kursor

wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział XXVII

Po śniadaniu Mike miał nagrania. Usiadł w pokoju nagraniowym i założył słuchawki, w których zaczęła lecieć muzyka. Stałam za szybą i uśmiechałam się do niego. Tego dnia nie mógł się skupić. Ciągle mylił słowa, zacinał się i mieszał tonacje. W końcu dźwiękowiec wyszedł, żeby się uspokoić, bo tracił cierpliwość. Mike wyszedł do mnie, zły na siebie samego. Przytuliłam go, oplatając jego szyję.

-Nie mam pojęcia, co się dzisiaj ze mną dzieje.

-Jesteś rozkojarzony. Potrzebujesz jakiegoś punktu skupienia.

-Sam już nie wiem.

Po chwili ciszy Mike, spojrzał mi w oczy i powiedział:

-Zaśpiewaj ze mną.

-Co?

-Zaśpiewaj ze mną na nagraniu.

-Ja nie jestem piosenkarką.

-Nie musisz. To nie ma znaczenia. Proszę.

Nagle wszedł producent.

-Mike. Co się dzisiaj z tobą dzieje? Jesteś jakiś nieobecny.

-Kenny. Czy możemy zrobić z tej płyty duet?

-Nie masz nikogo do tego duetu. Z kim to nagrasz?

-Z nią- Mike przesunął mnie lekko do przodu.

-Jesteście pewni?- spojrzał na nas.

-Tak- odpowiedział za mnie Michael- Poczekam w pokoju nagraniowym.

Kiedy zamknął za sobą dźwiękoszczelne drzwi Kenny zapytał:

-Jesteś gotowa Jessie?

-Nie wiem. Nie jestem piosenkarką.

-Nikt nie mówił, że jesteś i musisz być. Jedyne co musisz, to czuć piosenkę w swoim sercu. Nic w nim nie może być, oprócz niej.

-To dlatego Mike nie mógł dziś nic nagrać.

-Bo on ma w sercu tylko ciebie. Jeżeli nie jesteś blisko niego, to on wypełnia serce wspomnieniami z tobą. Dlatego musisz teraz z nim być, żeby miał cię blisko i mógł w sercu umieścić piosenkę.

-Zgoda.

Weszłam do Mika. Usiadłam naprzeciwko i założyłam słuchawki. Zaczęła w nich lecieć muzyka. Najpierw zaczął Mike, a potem ja. Refren śpiewaliśmy razem. Po nagraniu przyszedł czas na obiad. Bolało mnie gardło i przepona. Przy obiedzie zapytałam Mika:

-Chciałbyś mieć dzieci?

Zaczął kaszleć i bić się pięścią w klatkę piersiową.

-Słucham?!- zapytał spanikowany.

-Pytam czy chciałbyś mieć dzieci?

Westchnął i oparł się o krzesło.

-Jak?

-Ale co jak?

-Przecież się zabezpieczyłem. Jak to się mogło stać?

-O co ci chodzi?

-O dziecko. Przecież uważałem...

Zaśmiałam się.

-Widzę, że śmieszy cię wizja pieluch, płaczu i kaszek- odrzekł.

-Michael, ja nie jestem w ciąży.

-Nie?

-Nie. Zapytałam czy chciałbyś mieć dzieci, ale jeszcze nie teraz.

-Z tobą oczywiście. Ale, jeżeli chcielibyśmy zrobić sobie dzieci, to zróbmy to świadomie.

-Zgoda, ale jeszcze nie czas.

-Masz rację. Na razie wolę się nacieszyć przyjemnością widoku twojego ciała i innych podniet.

-Kochanie, proszę cię, nie w miejscu publicznym.

-Niech wiedzą, że mam najseksowniejszy skarb na ziemi.

Zarumieniłam się.

-Dzisiaj koniecznie musimy powtórzyć te nieziemską noc.

-Zgoda, ale tylko dlatego, że nagrałeś dzisiaj cały album.

-Chyba muszę to robić częściej.

Po obiedzie Mike miał nauczyć mnie grać w koszykówkę. Ubrałam na siebie lekką koszulkę, spodenki i buty. On miał cały strój koszykarski.

-Gotowa?

-Chyba tak.

-Zaczniemy od dwutaktu. Jeżeli biegniesz z prawej strony, to zaczynasz prawą nogą, a jeżeli z lewej, to lewą. Spróbuj.

Po koszu wróciliśmy do pokoju. Mój ukochany zrobił kolację. Był camembert z żurawiną. Potem Poszłam do łazienki, umyłam się i przebrałam w piżamę. Mike leżał już na łóżku i czekał na mnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz