąś dziewczynę na spacer, to ona zamiast cenić piękno parku, patrzyła tylko na mnie i to, że jestem sławny. Niektóre patrzyły tylko na mój portfel.

-Mnie nie obchodzi jak bardzo jesteś sławny, albo jak bardzo masz wypchany portfel. Mnie obchodzi tylko to, jaki jesteś. Czy się nie puszysz jak paw, jaki jesteś i czy obchodzi cię coś oprócz własnego nosa.

Uśmiechnął się i powiedział:

-Mam nadzieję, że jak na razie cię nie zawiodłem.

-Nie, jeszcze nie, ale lepiej się pilnuj- powiedziałam żartobliwie.

-Wracając do tych spacerów... Skończyłem z nimi trzy lata temu.

-To co ja tu robię?

-Zrobiłem mały wyjątek- puścił mi oko.

Zarumieniłam się.

-Mam się czuć wyróżniona?

-Dla mnie na pewno.

Szliśmy przez park, kiedy poczułam ciepło na dłoni. Mike złapał ją lekko i w drodze powrotnej głaskał ją kciukiem. Kiedy wróciliśmy przebrałam się w spodnie i koszulkę. Siedziałam z Michaelem w jego garderobie na kanapie i oglądaliśmy mecz. Zaczęliśmy się rzucać żelkami i popcornem. Po skończonej wojnie zaczęłam wyciągać Michaelowi ziarenka popcornu i żelki z włosów. Potem on, a na końcu otarł moje oczy i spojrzał w nie.

-Masz piękne oczy- powiedział.

-Dziękuję.

Nagle padła bramka. Oparłam się o oparcie i zaczęłam zasypiać. Obudziłam się rano wtulona w pierś Michaela. Była twarda i mocno wyrzeźbiona. Spał. Trzymał mnie w objęciach, żeby nie było mi zimno. Niedługo potem się obudził.

-Dzień dobry- powiedział.

-Dzień dobry- odrzekłam i wstałam.

Mike spojrzał na zegarek na ręce i westchnął.

-Ech, za dwie godziny mam przymiarkę strojów. Lepiej chodźmy na śniadanie.

Poszliśmy razem do jadalni. Potem Michael i ja zaczęliśmy dobierać mu stroje.

Rozdział V

Mike wyskoczył na scenę z zapadni, a tłum zaczął piszczeć i wyć. To prawda, że ten mężczyzna potrafi zwalić z nóg. Po paru sekundach zza jego pleców wyskoczyli tancerze. Najpierw, aby rozgrzać publiczność zaśpiewał "Billie Jean". Potem "Jam" i "Don't stop till you get enough". Na sam koniec stanął na środku sceny, bez muzyki, i powiedział do publiczności:

-Ten koncert chciałem zadedykować pewnej... wyjątkowej osobie i gdyby nie ona nie byłoby mnie tu dzisiaj. Jessie! Chodź do nas!

Przez dwie sekundy zbierałam myśli, ale już po chwili wybiegłam do niego. Stanęłam obok, a on złapał moją dłoń. Tłum piszczał i krzyczał na nasz widok. Potem razem zeszliśmy za kulisy. Zanim zdążyłam pomyśleć rzuciłam mu się na szyję i mocno uściskałam. Po chwili oprzytomniałam i puściłam go. Spodziewałam się jakiegoś komentarza na temat mojego zachowania, ale on tylko się uśmiechnął.

-Pamiętam, że dzisiaj obiecałem ci wspólną kolację. Pozwól, że tylko się przebiorę i wezmę prysznic.

-Nie musisz się śpieszyć.

-Aha, no właśnie. Ginny!- zawołał Mike, a po chwili przybiegła kobieta z czarnymi włosami - Czy mogłabyś dobrać Jessie jakąś sukienkę? Mamy dzisiaj kolację.

-Oczywiście, proszę pana. Chodźmy.

Poszłam z Ginny do garderoby. Dobrała mi błękitną sukienkę i umalowała mnie. Oczywiście bez przesady. Potem jeszcze rozczesałam swoje brązowe, proste włosy. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Ginny otworzyła drzwi. Wszedł Michael w czarnym garniturze z krawatem. Pachniał słodko.

-Gotowa?

-Jak najbardziej.

Mike podał mi ramię i wyruszyliśmy na kolację.

Rozdział IV

Wyskoczył na scenę z podnośnika w podłodze i zaczęła grać muzyka. Na początku zaczął tańczyć, a potem śpiewać. Co jakiś czas zerkał na mnie czy aby dobrze się bawię. Wróciłam do jego garderoby, aby przejrzeć jego kostiumy. Zaczęłam dobierać mu je do listy piosenek, którą miał zaplanowaną.
nie minęła godzina, jak Mike wróciła, a ja kończyłam dobieranie dodatków.

-Byłeś świetny.

-Dziękuję.

-Skończyłam dobierać ci kostium.

Pokazałam mu biały garnitur z czarnymi wykończeniami. Michael zachwycony wziął rękaw i delikatnie potarł kciukiem.

-Masz, przymierz.

Mike wziął do ode mnie i wszedł za zasłonę. Przebrał się i wyszedł, aby mi się zaprezentować. Poprawiałam mu jeszcze kołnierzyk, kiedy ujął moje dłonie i powiedział patrząc mi oczy:

-Zapraszam cię dzisiaj na kolację po koncercie. Co ty na to?

-Dziękuję, ale nie mam się w co ubrać.

-To nie problem. Coś znajdziemy, a teraz odpocznij. Napracowałaś się. Niedługo koncert się zacznie. Będziesz mogła go oglądać zza kulis. Miłego odpoczynku.

Po czym wyszedł. Usiadłam na chwilę na fotelu. Po jakimś czasie musiałam wyjść, aby wspierać Michaela na występie przed milionami fanów. Przed wyjściem szykował się za kulisami. Poprawiał mikrofon, włosy i marynarkę. Uśmiechnął się do mnie. Podeszłam i pomogłam mu z mankietami.

-Gotowy?- zapytałam.

-Chyba. Zestresowany, jak nigdy.

-Naprawdę? Robiłeś to już dużo razy.

-Ale nie miałem za kulisami specjalnego gościa- powiedział i się uśmiechnął.

Zarumieniłam się. Nagle podszedł do nas ochroniarz.

-Mike, już czas- powiedział.

-Dobrze. Do zobaczenia Jessie- powiedział i ścisnął lekko moje ramię.

To co potem działo się na scenie, trudno opisać słowami.

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział III

Mike otworzył mi drzwi do samochodu. Ruszyliśmy przed siebie. Co jakiś czas patrzyła na mnie i się uśmiechał.

-Mamy tylko dwanaście godzin do koncertu- powiedział.

-To źle?

-To bardzo mało czasu. Muszę się przebrać, zrobić jeszcze parę prób, przetestować sprzęt, powtórzyć teksty. To potwornie dużo roboty, a jeszcze charakteryzatorka zachorowała.

-Wiesz, ja kiedyś ubierałam aktorów w teatrze. Mogę wam pomóc.

-Naprawdę? Byłoby cudownie. Mam parę przygotowanych projektów.

-Spojrzę na nie. Ale nie obiecuję, że coś z nich wybiorę.

-To nawet lepiej, lubię niespodzianki- powiedział i uśmiechnął się.

W końcu po długiej podróży dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy do sali prób. Mike wziął moją walizkę i zaniósł do swojej garderoby.

-Możesz się porozglądać po studiu, jeżeli chcesz, a ja muszę lecieć na próbę. Miłego zwiedzania.

Wybiegł z pokoju jak burza. Poszłam się przejść po studiu. Co mnie dziwiło, to to, że nikt mnie nie pytał o przepustkę. Nagle na scenie pojawił się on.

Rozdział II

-Chciałabyś mi towarzyszyć w moim Tournee?

-Ja?

Mike kiwnął głową. To było jak spełnienie moich marzeń. Światowe Tournee z Michaelem Jacksonem.

-A co z moją rodziną?

-Wrócisz do nich. Spokojnie, nie porwę cię, tylko proponuję ci za gościnę towarzystwo na wyjeździe.

W sumie miałam już dwadzieścia jeden lat. Mogłam troszkę poszaleć.

-Zgoda.

-Świetnie. Od teraz mów mi Mike. Musimy jeszcze tylko naprawić samochód.

-Pozwól, że spojrzę.

Podeszliśmy do auta. Otworzyłam maskę. Buchnęła chmura pary, wydobywającej się silnika. Mike złapał mnie za ramiona i odciągnął do tyłu.

-Dzięki- powiedziałam i schowałam kosmyk włosów za ucho.

Pochyliłam się nad autem.

-Hmmm...- zamyśliłam się.

-Co?

-Potrzebne mi są narzędzia. Zaraz wrócę.

Poszłam do garażu po skrzynkę z narzędziami. Pokręciłam coś przy silniku. Usłyszałam warkot.

-Gotowe- powiedziałam zadowolona z siebie.

-Jak ty to zrobiłaś?

-To nic trudnego. Śrubka się poluzowała.

-Jesteś niesamowita.

Pobiegłam spakować swoje rzeczy. Czas podbić świat.

niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział I

Mam na imię Jessie. Jestem moonwalkerem. Pewnego normalnego dnia, siedziałam sama w domu, słuchając płyty Michaela, wtem usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeszłam, otworzyłam je i zobaczyłam najpiękniejszego mężczyznę na świecie. Dwudziesto - paro letni Michael stał przed moimi drzwiami. Uśmiechnął się do mnie rozbrajająco.

-Dzień dobry. Moje auto się zepsuło i nie mam jak dojechać na koncert. Czy mógłbym skorzystać z telefonu?

Wyglądał mniej więcej tak:


Nagle wszystko przed moimi oczami zaczęło się ściemniać. Obudziłam się dopiero po jakimś czasie. Leżałam na kanapie z zimnym okładem na czole.

-O Jezu, moja głowa. Ale miałam dziwny sen. Nigdy więcej Coli przed spaniem. 

Nagle z kuchni wyszedł mój idol. Usiadł naprzeciw mnie. Uśmiechnął się i podał mi szklankę wody. Wzięłam ją nieśmiało. 

-Napij się. Poczujesz się lepiej.

Nie spuszczając z niego oka wzięłam łyk. Potem Michael pomógł mi usiąść. Spojrzał na moją koszulkę z jego podobizną. Zarumieniłam się.

-Ładna koszulka.

-Dziękuję. Chciałeś zadzwonić.

Wstałam powoli i przyniosłam mu telefon. Wykręcił numer i zaczął się kłócić ze swoim agentem. Po rozmowie miał dla mnie pewną propozycję.