-Musisz w końcu zabrać tam dzieci. Niech mają kontakt z ojcem.
-Tak sądzisz?
-Oczywiście- odrzekła mama.
Zabrałam raz Dianę. Lucas został w domu, bo miał katar. Mike już ponad miesiąc leżał w śpiączce. Traciłam nadzieję, że jeszcze się obudzi. Diana złapała go za dłoń i powiedziała:
-Ta... tata.
-Tak, kochanie. Tatuś śpi. Śni o nas.
Nagle poczułam, jak się rusza. Wtedy wydarzył się największy cud na świecie. Otworzył oczy.
-Hej. Przegapiłem coś?- powiedział słabo.
Położyłam Dianę w wózeczku i rzuciłam się na Michaela. Zaczęłam obcałowywać całą jego twarz.
-Ty żyjesz! Tak się martwiłam!- zaczęłam płakać.
Mocno mnie objął.
-Jestem tu i nigdy cię nie zostawię. Nigdy...
-Myślałam, że już nigdy się nie obudzisz.
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, słysząc tylko nasze wzajemne bicia serc.
-Długo tak leżałem?
-Ponad miesiąc.
-Miesiąc?!
-Tak. Miesiąc.
-Jezu. Kochanie, przepraszam cię za to.
-Nie masz za co. Ważne, ze żyjesz.
Odsunęłam się w końcu, żeby dać mu odpocząć. Nagle usłyszeliśmy Dianę.
-Tata.
Wzięłam ją i podałam Michaelowi.
-Cześć słoneczko. Jaka ty już duża- powiedział.
Co mnie cieszyło, to to, że Mike nie mówił do dzieci dziwnym głosem, tylko normalnie. Diana złapała go za nos i uśmiechnęła się.
-Tata.
Mike pocałował ją w czoło, a ona położyła swoje małe rączki na jego policzkach.
-A gdzie jest Lucas?
-Został w domu z mamą. Ma katar i wolałam zostawić go w domu.
Diana zaczęła bawić się lokami Mika. Śmiała się przy tym głośno.
-Chciałabym, żebyś już wrócił do domu.
-Ja też. Mam ochotę, żeby cię mocno przytulić wieczorem w łóżku.
-Niedługo będziesz mógł.
Nagle wszedł lekarz.
-O, widzę, że się pan wybudził. Jak się pan czuje?
-Dobrze. Lekko piecze, ale poza tym nie jest źle.
-Widzę, że już ma pan gości.
-Owszem. Panie doktorze, kiedy mnie wypiszecie?
-Nie wcześniej, niż za dwa tygodnie. Musimy jeszcze poobserwować reakcje pana organizmu na leki, które podaliśmy. Jeżeli po tym okresie czasu będzie dobrze, to droga wolna.
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Muszę iść. Mam niedługo operację i muszę się przygotować.
-Dobrze. Do widzenia- powiedzieliśmy oboje.
Patrzyłam przez chwilę w ciszy na Michaela, bawiącego się z Dianą. Nagle spojrzał na mnie i zapytał:
-Coś nie tak?
-Nie, tylko... Już drugi raz wymknąłeś się śmierci.
-Tylko dlatego, że ty przy mnie jesteś.
Cmoknął mnie w usta i złapał moją dłoń. Delikatnie głaskał ją kciukiem.
-Nie raz śniło mi się, że jesteś przy mnie, a potem się oddalasz. Budziłam się wtedy z płaczem w nocy i prosiłam, abyś przeżył.
-Ja zawsze ale to z a w s z e będę przy tobie. Ja za to słyszałem cię, jak tu przychodziłaś. Chciałem ci odpowiedzieć, ale nie mogłem. Cieszyłem się, że przynajmniej słyszę twój głos.
-Słyszałeś to?
-Każde słowo.
-Ale byłeś w śpiączce. Jak to możliwe?
-Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że tak było.
Mike zauważył, że jestem zmartwiona. Pogłaskał mnie kciukiem po policzku i uśmiechnął się.
-Wszystko będzie dobrze. To tylko rana postrzałowa, nic wielkiego.
-Nic wielkiego? Michael, ty zostałeś POSTRZELONY!
-Widzę, a raczej czuję.
-Trzeba znaleźć winnego.
-Nie chcę znów latać po sądach. To nie ma sensu. Zostawmy go w spokoju.
-W spokoju? Mike, ktoś do ciebie STRZELIŁ, a ty chcesz mu dać uciec?
-A co mi da to, że go znajdę?
-Pójdzie do więzienia.
-A po paru latach znów wyjdzie na wolność i będzie robił to samo. To co za różnica?
Nie chciałam się już z nim kłócić. Dopiero się wybudził i potrzebował spokoju. W końcu pod wieczór lekarz przyszedł do Mika.
-Najwyższa pora położyć się spać, panie Jackson.
-Przyjdziemy do ciebie jutro.
-Będę na was czekał.
Cmoknął mnie w usta i poszłam z Dianą do domu.
-I jak z nim?- zapytała mama.
-Wybudził się dzisiaj.
-To świetnie. A nie wiesz może, kiedy go wypiszą?
-Najwcześniej za dwa tygodnie.
-Ulżyło ci.
-I to jak. A jak się czuje Lucas?
-Lepiej. Już aż tak nie kaszle i nie ma zatkanego noska.
-To dobrze. Śpi już?
-Tak. Już od godziny.
-To ja też położę Dianę i pójdę spać.
-Dobrze. Przydałby ci się porządny odpoczynek.
Położyłam córeczkę obok jej brata i poszłam wziąć prysznic. Potem przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka, otulając się białą kołdrą. Następny dzień zapowiadał się słonecznie...
-Tata.
Mike pocałował ją w czoło, a ona położyła swoje małe rączki na jego policzkach.
-A gdzie jest Lucas?
-Został w domu z mamą. Ma katar i wolałam zostawić go w domu.
Diana zaczęła bawić się lokami Mika. Śmiała się przy tym głośno.
-Chciałabym, żebyś już wrócił do domu.
-Ja też. Mam ochotę, żeby cię mocno przytulić wieczorem w łóżku.
-Niedługo będziesz mógł.
Nagle wszedł lekarz.
-O, widzę, że się pan wybudził. Jak się pan czuje?
-Dobrze. Lekko piecze, ale poza tym nie jest źle.
-Widzę, że już ma pan gości.
-Owszem. Panie doktorze, kiedy mnie wypiszecie?
-Nie wcześniej, niż za dwa tygodnie. Musimy jeszcze poobserwować reakcje pana organizmu na leki, które podaliśmy. Jeżeli po tym okresie czasu będzie dobrze, to droga wolna.
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Muszę iść. Mam niedługo operację i muszę się przygotować.
-Dobrze. Do widzenia- powiedzieliśmy oboje.
Patrzyłam przez chwilę w ciszy na Michaela, bawiącego się z Dianą. Nagle spojrzał na mnie i zapytał:
-Coś nie tak?
-Nie, tylko... Już drugi raz wymknąłeś się śmierci.
-Tylko dlatego, że ty przy mnie jesteś.
Cmoknął mnie w usta i złapał moją dłoń. Delikatnie głaskał ją kciukiem.
-Nie raz śniło mi się, że jesteś przy mnie, a potem się oddalasz. Budziłam się wtedy z płaczem w nocy i prosiłam, abyś przeżył.
-Ja zawsze ale to z a w s z e będę przy tobie. Ja za to słyszałem cię, jak tu przychodziłaś. Chciałem ci odpowiedzieć, ale nie mogłem. Cieszyłem się, że przynajmniej słyszę twój głos.
-Słyszałeś to?
-Każde słowo.
-Ale byłeś w śpiączce. Jak to możliwe?
-Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że tak było.
Mike zauważył, że jestem zmartwiona. Pogłaskał mnie kciukiem po policzku i uśmiechnął się.
-Wszystko będzie dobrze. To tylko rana postrzałowa, nic wielkiego.
-Nic wielkiego? Michael, ty zostałeś POSTRZELONY!
-Widzę, a raczej czuję.
-Trzeba znaleźć winnego.
-Nie chcę znów latać po sądach. To nie ma sensu. Zostawmy go w spokoju.
-W spokoju? Mike, ktoś do ciebie STRZELIŁ, a ty chcesz mu dać uciec?
-A co mi da to, że go znajdę?
-Pójdzie do więzienia.
-A po paru latach znów wyjdzie na wolność i będzie robił to samo. To co za różnica?
Nie chciałam się już z nim kłócić. Dopiero się wybudził i potrzebował spokoju. W końcu pod wieczór lekarz przyszedł do Mika.
-Najwyższa pora położyć się spać, panie Jackson.
-Przyjdziemy do ciebie jutro.
-Będę na was czekał.
Cmoknął mnie w usta i poszłam z Dianą do domu.
-I jak z nim?- zapytała mama.
-Wybudził się dzisiaj.
-To świetnie. A nie wiesz może, kiedy go wypiszą?
-Najwcześniej za dwa tygodnie.
-Ulżyło ci.
-I to jak. A jak się czuje Lucas?
-Lepiej. Już aż tak nie kaszle i nie ma zatkanego noska.
-To dobrze. Śpi już?
-Tak. Już od godziny.
-To ja też położę Dianę i pójdę spać.
-Dobrze. Przydałby ci się porządny odpoczynek.
Położyłam córeczkę obok jej brata i poszłam wziąć prysznic. Potem przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka, otulając się białą kołdrą. Następny dzień zapowiadał się słonecznie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz