Następnego dnia wzięłam Dianę i poszłam do Mika. Było kolo dwunastej. Kiedy weszłam Michael uśmiechnął się do mnie i cmoknął w usta. Podałam mu Dianę. Posadził ją sobie na kolanie.
-Jak się czujesz?
-Lepiej- odrzekł- A jak Lucas?
-Psoci.
-Chyba jak zawsze.
Nagle Diana spróbowała powoli wstać.
-Czekaj księżniczko. Pomogę ci.
Mike złapał ją i pomógł stanąć na nogach.
-Tata. Mama- odrzekła z uśmiechem.
Michael cmoknął ją w czółko.
-Jest taka słodka. Wdała się w mamusię- odrzekł, puszczając mi oko.
-Chyba nie z charakteru.
-Jeszcze się okaże.
Po dwóch tygodniach Mike wyszedł ze szpitala. Wziął sobie trochę wolnego, żeby wypocząć. Trzy tygodnie później zadzwonił jego brat.
-Zostawi u nas swojego dziesięcioletniego syna Adama.
-I znając życie oboje coś nabroicie- odrzekłam.
-Przecież jestem dorosły.
-Pod względem budowy i tych spraw to tak, ale dalej siedzi w tobie dziecko- powiedziałam, szturchając go palcem w pierś.
-Sądzisz, że sobie nie poradzę?
-Nie, skądże. A kiedy twój brat ma zamiar go przywieźć?
-Dzisiaj wieczorem.
-A rodzice wiedzą?
-Ups.
Przewróciłam oczami i poszłam powiedzieć mojej mamie, że przyjedzie bratanek Michaela.
-Spokojnie, my się nim zajmiemy.
-Nie ma takiej potrzeby. Mike da sobie radę.
-Z tą raną? Żartujesz?
-Nie, nie żartuję. Ufam mu i wiem, że da sobie radę.
-No dobrze, niech ci będzie, to w takim razie my z tatą pójdziemy na obiad do restauracji.
Spojrzałam na nią zdziwiona i poszłam do salonu. Rodzice na kolacji? Dziwne. Zanim się obejrzałam przyjechał Adam.
-Idę z dziećmi na spacer, Mike.
-Dobrze, tylko uważaj na siebie.
-Będę niedługo.
-Okej, to czekam.
Wzięłam wózek i poszłam z Dianą i Lucasem na spacer po lesie. Niedługo później wróciłam. Kiedy otworzyłam drzwi kompletnie mnie zamurowało. Dom był cały w polewie i bitej śmietanie. Kiedy Michael i Adam mnie zobaczyli stanęli w bezruchu. Założyłam ręce na piersi i uniosłam brew. Mike podszedł do mnie cały w śmietanie.
-Co masz mi do powiedzenia?
Zarumienił się tylko i to tak mocno, że nawet przez polewę widziałam róż na jego twarzy. Nagle zobaczyłam Adama, który stał za moim mężem i podawał mi po kryjomu ciasto. Wzięłam je ostrożnie.
-Przepraszam- odrzekł Mike- Wybaczysz mi?
Trafiłam tym ciastem prosto w jego twarz.
-Wybaczę- odrzekłam, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Mike otarł oczy z kremu.
-Tak chcesz się bawić?- powiedział i zgarnął z policzka bitą śmietanę i wysmarował mnie nią- To proszę.
Moja mama zabrała dzieci, a my z Mikiem i Adamem zaczęliśmy rzucać się ciastami i innymi słodyczami. Kiedy skończyliśmy podeszłam do Michaela i pocałowałam go w policzek, po czym oblizałam usta z bitej śmietany.
-Słodki jesteś- rzuciłam zaczepnie.
-A czy ja mogę cię zjeść?- zapytał żartobliwie.
-Chyba nadzienie by ci nie smakowało.
Zaczął całować powoli moją szyję, oblizując przy okazji polewę. Odpuściliśmy sobie dzisiaj kolację i poszliśmy pod prysznic i położyliśmy się do łóżka...
kursor
czwartek, 27 lutego 2014
niedziela, 23 lutego 2014
Rozdział XLIII
Każdy kolejny dzień był bardziej dołujący od poprzedniego. Siedziałam z nim cały czas.
-Musisz w końcu zabrać tam dzieci. Niech mają kontakt z ojcem.
-Tak sądzisz?
-Oczywiście- odrzekła mama.
Zabrałam raz Dianę. Lucas został w domu, bo miał katar. Mike już ponad miesiąc leżał w śpiączce. Traciłam nadzieję, że jeszcze się obudzi. Diana złapała go za dłoń i powiedziała:
-Ta... tata.
-Musisz w końcu zabrać tam dzieci. Niech mają kontakt z ojcem.
-Tak sądzisz?
-Oczywiście- odrzekła mama.
Zabrałam raz Dianę. Lucas został w domu, bo miał katar. Mike już ponad miesiąc leżał w śpiączce. Traciłam nadzieję, że jeszcze się obudzi. Diana złapała go za dłoń i powiedziała:
-Ta... tata.
-Tak, kochanie. Tatuś śpi. Śni o nas.
Nagle poczułam, jak się rusza. Wtedy wydarzył się największy cud na świecie. Otworzył oczy.
-Hej. Przegapiłem coś?- powiedział słabo.
Położyłam Dianę w wózeczku i rzuciłam się na Michaela. Zaczęłam obcałowywać całą jego twarz.
-Ty żyjesz! Tak się martwiłam!- zaczęłam płakać.
Mocno mnie objął.
-Jestem tu i nigdy cię nie zostawię. Nigdy...
-Myślałam, że już nigdy się nie obudzisz.
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, słysząc tylko nasze wzajemne bicia serc.
-Długo tak leżałem?
-Ponad miesiąc.
-Miesiąc?!
-Tak. Miesiąc.
-Jezu. Kochanie, przepraszam cię za to.
-Nie masz za co. Ważne, ze żyjesz.
Odsunęłam się w końcu, żeby dać mu odpocząć. Nagle usłyszeliśmy Dianę.
-Tata.
Wzięłam ją i podałam Michaelowi.
-Cześć słoneczko. Jaka ty już duża- powiedział.
Co mnie cieszyło, to to, że Mike nie mówił do dzieci dziwnym głosem, tylko normalnie. Diana złapała go za nos i uśmiechnęła się.
-Tata.
Mike pocałował ją w czoło, a ona położyła swoje małe rączki na jego policzkach.
-A gdzie jest Lucas?
-Został w domu z mamą. Ma katar i wolałam zostawić go w domu.
Diana zaczęła bawić się lokami Mika. Śmiała się przy tym głośno.
-Chciałabym, żebyś już wrócił do domu.
-Ja też. Mam ochotę, żeby cię mocno przytulić wieczorem w łóżku.
-Niedługo będziesz mógł.
Nagle wszedł lekarz.
-O, widzę, że się pan wybudził. Jak się pan czuje?
-Dobrze. Lekko piecze, ale poza tym nie jest źle.
-Widzę, że już ma pan gości.
-Owszem. Panie doktorze, kiedy mnie wypiszecie?
-Nie wcześniej, niż za dwa tygodnie. Musimy jeszcze poobserwować reakcje pana organizmu na leki, które podaliśmy. Jeżeli po tym okresie czasu będzie dobrze, to droga wolna.
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Muszę iść. Mam niedługo operację i muszę się przygotować.
-Dobrze. Do widzenia- powiedzieliśmy oboje.
Patrzyłam przez chwilę w ciszy na Michaela, bawiącego się z Dianą. Nagle spojrzał na mnie i zapytał:
-Coś nie tak?
-Nie, tylko... Już drugi raz wymknąłeś się śmierci.
-Tylko dlatego, że ty przy mnie jesteś.
Cmoknął mnie w usta i złapał moją dłoń. Delikatnie głaskał ją kciukiem.
-Nie raz śniło mi się, że jesteś przy mnie, a potem się oddalasz. Budziłam się wtedy z płaczem w nocy i prosiłam, abyś przeżył.
-Ja zawsze ale to z a w s z e będę przy tobie. Ja za to słyszałem cię, jak tu przychodziłaś. Chciałem ci odpowiedzieć, ale nie mogłem. Cieszyłem się, że przynajmniej słyszę twój głos.
-Słyszałeś to?
-Każde słowo.
-Ale byłeś w śpiączce. Jak to możliwe?
-Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że tak było.
Mike zauważył, że jestem zmartwiona. Pogłaskał mnie kciukiem po policzku i uśmiechnął się.
-Wszystko będzie dobrze. To tylko rana postrzałowa, nic wielkiego.
-Nic wielkiego? Michael, ty zostałeś POSTRZELONY!
-Widzę, a raczej czuję.
-Trzeba znaleźć winnego.
-Nie chcę znów latać po sądach. To nie ma sensu. Zostawmy go w spokoju.
-W spokoju? Mike, ktoś do ciebie STRZELIŁ, a ty chcesz mu dać uciec?
-A co mi da to, że go znajdę?
-Pójdzie do więzienia.
-A po paru latach znów wyjdzie na wolność i będzie robił to samo. To co za różnica?
Nie chciałam się już z nim kłócić. Dopiero się wybudził i potrzebował spokoju. W końcu pod wieczór lekarz przyszedł do Mika.
-Najwyższa pora położyć się spać, panie Jackson.
-Przyjdziemy do ciebie jutro.
-Będę na was czekał.
Cmoknął mnie w usta i poszłam z Dianą do domu.
-I jak z nim?- zapytała mama.
-Wybudził się dzisiaj.
-To świetnie. A nie wiesz może, kiedy go wypiszą?
-Najwcześniej za dwa tygodnie.
-Ulżyło ci.
-I to jak. A jak się czuje Lucas?
-Lepiej. Już aż tak nie kaszle i nie ma zatkanego noska.
-To dobrze. Śpi już?
-Tak. Już od godziny.
-To ja też położę Dianę i pójdę spać.
-Dobrze. Przydałby ci się porządny odpoczynek.
Położyłam córeczkę obok jej brata i poszłam wziąć prysznic. Potem przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka, otulając się białą kołdrą. Następny dzień zapowiadał się słonecznie...
-Tata.
Mike pocałował ją w czoło, a ona położyła swoje małe rączki na jego policzkach.
-A gdzie jest Lucas?
-Został w domu z mamą. Ma katar i wolałam zostawić go w domu.
Diana zaczęła bawić się lokami Mika. Śmiała się przy tym głośno.
-Chciałabym, żebyś już wrócił do domu.
-Ja też. Mam ochotę, żeby cię mocno przytulić wieczorem w łóżku.
-Niedługo będziesz mógł.
Nagle wszedł lekarz.
-O, widzę, że się pan wybudził. Jak się pan czuje?
-Dobrze. Lekko piecze, ale poza tym nie jest źle.
-Widzę, że już ma pan gości.
-Owszem. Panie doktorze, kiedy mnie wypiszecie?
-Nie wcześniej, niż za dwa tygodnie. Musimy jeszcze poobserwować reakcje pana organizmu na leki, które podaliśmy. Jeżeli po tym okresie czasu będzie dobrze, to droga wolna.
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Muszę iść. Mam niedługo operację i muszę się przygotować.
-Dobrze. Do widzenia- powiedzieliśmy oboje.
Patrzyłam przez chwilę w ciszy na Michaela, bawiącego się z Dianą. Nagle spojrzał na mnie i zapytał:
-Coś nie tak?
-Nie, tylko... Już drugi raz wymknąłeś się śmierci.
-Tylko dlatego, że ty przy mnie jesteś.
Cmoknął mnie w usta i złapał moją dłoń. Delikatnie głaskał ją kciukiem.
-Nie raz śniło mi się, że jesteś przy mnie, a potem się oddalasz. Budziłam się wtedy z płaczem w nocy i prosiłam, abyś przeżył.
-Ja zawsze ale to z a w s z e będę przy tobie. Ja za to słyszałem cię, jak tu przychodziłaś. Chciałem ci odpowiedzieć, ale nie mogłem. Cieszyłem się, że przynajmniej słyszę twój głos.
-Słyszałeś to?
-Każde słowo.
-Ale byłeś w śpiączce. Jak to możliwe?
-Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że tak było.
Mike zauważył, że jestem zmartwiona. Pogłaskał mnie kciukiem po policzku i uśmiechnął się.
-Wszystko będzie dobrze. To tylko rana postrzałowa, nic wielkiego.
-Nic wielkiego? Michael, ty zostałeś POSTRZELONY!
-Widzę, a raczej czuję.
-Trzeba znaleźć winnego.
-Nie chcę znów latać po sądach. To nie ma sensu. Zostawmy go w spokoju.
-W spokoju? Mike, ktoś do ciebie STRZELIŁ, a ty chcesz mu dać uciec?
-A co mi da to, że go znajdę?
-Pójdzie do więzienia.
-A po paru latach znów wyjdzie na wolność i będzie robił to samo. To co za różnica?
Nie chciałam się już z nim kłócić. Dopiero się wybudził i potrzebował spokoju. W końcu pod wieczór lekarz przyszedł do Mika.
-Najwyższa pora położyć się spać, panie Jackson.
-Przyjdziemy do ciebie jutro.
-Będę na was czekał.
Cmoknął mnie w usta i poszłam z Dianą do domu.
-I jak z nim?- zapytała mama.
-Wybudził się dzisiaj.
-To świetnie. A nie wiesz może, kiedy go wypiszą?
-Najwcześniej za dwa tygodnie.
-Ulżyło ci.
-I to jak. A jak się czuje Lucas?
-Lepiej. Już aż tak nie kaszle i nie ma zatkanego noska.
-To dobrze. Śpi już?
-Tak. Już od godziny.
-To ja też położę Dianę i pójdę spać.
-Dobrze. Przydałby ci się porządny odpoczynek.
Położyłam córeczkę obok jej brata i poszłam wziąć prysznic. Potem przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka, otulając się białą kołdrą. Następny dzień zapowiadał się słonecznie...
sobota, 22 lutego 2014
Rozdział XLII
Nad ranem przyszedł lekarz.
-Niech pani idzie do domu odpocząć. On na pewno teraz będzie spał. Jeżeli coś się zmieni, to damy pani znać.
-Obiecuje pan?
-Obiecuję.
Wróciłam niechętnie do domu. Rodzice powiedzieli, żebym odpoczęła, a oni zajmą się dziećmi. Kiedy zasnęłam widziałam Mika, śmiejącego się do mnie. Siedzieliśmy razem na łące i rozmawialiśmy cicho. Nagle Michael zaczął się oddalać. Nie mogłam go dogonić. Wyciągałam ręce w jego stronę, ale nic nie mogłam zrobić. Nagle poczułam, że spadam. Zerwałam się do góry. Spojrzałam na miejsce obok mnie, na którym zawsze spał. Zaniosłam się głośnym szlochem. Próbowałam się uspokoić, ale to nie było takie łatwe. Następnego dnia wróciłam do szpitala.
-Dzień dobry- odrzekł lekarz Mika.
-Dzień dobry. Jak on się czuje?
-Lepiej. Jego stan jest stabilny. Właśnie podałem mu leki.
Weszłam do niego. Pocałowałam go w czoło i pogłaskałam po policzku.
-Chyba lubisz mnie straszyć. Błagam, wyliż się z tego. Dzieci cię potrzebują... ja cię potrzebuję. Brakuje nam ciebie.
Złapałam jego dłoń i pocałowałam go w usta. Nagle poczułam, jakby ścisnął moją rękę. Łza zakręciła mi się w oku. Nagle zamiast pikania usłyszałam długi, ciągnący się bez końca pisk. Wtem wbiegł lekarz.
-Niech się pani odsunie! Musimy go operować!
Wzięli Mika na sale operacyjną. Czekałam na korytarzu, modląc się o cud. Po trzech godzinach wyszedł chirurg.
-I jak z nim?
-Przepraszam, a pani jest...
-Żoną.
-Mhm. Więc, jest dobrze, niestety stracił bardzo dużo krwi, ale wyjdzie z tego prędzej, czy później.
-Dziękuję.
-Może się pani z nim zobaczyć.
Poszłam do Mika. Dalej leżał w śpiączce. Widziałam, jak oddycha. Czułam jego puls, a mimo to... nie mogłam nic zrobić. Siedziałam bezczynnie i czekałam, aż coś się wydarzy. Wieczorem wróciłam do domu. Kolejna samotna noc...
-Niech pani idzie do domu odpocząć. On na pewno teraz będzie spał. Jeżeli coś się zmieni, to damy pani znać.
-Obiecuje pan?
-Obiecuję.
Wróciłam niechętnie do domu. Rodzice powiedzieli, żebym odpoczęła, a oni zajmą się dziećmi. Kiedy zasnęłam widziałam Mika, śmiejącego się do mnie. Siedzieliśmy razem na łące i rozmawialiśmy cicho. Nagle Michael zaczął się oddalać. Nie mogłam go dogonić. Wyciągałam ręce w jego stronę, ale nic nie mogłam zrobić. Nagle poczułam, że spadam. Zerwałam się do góry. Spojrzałam na miejsce obok mnie, na którym zawsze spał. Zaniosłam się głośnym szlochem. Próbowałam się uspokoić, ale to nie było takie łatwe. Następnego dnia wróciłam do szpitala.
-Dzień dobry- odrzekł lekarz Mika.
-Dzień dobry. Jak on się czuje?
-Lepiej. Jego stan jest stabilny. Właśnie podałem mu leki.
Weszłam do niego. Pocałowałam go w czoło i pogłaskałam po policzku.
-Chyba lubisz mnie straszyć. Błagam, wyliż się z tego. Dzieci cię potrzebują... ja cię potrzebuję. Brakuje nam ciebie.
Złapałam jego dłoń i pocałowałam go w usta. Nagle poczułam, jakby ścisnął moją rękę. Łza zakręciła mi się w oku. Nagle zamiast pikania usłyszałam długi, ciągnący się bez końca pisk. Wtem wbiegł lekarz.
-Niech się pani odsunie! Musimy go operować!
Wzięli Mika na sale operacyjną. Czekałam na korytarzu, modląc się o cud. Po trzech godzinach wyszedł chirurg.
-I jak z nim?
-Przepraszam, a pani jest...
-Żoną.
-Mhm. Więc, jest dobrze, niestety stracił bardzo dużo krwi, ale wyjdzie z tego prędzej, czy później.
-Dziękuję.
-Może się pani z nim zobaczyć.
Poszłam do Mika. Dalej leżał w śpiączce. Widziałam, jak oddycha. Czułam jego puls, a mimo to... nie mogłam nic zrobić. Siedziałam bezczynnie i czekałam, aż coś się wydarzy. Wieczorem wróciłam do domu. Kolejna samotna noc...
Rozdział XLI
Następnego ranka obudziłam się sama. Mika leżał obok, ale nie obudził mnie płacz dzieci.
-Hej skarbie. Jak się spało?- zapytał mnie.
-Nieźle. A tobie?
-Nie jest źle. Może pójdziemy dzisiaj na konie?
-A dzieci?
-A twoi rodzice?
-Chcesz zrobić z nich niańki?
-Może...
Przewróciłam oczami i wstaliśmy z łóżka. Zeszliśmy na dół z Michaelem, i co się okazało, w kuchni siedzieli moi rodzice i Connor i opiekowali się Dianą i Lucasem.
-Dzisiaj my się nimi zajmiemy, a wy macie odpocząć. Jasne?- zagroziła mama, zanim zdążyłam coś powiedzieć.
-Jesteście pewni? Bo...
-Tak, tak. Uciekajcie.
Mike złapał mnie za ręce i powiedział:
-To... jeśli chodzi o te konie, to...
-W stajni za półgodziny.
Poszłam się ubrać, umyć, uczesać i wzięłam koc. Spotkaliśmy się tam, gdzie powiedziałam, po czym osiodłałam Lunę i pojechaliśmy na łąkę. Przywiązaliśmy konie do drzewa i położyliśmy się na kocu.
-Teraz ty- odrzekł Mike.
-Hmmm... Okej mam. Kiedyś na randce z chłopakiem, oblałam się ponczem.
-Zrobiłaś się jeszcze słodsza.
-Twoja kolej.
-Kiedyś kupiłem dziewczynie kwiaty, na które miała uczulenie.
-Ciekawa randka.
-Żebyś wiedziała. Ale przynajmniej było zabawnie.
Położyłam głowę na piersi Mika i zwyczajnie cieszyliśmy się ciszą.
-Nie sądzisz, że warto wracać?
-Jeszcze nie- odrzekłam- Jest tak miło.
-Zgadzam się.
-I w końcu pozbyłam się brzucha.
-Widzę, że to dla ciebie ulga.
-I to jaka.
Po chwili ciszy dodałam:
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Po godzinie wzięliśmy koc, wsiedliśmy na konie i wróciliśmy do domu.
-I jak było?- zapytała mama.
-Dobrze.
Wzięłam od niej Dianę, a Mike Lucasa. Wieczorem siedzieliśmy razem
-Kiedy masz następny koncert?- zapytałam.
-Za trzy dni.
-Nie musisz się do niego przygotowywać?
-Nie, bo już jestem gotowy.
Trzy dni później pojechałam razem z Mikiem na koncert, a rodzice zostali z dziećmi. Stałam za kulisami, kiedy popatrzył na mnie. I wtedy usłyszałam strzał. Uśmiech z jego twarzy zniknął i przeobraził się w strach. Michael upadł na kolana. Kurtyna zaczęła opadać, tak szybko, jak tylko mogła. Po chwili mój mąż leżał na plecach, ledwo dysząc. Pocisk trafił w jego biodro. Klęknęłam obok niego.
-Michael! Błagam cię! Nie odchodź! Wszystko będzie dobrze!
Położyłam sobie jego głowę na kolanach i zaczęłam płakać. Moje łzy lekko skapywały na jego pierś. Ostatkami sił pogłaskał mnie po policzku. W końcu przyjechało pogotowie i zabrało go do szpitala. Po godzinie wyczekiwania podszedł do mnie lekarz.
-Jak on się czuje?
-Jest w śpiączce. Nie wiemy jak długo w niej zostanie, ale jego stan jest ciężki.
-Ale przeżyje?
-Miejmy nadzieję, że Bóg da mu szansę.
-Mogę się z nim zobaczyć?
-Tak, proszę- otworzył mi drzwi.
-Dziękuję bardzo.
Usiadłam obok niego. Słyszałam tylko pikanie maszyny i jego ciężki oddech. Złapałam jego dłoń i odgarnęłam mu włosy z czoła. Siedziałam z nim całą noc...
-Hej skarbie. Jak się spało?- zapytał mnie.
-Nieźle. A tobie?
-Nie jest źle. Może pójdziemy dzisiaj na konie?
-A dzieci?
-A twoi rodzice?
-Chcesz zrobić z nich niańki?
-Może...
Przewróciłam oczami i wstaliśmy z łóżka. Zeszliśmy na dół z Michaelem, i co się okazało, w kuchni siedzieli moi rodzice i Connor i opiekowali się Dianą i Lucasem.
-Dzisiaj my się nimi zajmiemy, a wy macie odpocząć. Jasne?- zagroziła mama, zanim zdążyłam coś powiedzieć.
-Jesteście pewni? Bo...
-Tak, tak. Uciekajcie.
Mike złapał mnie za ręce i powiedział:
-To... jeśli chodzi o te konie, to...
-W stajni za półgodziny.
Poszłam się ubrać, umyć, uczesać i wzięłam koc. Spotkaliśmy się tam, gdzie powiedziałam, po czym osiodłałam Lunę i pojechaliśmy na łąkę. Przywiązaliśmy konie do drzewa i położyliśmy się na kocu.
-Teraz ty- odrzekł Mike.
-Hmmm... Okej mam. Kiedyś na randce z chłopakiem, oblałam się ponczem.
-Zrobiłaś się jeszcze słodsza.
-Twoja kolej.
-Kiedyś kupiłem dziewczynie kwiaty, na które miała uczulenie.
-Ciekawa randka.
-Żebyś wiedziała. Ale przynajmniej było zabawnie.
Położyłam głowę na piersi Mika i zwyczajnie cieszyliśmy się ciszą.
-Nie sądzisz, że warto wracać?
-Jeszcze nie- odrzekłam- Jest tak miło.
-Zgadzam się.
-I w końcu pozbyłam się brzucha.
-Widzę, że to dla ciebie ulga.
-I to jaka.
Po chwili ciszy dodałam:
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Po godzinie wzięliśmy koc, wsiedliśmy na konie i wróciliśmy do domu.
-I jak było?- zapytała mama.
-Dobrze.
Wzięłam od niej Dianę, a Mike Lucasa. Wieczorem siedzieliśmy razem
-Kiedy masz następny koncert?- zapytałam.
-Za trzy dni.
-Nie musisz się do niego przygotowywać?
-Nie, bo już jestem gotowy.
Trzy dni później pojechałam razem z Mikiem na koncert, a rodzice zostali z dziećmi. Stałam za kulisami, kiedy popatrzył na mnie. I wtedy usłyszałam strzał. Uśmiech z jego twarzy zniknął i przeobraził się w strach. Michael upadł na kolana. Kurtyna zaczęła opadać, tak szybko, jak tylko mogła. Po chwili mój mąż leżał na plecach, ledwo dysząc. Pocisk trafił w jego biodro. Klęknęłam obok niego.
-Michael! Błagam cię! Nie odchodź! Wszystko będzie dobrze!
Położyłam sobie jego głowę na kolanach i zaczęłam płakać. Moje łzy lekko skapywały na jego pierś. Ostatkami sił pogłaskał mnie po policzku. W końcu przyjechało pogotowie i zabrało go do szpitala. Po godzinie wyczekiwania podszedł do mnie lekarz.
-Jak on się czuje?
-Jest w śpiączce. Nie wiemy jak długo w niej zostanie, ale jego stan jest ciężki.
-Ale przeżyje?
-Miejmy nadzieję, że Bóg da mu szansę.
-Mogę się z nim zobaczyć?
-Tak, proszę- otworzył mi drzwi.
-Dziękuję bardzo.
Usiadłam obok niego. Słyszałam tylko pikanie maszyny i jego ciężki oddech. Złapałam jego dłoń i odgarnęłam mu włosy z czoła. Siedziałam z nim całą noc...
środa, 19 lutego 2014
Rozdział XL
Obudziwszy się w środku nocy odkryłam coś szokującego, co również mnie przeraziło.
-Michael...
-Hmm?- mruknął zaspany.
-Wody...
-Co?...
-Wody mi odeszły!
Zerwał się z pozycji leżącej i spojrzał na mój brzuch.
-Słucham?!
-Ja rodzę!
-W takiej chwili?!
-A co?! Może mam poczekać, aż się wyśpisz i zjesz łaskawie śniadanie?!
-Ale że w środku nocy?!
-Tak, w środku nocy, w tej chwili, w tym momencie!
-Siedź spokojnie, ubiorę coś tylko i jedziemy do szpitala.
Po dwudziestu minutach byliśmy w drodze.
-Mike, szybciej.
-Staram się, spokojnie zaraz będziemy.
Zanim się obejrzałam leżałam na sali porodowej. Parłam ile sił. Widziałam zdenerwowaną minę Mika. Pamiętam, że zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam miałam przed nimi mojego męża, trzymającego w rękach małe zawiniątko.
-Zobacz, kto się obudził- powiedział.
Podał mi je.
-To jest Lucas, a tam leży Diana.
-Jest śliczny- powiedziałam.
Mike wstał i poszedł po naszą córeczkę. Kiedy pokazał mi Dianę zaśmiałam się.
-Ma twoje oczy.
-Tak sądzisz?
-Uwierz mi. Wykapany tatuś.
Oparłam głowę na jego ramieniu i westchnęłam.
-Wszystko gra?- zapytał.
-Teraz nasze życie zmieni się na dobre.
-Tak, wiem. I szczerze mówiąc to się cieszę.
-Kto pierwszy wyszedł? Lucas czy Diana?
-Lucas. Diana była cztery minuty po nim.
-Hm- ucieszyłam się- Zawsze chciałam mieć córkę.
-Ja chciałem mieć syna. A może nawet dwóch...
-Przykro mi kochanie, ale fabryka zamknięta.
-Wiesz, nie mówię, że teraz, ale może kiedyś...
-Zobaczymy. Najpierw zajmij się Dianą i Lucasem.
Tego samego dnia wróciliśmy do domu. Położyliśmy dzieci spać i usiedliśmy w salonie. Jaka to była ulga pozbyć się tego brzucha. Jeszcze trochę czasu i będę miała figurę, jak sprzed ciąży. Kiedy wszyscy już spali, Mike rozpalił świeczki i przyniósł nam po lampce wina. Potem położyliśmy się spać. Nagle w środku nocy obudził mnie płacz. Wstałam, przetarłam oczy i poszłam do pokoiku dla dzieci. Wzięłam Lucasa na ręce i zaczęłam kołysać lekko.
-Ciiiiiii- uspokajałam syna- Już dobrze.
-Co się dzieje?- zapytał zaspany Michael.
-Lucas nie mógł spać.
-Ale Diany to widzę, że nic nie obudzi.
-Może to i lepiej dla nas.
Kiedy chłopczyk znów zasnął położyłam go w kołysce. Nagle poczułam, jak moje nogi odrywają się od ziemi. Mój mąż porwał mnie na ręce.
-Zwariowałeś? Co ty wyprawiasz?- zapytałam roześmiana.
-Zaniosę cię do łóżka. Jesteś strasznie zmęczona, jak na moje oko. I nie kłóć się ze mną.
Kiedy weszliśmy do sypialni Mike ostrożnie położył mnie na materac i zajął miejsce obok. Przytulił się do moich pleców i zasnęliśmy oboje. Noc minęła bardzo szybko...
-Michael...
-Hmm?- mruknął zaspany.
-Wody...
-Co?...
-Wody mi odeszły!
Zerwał się z pozycji leżącej i spojrzał na mój brzuch.
-Słucham?!
-Ja rodzę!
-W takiej chwili?!
-A co?! Może mam poczekać, aż się wyśpisz i zjesz łaskawie śniadanie?!
-Ale że w środku nocy?!
-Tak, w środku nocy, w tej chwili, w tym momencie!
-Siedź spokojnie, ubiorę coś tylko i jedziemy do szpitala.
Po dwudziestu minutach byliśmy w drodze.
-Mike, szybciej.
-Staram się, spokojnie zaraz będziemy.
Zanim się obejrzałam leżałam na sali porodowej. Parłam ile sił. Widziałam zdenerwowaną minę Mika. Pamiętam, że zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam miałam przed nimi mojego męża, trzymającego w rękach małe zawiniątko.
-Zobacz, kto się obudził- powiedział.
Podał mi je.
-To jest Lucas, a tam leży Diana.
-Jest śliczny- powiedziałam.
Mike wstał i poszedł po naszą córeczkę. Kiedy pokazał mi Dianę zaśmiałam się.
-Ma twoje oczy.
-Tak sądzisz?
-Uwierz mi. Wykapany tatuś.
Oparłam głowę na jego ramieniu i westchnęłam.
-Wszystko gra?- zapytał.
-Teraz nasze życie zmieni się na dobre.
-Tak, wiem. I szczerze mówiąc to się cieszę.
-Kto pierwszy wyszedł? Lucas czy Diana?
-Lucas. Diana była cztery minuty po nim.
-Hm- ucieszyłam się- Zawsze chciałam mieć córkę.
-Ja chciałem mieć syna. A może nawet dwóch...
-Przykro mi kochanie, ale fabryka zamknięta.
-Wiesz, nie mówię, że teraz, ale może kiedyś...
-Zobaczymy. Najpierw zajmij się Dianą i Lucasem.
Tego samego dnia wróciliśmy do domu. Położyliśmy dzieci spać i usiedliśmy w salonie. Jaka to była ulga pozbyć się tego brzucha. Jeszcze trochę czasu i będę miała figurę, jak sprzed ciąży. Kiedy wszyscy już spali, Mike rozpalił świeczki i przyniósł nam po lampce wina. Potem położyliśmy się spać. Nagle w środku nocy obudził mnie płacz. Wstałam, przetarłam oczy i poszłam do pokoiku dla dzieci. Wzięłam Lucasa na ręce i zaczęłam kołysać lekko.
-Ciiiiiii- uspokajałam syna- Już dobrze.
-Co się dzieje?- zapytał zaspany Michael.
-Lucas nie mógł spać.
-Ale Diany to widzę, że nic nie obudzi.
-Może to i lepiej dla nas.
Kiedy chłopczyk znów zasnął położyłam go w kołysce. Nagle poczułam, jak moje nogi odrywają się od ziemi. Mój mąż porwał mnie na ręce.
-Zwariowałeś? Co ty wyprawiasz?- zapytałam roześmiana.
-Zaniosę cię do łóżka. Jesteś strasznie zmęczona, jak na moje oko. I nie kłóć się ze mną.
Kiedy weszliśmy do sypialni Mike ostrożnie położył mnie na materac i zajął miejsce obok. Przytulił się do moich pleców i zasnęliśmy oboje. Noc minęła bardzo szybko...
wtorek, 18 lutego 2014
Rozdział XXXIX
Byłam już w szóstym miesiącu ciąży, a dzieci coraz mocniej kopały. Michael był tym zachwycony. Ja również. Pewnego dnia zapytałam:
-Kupimy kota?
-Kota? A po co ci kot?
-Bo kotki są takie delikatne i milutkie. I jak się będzie chciał przytulić, to cię nie zgniecie, prawda Luka?
Zaskomlał.
-A jakiego kota chciałabyś konkretnie?
-Myślałam o rosyjskim niebieskim.
-Niebieskim?
-Tak nazywa się jego maść.
Po chwili zastanowienia Mike odrzekł:
-Pomyślę jeszcze.
Ucieszona usiadłam mu na kolanach i cmoknęłam w usta.
-Dziękuję.
-Jeszcze nic nie obiecałem, ale nie ma za co.
Jutro są moje urodziny, więc może moje życzenie się spełni. Po śniadaniu poszliśmy na wolny spacer.
-Albo kiedyś jak byłem młody i chciałem wyrwać dziewczynę to postawiłem włosy na żel i chodziłem jak kowboj na westernie.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Naprawdę?
-Tak. Potem przez tydzień śmiała się ze mnie cała szkoła.
-A ja... kiedyś jak byłam mała weszła do zoo do kangurów i przez godzinę nie mogli mnie znaleźć.
-Do kangurów?
-Mhm.
-Ale po co?
-Nie wiem. Lubiłam wtedy kangury.
Dzień minął szybko. Następnego ranka, kiedy zeszłam na dół, w kuchni leżała paczka. Kiedy ją otworzyłam zobaczyłam małe, szare kociątko. Powitało mnie swoim cichutkim "miał". Wzięłam je ostrożnie na ręce i nakarmiłam i dałam wody. Nagle wszedł Luka. Położył się obok kotka i przyjacielsko trącał go nosem. Był o wiele, wiele większy od niego. Nagle do domu wszedł Michael. Uśmiechnął się do mnie i szybko schował ręce za plecy.
-Hej.
-Hej- odpowiedziałam.
-Widzę, że znalazłaś już prezent.
-Owszem. Nie ukryłeś go za dobrze.
-Tak wiem.
Podszedł do mnie i podał mi bukiet.
-Wszystkiego najlepszego kochanie.
-Pamiętałeś?
-Jak mógłbym zapomnieć?
Położyłam kwiaty na stole i objęłam go za szyję.
-Jak ja straszliwie cię kocham.
-Ja ciebie też.
Pocałowałam go mocno i długo, a to znaczy dopóki rodzice nie weszli do domu.
-Jessie! Wszystkiego najlepszego!
-Dziękuję.
Podali mi pudełko, a był tam śliczny zegarek.
-Jest super, dziękuję.
Po obiedzie bawiłam się na kanapie z kotkiem. Nie wymyśliłam mu imienia. Może... Midnight? Tak, Midnight będzie świetne. Później przyszedł Mike.
-I jak u was?
-Świetnie. On jest taki rozkoszny.
-Ma już imię?
-Ma. Midnight.
-Północ?
-Tak, północ.
Mike wzruszył ramionami. Usiadł naprzeciw mnie i zawołał kota. Maluszek podbiegł do niego, a on wziął go na ręce.
-Hmmm... Może się do niego przekonam.
-Mam nadzieję.
-W sumie to jest nawet słodziutki.
-Mówiłam, że nie pożałujesz?
Podszedł do mnie, oparł się rękoma o oparcie kanapy i szepnął mi do ucha:
-Ale moim ulubionym kotkiem jesteś ty.
-Nie ładnie tak faworyzować.
-Kogoś muszę.
-Nie, nie musisz. Midnight, chodź tu.
Pomogłam kociątku wejść na kanapę i zaczęłam głaskać jego miękkie futerko. Luka prychnął.
-Nie bądź zazdrosny- odrzekł Mike- Chodź, tu to cię pogłaskam.
Luka cały szczęśliwy położył mu łeb na kolanach. Wszyscy niecierpliwie czekaliśmy na mój poród, który miał się odbyć za dwa miesiące, które minęły zanim się obejrzałam...
-Kupimy kota?
-Kota? A po co ci kot?
-Bo kotki są takie delikatne i milutkie. I jak się będzie chciał przytulić, to cię nie zgniecie, prawda Luka?
Zaskomlał.
-A jakiego kota chciałabyś konkretnie?
-Myślałam o rosyjskim niebieskim.
-Niebieskim?
-Tak nazywa się jego maść.
Po chwili zastanowienia Mike odrzekł:
-Pomyślę jeszcze.
Ucieszona usiadłam mu na kolanach i cmoknęłam w usta.
-Dziękuję.
-Jeszcze nic nie obiecałem, ale nie ma za co.
Jutro są moje urodziny, więc może moje życzenie się spełni. Po śniadaniu poszliśmy na wolny spacer.
-Albo kiedyś jak byłem młody i chciałem wyrwać dziewczynę to postawiłem włosy na żel i chodziłem jak kowboj na westernie.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Naprawdę?
-Tak. Potem przez tydzień śmiała się ze mnie cała szkoła.
-A ja... kiedyś jak byłam mała weszła do zoo do kangurów i przez godzinę nie mogli mnie znaleźć.
-Do kangurów?
-Mhm.
-Ale po co?
-Nie wiem. Lubiłam wtedy kangury.
Dzień minął szybko. Następnego ranka, kiedy zeszłam na dół, w kuchni leżała paczka. Kiedy ją otworzyłam zobaczyłam małe, szare kociątko. Powitało mnie swoim cichutkim "miał". Wzięłam je ostrożnie na ręce i nakarmiłam i dałam wody. Nagle wszedł Luka. Położył się obok kotka i przyjacielsko trącał go nosem. Był o wiele, wiele większy od niego. Nagle do domu wszedł Michael. Uśmiechnął się do mnie i szybko schował ręce za plecy.
-Hej.
-Hej- odpowiedziałam.
-Widzę, że znalazłaś już prezent.
-Owszem. Nie ukryłeś go za dobrze.
-Tak wiem.
Podszedł do mnie i podał mi bukiet.
-Wszystkiego najlepszego kochanie.
-Pamiętałeś?
-Jak mógłbym zapomnieć?
Położyłam kwiaty na stole i objęłam go za szyję.
-Jak ja straszliwie cię kocham.
-Ja ciebie też.
Pocałowałam go mocno i długo, a to znaczy dopóki rodzice nie weszli do domu.
-Jessie! Wszystkiego najlepszego!
-Dziękuję.
Podali mi pudełko, a był tam śliczny zegarek.
-Jest super, dziękuję.
Po obiedzie bawiłam się na kanapie z kotkiem. Nie wymyśliłam mu imienia. Może... Midnight? Tak, Midnight będzie świetne. Później przyszedł Mike.
-I jak u was?
-Świetnie. On jest taki rozkoszny.
-Ma już imię?
-Ma. Midnight.
-Północ?
-Tak, północ.
Mike wzruszył ramionami. Usiadł naprzeciw mnie i zawołał kota. Maluszek podbiegł do niego, a on wziął go na ręce.
-Hmmm... Może się do niego przekonam.
-Mam nadzieję.
-W sumie to jest nawet słodziutki.
-Mówiłam, że nie pożałujesz?
Podszedł do mnie, oparł się rękoma o oparcie kanapy i szepnął mi do ucha:
-Ale moim ulubionym kotkiem jesteś ty.
-Nie ładnie tak faworyzować.
-Kogoś muszę.
-Nie, nie musisz. Midnight, chodź tu.
Pomogłam kociątku wejść na kanapę i zaczęłam głaskać jego miękkie futerko. Luka prychnął.
-Nie bądź zazdrosny- odrzekł Mike- Chodź, tu to cię pogłaskam.
Luka cały szczęśliwy położył mu łeb na kolanach. Wszyscy niecierpliwie czekaliśmy na mój poród, który miał się odbyć za dwa miesiące, które minęły zanim się obejrzałam...
poniedziałek, 17 lutego 2014
Rozdział XXXVIII
Kiedy obudziłam się rano Mike ubierał się już. Rodzice mieszkali z nami od miesiąca. Właśnie wybierał koszulkę, kiedy zobaczył, że się obudziłam.
-Hej. Jak ci się spało?
-Dobrze. A tobie?
-Też nieźle.
Nagle poczułam dziwne uczucie w brzuchu.
-Michael, chodź tu szybko.
-Co się stało?! Wszystko dobrze?! Źle się czujesz?!
Kiedy uklęknął przy mnie złapałam jego dłoń i położyłam sobie na brzuchu.
-Czujesz?
-To one?
Kiwnęłam głową. Mike uśmiechnął się od ucha do ucha, złapał moją głowę w dłonie i gwałtownie pocałował.
-Jak je nazwiemy?
-Myślałem o Lucas i Will.
-A jeżeli to będą dziewczynki?
-To Kate i Diana. Podobają ci się?
-Bardzo.
Nagle do pokoju wparowała moja mama.
-Jessie, śnia... Co się dzieje?! Wszystko dobrze?!
Jakbym słyszała Mika.
-Tak mamo, wszystko dobrze. Dzieci zaczęły kopać.
Podeszła do mnie i położyła dłoń na brzuchu.
-Jakoś nie czuję.
-Pewnie się boją- odchrząknął Michael.
-Mówiłeś coś?- zapytała mama niczego nieświadoma.
-Nie, nic.
W końcu zeszliśmy na śniadanie.
-Connor zrobił ci osobiście śniadanie Jessie.
-Odchudzam się- ostrzegłam szybko.
-Nie bądź już taka. To ciemne pieczywo.
Kiedy usiadłam popatrzyłam na tę kanapkę.
-Dobra, przyznaj się. Co tu dodałeś?
-Trutkę na szczury.
-Śmieszne jak cholera.
-Jessie!- skarciła mnie mama.
-Ja nie wierzę, że zrobił to z dobrego serca. On na pewno czegoś tu dodał.
-Może najpierw spróbujesz?- zaproponowała.
Wzięłam ostrożny kęs i czekałam co się stanie. O dziwo nie stało się nic.
-Widzisz?- powiedziała.
-No dobra, dobra. Dziękuję ci za tę pyszną kanapkę. Szczęśliwy?
-Nawet nie wiesz jak.
Nagle znów poczułam to uczucie w brzuchu.
-Michael, znów- powiedziałam uśmiechając się.
Położył na nim dłoń i cierpliwie czekał, aż znów poczuje kopnięcie.
-Chyba rodzi nam się tu piłkarz.
-Albo tancerz- dodał Mike.
-Albo tancerz- potwierdziłam.
I ten miesiąc minął bez żadnych problemów...
Rozdział XXXVII
Rano usłyszałam klakson. Ja i Mike otworzyliśmy oczy w tym samym momencie. Wstałam, odsłoniłam rolety i zobaczyłam moich rodziców. Zdziwił mnie fakt, że byli z Connorem.
-Mike. Zapraszałeś Connora?
-Nie, a dlaczego?
-Bo przyjechał z nimi.
-To fajnie.
-Fajnie? Chyba nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji. Już słyszę te jego docinki. "No siostrunia, ładnie poszalałaś.", "Widzę, że nie próżnujesz."
Usłyszałam stłumiony śmiech zza pleców. Mike zakrywał dłonią usta.
-Śmieszy cię to?
-Nie, skądże.
-Wydaje mi się, że jednak tak.
-Kochanie, uspokój się. Jesteś w ciąży i to niezdrowo tak się denerwować.
Nie miałam ochoty przyznawać mu racji, chociaż dobrze wiedziałam, że ją ma.
-No dobra.
Znów klakson.
-Chyba powinniśmy do nich zejść- odrzekłam.
-A może nie?
-Lepiej tak- powiedziałam, po czy ubrałam szlafrok i zeszliśmy oboje- Nie znasz tak dobrze mojej mamy.
Kiedy otworzyliśmy drzwi i wyszliśmy przed dom mama od razu mnie uściskała i weszła do domu. Potem podszedł tata.
-Wybaczcie mi za Connora, ale sam się napatoczył.
-To żaden problem- odrzekł Mike.
-Proszę, wejdź tato.
Po tacie podszedł Connor. Był brunetem wyższym ode mnie, może wzrostu Michaela, nosił przydługawe koszulki i poobdzierane jeansy do kompletu z trampkami za kostkę.
-Cześć siostrunia.
-Cześć braciszku.
-Cześć, Connor jestem- powiedział i wyciągnął rękę do Mika.
-Michael Jackson. Miło mi.
Po czym wszedł do domu.
-Wasze pokoje są na górze po lewej- odrzekłam.
-Chodźcie, pójdziemy się rozpakować.
Kiedy weszli po schodach Mike westchnął.
-Co mi przyszło do głowy?
-Też się właśnie zastanawiam. Oni są jak małe dzieci. Ucz się teraz na nich.
Poszłam do kuchni, kiedy mama weszła.
-A jak tam dzieci?
-Na razie nigdzie się nie wybierają.
-Miejmy nadzieję.
-Mogliśmy zabrać jakieś zwierzątko.
-Connor wam nie wystarczy?
-Nie żartuj tak. W głębi serca to dobry chłopak.
-Jakiego serca?
Mama spojrzała na mnie srogo.
-Okej, okej już dobra. Chcesz herbaty?
-Nie pozwolę ci się tak męczyć. Sama zrobię.
Wtedy wszedł Connor.
-Ładna chata.
-Dzięki.
-To tu je zmajstrowaliście?- puścił mi oko.
-A to już nie twój interes.
Zaśmiał się.
-Tylko tak dalej bracie, a może sam niedługo będziesz chodził z brzuchem- odegrałam się.
-Potwornie zabawne.
-Uważaj, żebyś się nie posikał ze śmiechu.
-Skończcie już!- powiedziała mama- Zachowujecie się jak dzieci. Ty Connor masz prawie dwadzieścia siedem lat. A ty Jessie niedługo będziesz miała potomstwo. Błagam was! Dorośnijcie w końcu.
-Przepraszam- odrzekłam.
-Sorki- powiedział Connor.
-Ech, to będzie długi dzień- westchnęła.
Nie tylko dla ciebie- pomyślałam.
-A gdzie tata?
-Ogląda chyba z Michaelem konie.
-Mogłam się domyślić.
Nagle weszli do domu. Byli cali w błocie. Przejechałam dłonią po czole. Wieczorem, kiedy wszyscy leżeli w łóżkach, Mike zaczął mnie całować. Leżałam na krawędzi, więc łatwo było spaść. Nachylił się nade mną i zaczął obcałowywać całą twarz i szyję. Nagle moja mama weszła do pokoju. Mike podniósł głowę i zanim się obejrzałam leżał na ziemi.
-Mike, wszystko gra?
-Tak, żyję. Nie martw się.
-Ja weszłam zapytać tylko, gdzie masz maść na ból mięśni.
-Na dole w apteczce.
-Dziękuję i dobranoc.
Zamknęła drzwi. Bez ubrań wyskoczyłam z łóżka i klęknęłam obok Mika.
-Nic ci się nie stało?
-Nie. Chyba nie.
-Wejdź na łóżko, to cię obejrzę.
Mike położył się na brzuchu, a w tym czasie ja oglądałam jego plecy.
-Nic. Połóż się na plecach.
Odwrócił się i zobaczyłam nieładnego siniaka obok biodra.
-To będzie cię chyba boleć.
Dotknęłam go lekko.
-Auć!
-Przepraszam. Pójdę po coś na siniaki.
Ubrałam się w piżamę i szlafrok i zeszłam do salonu po maść. Kiedy nacierałam nią Michaela znów ktoś wszedł.
-Jessie, gdzie macie szklanki?
-Tata?
-Tak.
-Ech. Na dole w kuchni nad piekarnikiem.
-Dziękuję i już wam nie przeszkadzam- mrugnął.
-Czy to są jakieś żarty?!- krzyknęłam, kiedy wyszedł.
-Nie denerwuj się.
-Jak mam się nie denerwować?! Rodzice bez pukania wchodzą do naszej sypialni, jesteś cały poobijany i jeszcze mój "kochany braciszek" sprowadził mi się do domu!
-Nie jestem poobijany. To nic takiego, tylko zwykły siniak.
-A jak skręcisz sobie kark to pewnie powiesz "To nic takiego, przejdzie mi"?!
Po chwili ciszy odrzekł:
-Wtedy to chyba już nic nie powiem.
Westchnęłam i położyłam się na łóżku tyłem do niego. Przytulił mnie i powiedział:
-Przepraszam. To nie było śmieszne.
-Nie, nie było.
-Przepraszam.
Odwróciłam się do niego, pogłaskałam po policzku i westchnęłam:
-Nie masz za co przepraszać. Martwię się tylko o ciebie.
-Nie musisz. Jestem dorosły i dam sobie radę.
-Wiem i ufam ci.
-To jeżeli mi ufasz to idź spać.
Przytuliłam się do niego i zapadłam w sen. Następny miesiąc minął zanim się obejrzałam...
-Mike. Zapraszałeś Connora?
-Nie, a dlaczego?
-Bo przyjechał z nimi.
-To fajnie.
-Fajnie? Chyba nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji. Już słyszę te jego docinki. "No siostrunia, ładnie poszalałaś.", "Widzę, że nie próżnujesz."
Usłyszałam stłumiony śmiech zza pleców. Mike zakrywał dłonią usta.
-Śmieszy cię to?
-Nie, skądże.
-Wydaje mi się, że jednak tak.
-Kochanie, uspokój się. Jesteś w ciąży i to niezdrowo tak się denerwować.
Nie miałam ochoty przyznawać mu racji, chociaż dobrze wiedziałam, że ją ma.
-No dobra.
Znów klakson.
-Chyba powinniśmy do nich zejść- odrzekłam.
-A może nie?
-Lepiej tak- powiedziałam, po czy ubrałam szlafrok i zeszliśmy oboje- Nie znasz tak dobrze mojej mamy.
Kiedy otworzyliśmy drzwi i wyszliśmy przed dom mama od razu mnie uściskała i weszła do domu. Potem podszedł tata.
-Wybaczcie mi za Connora, ale sam się napatoczył.
-To żaden problem- odrzekł Mike.
-Proszę, wejdź tato.
Po tacie podszedł Connor. Był brunetem wyższym ode mnie, może wzrostu Michaela, nosił przydługawe koszulki i poobdzierane jeansy do kompletu z trampkami za kostkę.
-Cześć siostrunia.
-Cześć braciszku.
-Cześć, Connor jestem- powiedział i wyciągnął rękę do Mika.
-Michael Jackson. Miło mi.
Po czym wszedł do domu.
-Wasze pokoje są na górze po lewej- odrzekłam.
-Chodźcie, pójdziemy się rozpakować.
Kiedy weszli po schodach Mike westchnął.
-Co mi przyszło do głowy?
-Też się właśnie zastanawiam. Oni są jak małe dzieci. Ucz się teraz na nich.
Poszłam do kuchni, kiedy mama weszła.
-A jak tam dzieci?
-Na razie nigdzie się nie wybierają.
-Miejmy nadzieję.
-Mogliśmy zabrać jakieś zwierzątko.
-Connor wam nie wystarczy?
-Nie żartuj tak. W głębi serca to dobry chłopak.
-Jakiego serca?
Mama spojrzała na mnie srogo.
-Okej, okej już dobra. Chcesz herbaty?
-Nie pozwolę ci się tak męczyć. Sama zrobię.
Wtedy wszedł Connor.
-Ładna chata.
-Dzięki.
-To tu je zmajstrowaliście?- puścił mi oko.
-A to już nie twój interes.
Zaśmiał się.
-Tylko tak dalej bracie, a może sam niedługo będziesz chodził z brzuchem- odegrałam się.
-Potwornie zabawne.
-Uważaj, żebyś się nie posikał ze śmiechu.
-Skończcie już!- powiedziała mama- Zachowujecie się jak dzieci. Ty Connor masz prawie dwadzieścia siedem lat. A ty Jessie niedługo będziesz miała potomstwo. Błagam was! Dorośnijcie w końcu.
-Przepraszam- odrzekłam.
-Sorki- powiedział Connor.
-Ech, to będzie długi dzień- westchnęła.
Nie tylko dla ciebie- pomyślałam.
-A gdzie tata?
-Ogląda chyba z Michaelem konie.
-Mogłam się domyślić.
Nagle weszli do domu. Byli cali w błocie. Przejechałam dłonią po czole. Wieczorem, kiedy wszyscy leżeli w łóżkach, Mike zaczął mnie całować. Leżałam na krawędzi, więc łatwo było spaść. Nachylił się nade mną i zaczął obcałowywać całą twarz i szyję. Nagle moja mama weszła do pokoju. Mike podniósł głowę i zanim się obejrzałam leżał na ziemi.
-Mike, wszystko gra?
-Tak, żyję. Nie martw się.
-Ja weszłam zapytać tylko, gdzie masz maść na ból mięśni.
-Na dole w apteczce.
-Dziękuję i dobranoc.
Zamknęła drzwi. Bez ubrań wyskoczyłam z łóżka i klęknęłam obok Mika.
-Nic ci się nie stało?
-Nie. Chyba nie.
-Wejdź na łóżko, to cię obejrzę.
Mike położył się na brzuchu, a w tym czasie ja oglądałam jego plecy.
-Nic. Połóż się na plecach.
Odwrócił się i zobaczyłam nieładnego siniaka obok biodra.
-To będzie cię chyba boleć.
Dotknęłam go lekko.
-Auć!
-Przepraszam. Pójdę po coś na siniaki.
Ubrałam się w piżamę i szlafrok i zeszłam do salonu po maść. Kiedy nacierałam nią Michaela znów ktoś wszedł.
-Jessie, gdzie macie szklanki?
-Tata?
-Tak.
-Ech. Na dole w kuchni nad piekarnikiem.
-Dziękuję i już wam nie przeszkadzam- mrugnął.
-Czy to są jakieś żarty?!- krzyknęłam, kiedy wyszedł.
-Nie denerwuj się.
-Jak mam się nie denerwować?! Rodzice bez pukania wchodzą do naszej sypialni, jesteś cały poobijany i jeszcze mój "kochany braciszek" sprowadził mi się do domu!
-Nie jestem poobijany. To nic takiego, tylko zwykły siniak.
-A jak skręcisz sobie kark to pewnie powiesz "To nic takiego, przejdzie mi"?!
Po chwili ciszy odrzekł:
-Wtedy to chyba już nic nie powiem.
Westchnęłam i położyłam się na łóżku tyłem do niego. Przytulił mnie i powiedział:
-Przepraszam. To nie było śmieszne.
-Nie, nie było.
-Przepraszam.
Odwróciłam się do niego, pogłaskałam po policzku i westchnęłam:
-Nie masz za co przepraszać. Martwię się tylko o ciebie.
-Nie musisz. Jestem dorosły i dam sobie radę.
-Wiem i ufam ci.
-To jeżeli mi ufasz to idź spać.
Przytuliłam się do niego i zapadłam w sen. Następny miesiąc minął zanim się obejrzałam...
niedziela, 16 lutego 2014
Rozdział XXXVI
Mike miał już kłopoty, żeby mnie pocałować, bo brzuch był na tyle duży, że musiał się mocno nachylić. Jemu to chyba nie przeszkadzało. Tego dnia miał wywiad. Usiedli w salonie, a ja na górze oglądałam go w telewizji. Nadawane było na żywo.
-Ostatnio masz bardzo burzliwy rozkład koncertów. Wytłumaczysz nam, jaki jest tego powód?
-Parę miesięcy temu brałem ślub. Chciałem trochę czasu spędzić z moją żoną.
-Twoja żona Jessie ma podobno różne humorki.
-Może jest w ciąży- zażartował pod nosem.
-Słucham?
-A nic, nic.
-Powiedziałeś, że może jest w ciąży.
-Nie... nie to miałem na myśli.
-Tak powiedziałeś.
-Nie, proszę- zaśmiał się.
-Wielki Michael Jackson spodziewa się potomstwa?
Westchnął, przeczesał dłonią włosy i odrzekł:
-Owszem.
-Dziecko?
-Dwójka.
-Dwójka?
-Tak.
Po chwili zastanowienia reporterka poprosiła:
-Czy mógłbyś zaprosić tu Jessie? Chcielibyśmy jej pogratulować i porozmawiać.
-Pójdę do niej i zapytam się, co o tym myśli.
Po parunastu sekundach drzwi do sypialni otworzyły się cicho.
-Co ty na to?
-Zgadzam się, ale nie chcę sama tam odpowiadać.
-Będę z tobą.
Mike pomógł mi zejść. Usiedliśmy w salonie z powrotem na fotelach.
-Witaj Jessie- powiedziała reporterka- Gratulujemy wam dzieci.
-Dziękujemy.
-Kiedy to się stało?
-Jakieś cztery miesiące temu- odrzekł Mike.
-Czyli dwa miesiące przed ślubem?
-Zgadza się.
-Jak zareagował Mike, kiedy oznajmiłaś mu, że będzie ojcem?
-Na początku był zszokowany i nie wiedział co powiedzieć, ale w końcu zaczął się wydzierać ze szczęścia. Gdybym go nie uciszyła to całe miasto by wiedziało, zanim wzięlibyśmy ślub.
-To prawda- potwierdził.
-Powiedz Mike. Myślałeś kiedyś o dzieciach, zanim Jessie zaszła w ciążę?
-Szczerze, to nie sądziłem, że będę miał własne. Jasne, zawsze o tym marzyłem, ale nie myślałem, że mi się to uda.
-A ty Jessie, chciałaś utrzymać to w tajemnicy?
-Tak, a przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.
-Musisz go bardziej pilnować, bo wszystko nam wygadał.
-Właśnie widziałam- powiedziałam patrząc na niego.
Wzruszył ramionami i złapał moją dłoń.
-Zdradził nam też, że to bliźniaki.
-To prawda.
-Jak zareagował na tę wieść?
-Prawie zemdlał- zaśmiałam się- Ale był szczęśliwy.
Reporterka zadała nam jeszcze kilka pytań, po czym pożegnaliśmy się i wyjechali. Kiedy zamknęłam drzwi trzepnęłam go zaczepnie w ramię.
-Ej, co ja takiego zrobiłem?- zapytał nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
-Nie mogę wyjawiać ci już żadnych tajemnic, bo jak kiedyś pójdziesz po zakupy to niedługo później będzie w mediach jaki noszę biustonosz.
-Z chęcią bym się dowiedział.
-Czy chociaż raz możesz być poważny?
Złapał mnie w pasie, tak jak mógł, i zaczął muskać nosem moje ucho.
-Jestem poważny- wymruczał.
-Nie, nie jesteś i nie mam ochoty teraz z tobą rozmawiać. Przecierpisz to jakoś.
-Ale... Ech.
Poszłam na górę i zaczęłam przebierać ciuchy w szafie. W końcu położyłam się spać. Po chwili Mike dołączył do mnie, Objął mnie i zasnęliśmy. Następnego dnia, kiedy się obudziłam, Mika nie było. Podeszłam do okna i zobaczyłam mały budyneczek z dużymi drzwiami. Ubrałam się, zeszłam na dół i znalazłam Mika. Kiedy mnie zobaczył podszedł do mnie, uśmiechnął się i cmoknął w policzek.
-Co ty tam kombinujesz?
-To prezent.
-Dla kogo?
-Dla ciebie.
Otworzył przede mną drzwi i zaprowadził do środka.
-Czy to jest stajnia?- zapytałam.
-Owszem.
-Żartujesz...
Zaprowadził mnie do boksu, gdzie stał śnieżnobiały koń.
-Jaki śliczny.
-Podoba ci się?
-Bardzo. Jak ma na imię?
-Luna. To klacz.
Wziął mnie za rękę i poprowadził trochę dalej. W drugim boksie stał czarny jak noc koń.
-A ten?
-To jest Nathan.
-Dlaczego akurat Nathan?
-Nie wiem. Pasuje mu.
Jeszcze dalej stało sześć innych koni. Były one głównie brązowe, jeden szary i jeden biały w brązowe łaty.
-Ten to Lionel, tamten Maximus, tam stoi Lilly, Angus i Black oraz Ares.
-Luna jest piękna, ale wiesz, że nie mogę teraz jeździć.
-Wiem, ale ona jest twoja już na zawsze. Kupiłem je wszystkie.
-Mike, naprawdę nie musiałeś.
-To drobiazg. Jak już urodzisz, to będziemy jeździć sobie po pięknych zielonych łąkach- powiedział przytulając mnie od tyłu.
-A kto zajmie się dziećmi?
-Może babcia?
-Twoja mama?
-Nie koniecznie moja. Dom jest na tyle duży, żeby pomieścić dwie rodziny.
-Mówisz, że moi rodzice mogliby...
-Się wprowadzić- dokończył.
-Nie sądzę, że będą chcieli. Są bardzo przywiązani do swojego domu.
Michael wyciągnął komórkę i podał mi.
-To się ich zapytaj.
Przewróciłam oczami, wzięłam telefon i wykręciłam numer.
-Halo, mamo?
-Cześć Jessie. Co u was?
-Dobrze. Mam pytanie. Chcielibyście się z tatą wprowadzić do nas?
-Do was?
-Tak. Miejsca jest wystarczająco.
-Z miłą chęcią. Będziemy jutro. Pa.
-Pa...- powiedziałam zdziwiona.
-I co?- zapytał Mike, kiedy oddałam mu telefon.
-Jesteś niemożliwy- westchnęłam.
-Wiem o tym.
Poszliśmy do domu. Dzień minął bardzo szybko. Obawiałam się tylko jutrzejszej przeprowadzki rodziców. Tej nocy nie mogłam spać...
-Ostatnio masz bardzo burzliwy rozkład koncertów. Wytłumaczysz nam, jaki jest tego powód?
-Parę miesięcy temu brałem ślub. Chciałem trochę czasu spędzić z moją żoną.
-Twoja żona Jessie ma podobno różne humorki.
-Może jest w ciąży- zażartował pod nosem.
-Słucham?
-A nic, nic.
-Powiedziałeś, że może jest w ciąży.
-Nie... nie to miałem na myśli.
-Tak powiedziałeś.
-Nie, proszę- zaśmiał się.
-Wielki Michael Jackson spodziewa się potomstwa?
Westchnął, przeczesał dłonią włosy i odrzekł:
-Owszem.
-Dziecko?
-Dwójka.
-Dwójka?
-Tak.
Po chwili zastanowienia reporterka poprosiła:
-Czy mógłbyś zaprosić tu Jessie? Chcielibyśmy jej pogratulować i porozmawiać.
-Pójdę do niej i zapytam się, co o tym myśli.
Po parunastu sekundach drzwi do sypialni otworzyły się cicho.
-Co ty na to?
-Zgadzam się, ale nie chcę sama tam odpowiadać.
-Będę z tobą.
Mike pomógł mi zejść. Usiedliśmy w salonie z powrotem na fotelach.
-Witaj Jessie- powiedziała reporterka- Gratulujemy wam dzieci.
-Dziękujemy.
-Kiedy to się stało?
-Jakieś cztery miesiące temu- odrzekł Mike.
-Czyli dwa miesiące przed ślubem?
-Zgadza się.
-Jak zareagował Mike, kiedy oznajmiłaś mu, że będzie ojcem?
-Na początku był zszokowany i nie wiedział co powiedzieć, ale w końcu zaczął się wydzierać ze szczęścia. Gdybym go nie uciszyła to całe miasto by wiedziało, zanim wzięlibyśmy ślub.
-To prawda- potwierdził.
-Powiedz Mike. Myślałeś kiedyś o dzieciach, zanim Jessie zaszła w ciążę?
-Szczerze, to nie sądziłem, że będę miał własne. Jasne, zawsze o tym marzyłem, ale nie myślałem, że mi się to uda.
-A ty Jessie, chciałaś utrzymać to w tajemnicy?
-Tak, a przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.
-Musisz go bardziej pilnować, bo wszystko nam wygadał.
-Właśnie widziałam- powiedziałam patrząc na niego.
Wzruszył ramionami i złapał moją dłoń.
-Zdradził nam też, że to bliźniaki.
-To prawda.
-Jak zareagował na tę wieść?
-Prawie zemdlał- zaśmiałam się- Ale był szczęśliwy.
Reporterka zadała nam jeszcze kilka pytań, po czym pożegnaliśmy się i wyjechali. Kiedy zamknęłam drzwi trzepnęłam go zaczepnie w ramię.
-Ej, co ja takiego zrobiłem?- zapytał nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
-Nie mogę wyjawiać ci już żadnych tajemnic, bo jak kiedyś pójdziesz po zakupy to niedługo później będzie w mediach jaki noszę biustonosz.
-Z chęcią bym się dowiedział.
-Czy chociaż raz możesz być poważny?
Złapał mnie w pasie, tak jak mógł, i zaczął muskać nosem moje ucho.
-Jestem poważny- wymruczał.
-Nie, nie jesteś i nie mam ochoty teraz z tobą rozmawiać. Przecierpisz to jakoś.
-Ale... Ech.
Poszłam na górę i zaczęłam przebierać ciuchy w szafie. W końcu położyłam się spać. Po chwili Mike dołączył do mnie, Objął mnie i zasnęliśmy. Następnego dnia, kiedy się obudziłam, Mika nie było. Podeszłam do okna i zobaczyłam mały budyneczek z dużymi drzwiami. Ubrałam się, zeszłam na dół i znalazłam Mika. Kiedy mnie zobaczył podszedł do mnie, uśmiechnął się i cmoknął w policzek.
-Co ty tam kombinujesz?
-To prezent.
-Dla kogo?
-Dla ciebie.
Otworzył przede mną drzwi i zaprowadził do środka.
-Czy to jest stajnia?- zapytałam.
-Owszem.
-Żartujesz...
Zaprowadził mnie do boksu, gdzie stał śnieżnobiały koń.
-Jaki śliczny.
-Podoba ci się?
-Bardzo. Jak ma na imię?
-Luna. To klacz.
Wziął mnie za rękę i poprowadził trochę dalej. W drugim boksie stał czarny jak noc koń.
-A ten?
-To jest Nathan.
-Dlaczego akurat Nathan?
-Nie wiem. Pasuje mu.
Jeszcze dalej stało sześć innych koni. Były one głównie brązowe, jeden szary i jeden biały w brązowe łaty.
-Ten to Lionel, tamten Maximus, tam stoi Lilly, Angus i Black oraz Ares.
-Luna jest piękna, ale wiesz, że nie mogę teraz jeździć.
-Wiem, ale ona jest twoja już na zawsze. Kupiłem je wszystkie.
-Mike, naprawdę nie musiałeś.
-To drobiazg. Jak już urodzisz, to będziemy jeździć sobie po pięknych zielonych łąkach- powiedział przytulając mnie od tyłu.
-A kto zajmie się dziećmi?
-Może babcia?
-Twoja mama?
-Nie koniecznie moja. Dom jest na tyle duży, żeby pomieścić dwie rodziny.
-Mówisz, że moi rodzice mogliby...
-Się wprowadzić- dokończył.
-Nie sądzę, że będą chcieli. Są bardzo przywiązani do swojego domu.
Michael wyciągnął komórkę i podał mi.
-To się ich zapytaj.
Przewróciłam oczami, wzięłam telefon i wykręciłam numer.
-Halo, mamo?
-Cześć Jessie. Co u was?
-Dobrze. Mam pytanie. Chcielibyście się z tatą wprowadzić do nas?
-Do was?
-Tak. Miejsca jest wystarczająco.
-Z miłą chęcią. Będziemy jutro. Pa.
-Pa...- powiedziałam zdziwiona.
-I co?- zapytał Mike, kiedy oddałam mu telefon.
-Jesteś niemożliwy- westchnęłam.
-Wiem o tym.
Poszliśmy do domu. Dzień minął bardzo szybko. Obawiałam się tylko jutrzejszej przeprowadzki rodziców. Tej nocy nie mogłam spać...
sobota, 15 lutego 2014
Rozdział XXXV
Kiedy otworzyłam oczy poczułam silną potrzebę, żeby się do kogoś przytulić. Ubrałam szlafrok i zeszłam na dół z Luką. Mia robiła już śniadanie.
-Dzień dobry- powiedziała.
-Dzień dobry- odrzekłam zaspana.
-Śniadanie już jest. Kawy?
-Czarnej, jak moja dusza- zaśmiałam się.
-Nie wydaje mi się. Proszę.
Zaczęłam grzać ręce o ciepły kubek. Musiałam przyznać, że kawa naprawdę byłą pyszna. Nagle usłyszałam tak długo wyczekiwany dzwonek telefonu.
-Mike?
-Hej, skarbie. Jak tam?
-Wszystko dobrze. Byłeś świetny.
-Dziękuję. A jak...
-Z dziećmi wszystko dobrze.
-Cieszę się. A z tobą na pewno jest dobrze?
-Tak, a dlaczego pytasz?
Po chwili ciszy Mike odrzekł:
-Nieważne. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-Niedługo będę w domu.
-Czekam z utęsknieniem.
-Ja też. Pa.
-Pa.
Nagle, zanim zdążyłam odłożyć telefon, zadzwonił jeszcze raz. Tym razem to była mama.
-Jessie? Pamiętasz babcię Ashley?
Z babcią Ashley byłam bardzo zżyta. Bardziej niż z rodzicami.
-Pamiętam, dawno jej nie widziałam.
-Możesz usiąść?
Usiadłam na fotelu.
-Babcia nie żyje.
Z moich oczu pociekło kilka łez.
-Co?- powiedziałam zduszając płacz.
-Przykro mi.
Po rozmowie z mamą siedziałam w salonie i nie odzywałam się cały dzień. Mia próbowała mnie pocieszyć.
-Jessie, wszystko będzie dobrze.
Płakałam w jej koszulkę.
-Nie możesz się teraz załamywać.
-A co innego mam zrobić?
-Pomyśleć o osobie, która kocha cię bardziej, niż sam Bóg. Pomyśl o swoim mężu, o dzieciach. Niedługo zostaniesz matką. Michael liczy na ciebie.
-Mówisz?
-No jasne, że tak. Nie możesz się poddać.
Nagle drzwiami wpadł Mike. Podbiegł do mnie i mocno przytulił.
-Tak mi przykro.
-Wiedziałeś?
-Tak, twoja mama prosiła, żebym ci nic nie mówił. Chciała zrobić to sama.
Zaniosłam się szlochem.
-Ciiiii. Wszystko będzie dobrze.
Płakałam w jego pierś. Czułam, jak jego koszulka robi się coraz bardziej nasiąknięta moimi łzami. Poprowadził nas na kanapę i usiadł ze mną. Oczywiście mnie posadził sobie na kolanach. Delikatnie głaskał mnie po plecach. Byłam zdruzgotana. Babcia Ashley była też moją przyjaciółką. Pamiętam jak się mną opiekowała, kiedy byłam dwuletnią dziewczynką. Serce strasznie szybko mi biło, a ręce się trzęsły. Chwilę potem nie miałam już łez do wylania.
-Już lepiej?
Lekko kiwnęłam głową, dalej tuląc się do jego piersi. Wziął mnie na ręce i zaniósł do góry do sypialni. Położył mnie delikatnie na łóżku i sam spoczął obok. Tuliłam się jak małe dziecko do swojej mamy. Gniotłam i ściskałam jego koszulkę. On od czasu do czasu delikatnie całował mnie w policzek. Kiedy odzyskałam głos odrzekłam:
-Smutno mi.
-Wierzę i współczuję. Chcesz o tym pogadać?
Pokręciłam głową.
-Pamiętaj, że jestem do twojej dyspozycji.
Po chwili martwej ciszy szepnęłam:
-Dziękuję, że przy mnie jesteś.
-Nie ma za co. Jestem i zawsze będę.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Miesiąc za miesiącem moja rozpacz gasła, a brzuch rósł. Ten miesiąc minął szybko, a nawet szybciej, niż się spodziewałam...
-Dzień dobry- powiedziała.
-Dzień dobry- odrzekłam zaspana.
-Śniadanie już jest. Kawy?
-Czarnej, jak moja dusza- zaśmiałam się.
-Nie wydaje mi się. Proszę.
Zaczęłam grzać ręce o ciepły kubek. Musiałam przyznać, że kawa naprawdę byłą pyszna. Nagle usłyszałam tak długo wyczekiwany dzwonek telefonu.
-Mike?
-Hej, skarbie. Jak tam?
-Wszystko dobrze. Byłeś świetny.
-Dziękuję. A jak...
-Z dziećmi wszystko dobrze.
-Cieszę się. A z tobą na pewno jest dobrze?
-Tak, a dlaczego pytasz?
Po chwili ciszy Mike odrzekł:
-Nieważne. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-Niedługo będę w domu.
-Czekam z utęsknieniem.
-Ja też. Pa.
-Pa.
Nagle, zanim zdążyłam odłożyć telefon, zadzwonił jeszcze raz. Tym razem to była mama.
-Jessie? Pamiętasz babcię Ashley?
Z babcią Ashley byłam bardzo zżyta. Bardziej niż z rodzicami.
-Pamiętam, dawno jej nie widziałam.
-Możesz usiąść?
Usiadłam na fotelu.
-Babcia nie żyje.
Z moich oczu pociekło kilka łez.
-Co?- powiedziałam zduszając płacz.
-Przykro mi.
Po rozmowie z mamą siedziałam w salonie i nie odzywałam się cały dzień. Mia próbowała mnie pocieszyć.
-Jessie, wszystko będzie dobrze.
Płakałam w jej koszulkę.
-Nie możesz się teraz załamywać.
-A co innego mam zrobić?
-Pomyśleć o osobie, która kocha cię bardziej, niż sam Bóg. Pomyśl o swoim mężu, o dzieciach. Niedługo zostaniesz matką. Michael liczy na ciebie.
-Mówisz?
-No jasne, że tak. Nie możesz się poddać.
Nagle drzwiami wpadł Mike. Podbiegł do mnie i mocno przytulił.
-Tak mi przykro.
-Wiedziałeś?
-Tak, twoja mama prosiła, żebym ci nic nie mówił. Chciała zrobić to sama.
Zaniosłam się szlochem.
-Ciiiii. Wszystko będzie dobrze.
Płakałam w jego pierś. Czułam, jak jego koszulka robi się coraz bardziej nasiąknięta moimi łzami. Poprowadził nas na kanapę i usiadł ze mną. Oczywiście mnie posadził sobie na kolanach. Delikatnie głaskał mnie po plecach. Byłam zdruzgotana. Babcia Ashley była też moją przyjaciółką. Pamiętam jak się mną opiekowała, kiedy byłam dwuletnią dziewczynką. Serce strasznie szybko mi biło, a ręce się trzęsły. Chwilę potem nie miałam już łez do wylania.
-Już lepiej?
Lekko kiwnęłam głową, dalej tuląc się do jego piersi. Wziął mnie na ręce i zaniósł do góry do sypialni. Położył mnie delikatnie na łóżku i sam spoczął obok. Tuliłam się jak małe dziecko do swojej mamy. Gniotłam i ściskałam jego koszulkę. On od czasu do czasu delikatnie całował mnie w policzek. Kiedy odzyskałam głos odrzekłam:
-Smutno mi.
-Wierzę i współczuję. Chcesz o tym pogadać?
Pokręciłam głową.
-Pamiętaj, że jestem do twojej dyspozycji.
Po chwili martwej ciszy szepnęłam:
-Dziękuję, że przy mnie jesteś.
-Nie ma za co. Jestem i zawsze będę.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Miesiąc za miesiącem moja rozpacz gasła, a brzuch rósł. Ten miesiąc minął szybko, a nawet szybciej, niż się spodziewałam...
Rozdział XXXIV
Mój brzuch z miesiąca na miesiąc coraz bardziej rósł. Michael oczywiście był tym zachwycony. Ja - niekoniecznie. Powód? Ciasne ubrania. Przeglądając szafę powiedziałam do siedzącego na łóżku Mika:
-Wszystko jest na mnie za małe.
-Dla mnie możesz chodzić nawet i bez ubrania- uśmiechnął się.
-Przy tobie może i tak, ale jak chcę gdzieś wyjść?
-Racja. Chodź, pojedziemy ci coś kupić.
Wzięłam największą moją koszulkę i pojechaliśmy do sklepu ciążowego. Wybrałam parę ładnych bluzek. Po powrocie zaczęłam robić obiad. Wsadziłam przyprawionego królika do piekarnika.
-Za czterdzieści pięć minut będzie gotowy- zakomunikowałam Mikowi.
Podszedł do mnie, złapał lekko w pasie i pocałował w czoło.
-A czy teraz mogłabyś odpocząć?
-Zależy o jaki odpoczynek ci chodzi.
-Chodzi mi o to, żebyś się położyła.
-Kochanie, nie mogę cały dzień leżeć na kanapie. To też szkodzi dzieciom. Przestaniesz się w końcu tak tym martwić?
-Gdybym się nie martwił, to co byłby ze mnie za mąż i ojciec?
-Normalny. Tylko nie roztrząsający tego tak bardzo.
-Czyli mówisz, że mam się wyluzować.
-Tak, właśnie o to mi chodzi.
-Dobra, ale masz się nie przemęczać.
-Zgoda.
Mike nagle posmutniał.
-Coś się stało?
-Za tydzień mam pierwszy koncert. Muszę wyjechać na miesiąc.
Przytulił mnie mocno, oczywiście uważając na mój brzuch.
-Przepraszam cię.
-Nie masz za co.
-Wrócę tak prędko, jak tylko dam radę.
-Nie wątpię. Przyszykuję ci stroję na koncerty.
Poszliśmy razem na górę do garderoby i zaczęłam dobierać mu strój.
-Przymierz tą- odrzekłam i podałam mu koszulkę.
Zdjął tą, którą miał na sobie, ukazując piękną klatkę piersiową, i wziął ode mnie tą drugą. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś?- zapytałam.
-Owszem.
Wtedy weszła Mia.
-Poprosiłem Mię, żeby się tobą zaopiekowała, kiedy będę na wyjeździe.
-Spokojnie, wszystkim się zajmę- odrzekła.
Spojrzałam z podniesioną brwią na Mika i uśmiechnięta pokręciłam głową. Potem zaczęliśmy mierzyć marynarki. Stwierdziłam, że nie będzie żadna pasowała mu do koszulki, więc wybrałam mu skórzaną kurtkę. Potem dobraliśmy spodnie i buty,a po obiedzie zaczęliśmy pakować mu walizki. Przed wyjazdem mocno mnie przytulił.
-Przepraszam, że tak wyszło.
-Nic się nie stało.
-Kocham cię.
-Ja też cię kocham.
Pocałował mnie ostatni raz, po czym wsiadł do samochodu, pomachał mi i odjechał. Długo patrzyłam na drogę, gdzie zniknął.
-Jessie, powinnaś się położyć- powiedziała Mia.
-Za chwilę.
-Wiem, że za nim tęsknisz, ale musisz odpoczywać.
Mia zaprowadziła mnie do salonu i przykryła kocem.
-Zrobię ci herbatę.
Tydzień minął bardzo szybko. Mike miał cztery godziny do koncertu. Rozmawialiśmy przez telefon.
-A jak tam dzieci?
-Dalej siedzą w brzuchu- zażartowałam.
-Mam nadzieję. A Mia? Opiekuje się tobą?
-I to jak. Nie mogę wstać z kanapy.
-A jak ja kazałem ci leżeć, to nie chciałaś słuchać.
-Cała ja. A jak stroje? Nie podarły się?
-Nie. Wszystko z nimi w porządku. Tęsknię za tobą.
-Ja za tobą też. Nie mogę się doczekać, kiedy wrócisz.
-Ja też. Czasem mam ochotę mocno cię przytulić, ale jesteś za daleko.
-Kocham cię.
-Ja też cię kocham. Lecę szykować się na koncert.
-Będę oglądać. Pa.
-Pa.
Koncert jest za cztery godziny- pomyślałam. Postanowiłam więc pochodzić koło strumyka. Luka dotrzymywał mi towarzystwa. Usiadłam na dużym głazie obok brzegu.
-Pewnie nie jesteś zadowolony z faktu, że niedługo po naszym domu będą latać malutkie dzieci, co?
Luka prychnął.
-Tak myślałam. Po godzinie wróciłam z powrotem do domu. Pomyślałam, że trochę sobie pośpię przed koncertem. Śnił mi się Mike, ja i nasze dzieci bawiące się na łące z Luką. Nagle Mia mnie obudziła:
-Jessie wstawaj! Koncert się zaczyna.
Włączyłyśmy telewizor i nagle na scenę z podnośników wyskoczyli tancerze na wysokość około półtora metra. Po nich Mike. On za to na trzy metry. Ciarki mnie przeszły. Standardowo na początek "Jam", potem "Beat It", "Speed Demon", "Bad", "Hold my Hand" i w końcu "Black or White". I oczywiście nie obeszło się bez "Thrillera". Na koniec stanął na scenie twarzą do kamery i powiedział:
-Chciałbym z tego miejsca pozdrowić moja Jessie i powiedzieć, że bardzo ją kocham. Tęsknię za tobą. Niedługo się zobaczymy.
Po czym zszedł z niej. Uśmiechnęłam się i poszłyśmy z spać. Była jedenasta, kiedy występ się skończył. Zasypiałam już na stojąco. Wykąpałam się, przebrałam w piżamę i położyłam się do łóżka, śniąc o Michaelu...
-Wszystko jest na mnie za małe.
-Dla mnie możesz chodzić nawet i bez ubrania- uśmiechnął się.
-Przy tobie może i tak, ale jak chcę gdzieś wyjść?
-Racja. Chodź, pojedziemy ci coś kupić.
Wzięłam największą moją koszulkę i pojechaliśmy do sklepu ciążowego. Wybrałam parę ładnych bluzek. Po powrocie zaczęłam robić obiad. Wsadziłam przyprawionego królika do piekarnika.
-Za czterdzieści pięć minut będzie gotowy- zakomunikowałam Mikowi.
Podszedł do mnie, złapał lekko w pasie i pocałował w czoło.
-A czy teraz mogłabyś odpocząć?
-Zależy o jaki odpoczynek ci chodzi.
-Chodzi mi o to, żebyś się położyła.
-Kochanie, nie mogę cały dzień leżeć na kanapie. To też szkodzi dzieciom. Przestaniesz się w końcu tak tym martwić?
-Gdybym się nie martwił, to co byłby ze mnie za mąż i ojciec?
-Normalny. Tylko nie roztrząsający tego tak bardzo.
-Czyli mówisz, że mam się wyluzować.
-Tak, właśnie o to mi chodzi.
-Dobra, ale masz się nie przemęczać.
-Zgoda.
Mike nagle posmutniał.
-Coś się stało?
-Za tydzień mam pierwszy koncert. Muszę wyjechać na miesiąc.
Przytulił mnie mocno, oczywiście uważając na mój brzuch.
-Przepraszam cię.
-Nie masz za co.
-Wrócę tak prędko, jak tylko dam radę.
-Nie wątpię. Przyszykuję ci stroję na koncerty.
Poszliśmy razem na górę do garderoby i zaczęłam dobierać mu strój.
-Przymierz tą- odrzekłam i podałam mu koszulkę.
Zdjął tą, którą miał na sobie, ukazując piękną klatkę piersiową, i wziął ode mnie tą drugą. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś?- zapytałam.
-Owszem.
Wtedy weszła Mia.
-Poprosiłem Mię, żeby się tobą zaopiekowała, kiedy będę na wyjeździe.
-Spokojnie, wszystkim się zajmę- odrzekła.
Spojrzałam z podniesioną brwią na Mika i uśmiechnięta pokręciłam głową. Potem zaczęliśmy mierzyć marynarki. Stwierdziłam, że nie będzie żadna pasowała mu do koszulki, więc wybrałam mu skórzaną kurtkę. Potem dobraliśmy spodnie i buty,a po obiedzie zaczęliśmy pakować mu walizki. Przed wyjazdem mocno mnie przytulił.
-Przepraszam, że tak wyszło.
-Nic się nie stało.
-Kocham cię.
-Ja też cię kocham.
Pocałował mnie ostatni raz, po czym wsiadł do samochodu, pomachał mi i odjechał. Długo patrzyłam na drogę, gdzie zniknął.
-Jessie, powinnaś się położyć- powiedziała Mia.
-Za chwilę.
-Wiem, że za nim tęsknisz, ale musisz odpoczywać.
Mia zaprowadziła mnie do salonu i przykryła kocem.
-Zrobię ci herbatę.
Tydzień minął bardzo szybko. Mike miał cztery godziny do koncertu. Rozmawialiśmy przez telefon.
-A jak tam dzieci?
-Dalej siedzą w brzuchu- zażartowałam.
-Mam nadzieję. A Mia? Opiekuje się tobą?
-I to jak. Nie mogę wstać z kanapy.
-A jak ja kazałem ci leżeć, to nie chciałaś słuchać.
-Cała ja. A jak stroje? Nie podarły się?
-Nie. Wszystko z nimi w porządku. Tęsknię za tobą.
-Ja za tobą też. Nie mogę się doczekać, kiedy wrócisz.
-Ja też. Czasem mam ochotę mocno cię przytulić, ale jesteś za daleko.
-Kocham cię.
-Ja też cię kocham. Lecę szykować się na koncert.
-Będę oglądać. Pa.
-Pa.
Koncert jest za cztery godziny- pomyślałam. Postanowiłam więc pochodzić koło strumyka. Luka dotrzymywał mi towarzystwa. Usiadłam na dużym głazie obok brzegu.
-Pewnie nie jesteś zadowolony z faktu, że niedługo po naszym domu będą latać malutkie dzieci, co?
Luka prychnął.
-Tak myślałam. Po godzinie wróciłam z powrotem do domu. Pomyślałam, że trochę sobie pośpię przed koncertem. Śnił mi się Mike, ja i nasze dzieci bawiące się na łące z Luką. Nagle Mia mnie obudziła:
-Jessie wstawaj! Koncert się zaczyna.
Włączyłyśmy telewizor i nagle na scenę z podnośników wyskoczyli tancerze na wysokość około półtora metra. Po nich Mike. On za to na trzy metry. Ciarki mnie przeszły. Standardowo na początek "Jam", potem "Beat It", "Speed Demon", "Bad", "Hold my Hand" i w końcu "Black or White". I oczywiście nie obeszło się bez "Thrillera". Na koniec stanął na scenie twarzą do kamery i powiedział:
-Chciałbym z tego miejsca pozdrowić moja Jessie i powiedzieć, że bardzo ją kocham. Tęsknię za tobą. Niedługo się zobaczymy.
Po czym zszedł z niej. Uśmiechnęłam się i poszłyśmy z spać. Była jedenasta, kiedy występ się skończył. Zasypiałam już na stojąco. Wykąpałam się, przebrałam w piżamę i położyłam się do łóżka, śniąc o Michaelu...
piątek, 14 lutego 2014
Rozdział XXXIII
Obudziłam się rano. Od razu zrobiło mi się nie dobrze. Wyrwałam się z objęć śpiącego Mika i pobiegłam do łazienki. Ech, te poranne mdłości- pomyślałam. Kiedy wyszłam z łazienki Mike dalej spał. Otuliłam się szlafrokiem i zeszłam powoli na dół. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam na fotelu z wikliny, znajdującym się na tarasie. Wiatr lekko owiewał moje włosy i gorący napój, który grzał mi dłonie. Patrzyłam na niedawno wzeszłe słońce i ociężale płynący górski strumyczek. Słuchałam jak woda obija się o kamienie. Pomyślałam o dzieciach bawiących się przy tym płytkim strumyku. Położyłam rękę na brzuchu. Jeszcze trochę. Pół roku. Nagle zobaczyłam Lukę.
-A skąd ty się tu wziąłeś? Pewnie Mike wcześniej cię przywiózł, co?
Nagle z góry zszedł mój mąż.
-Cześć skarbie- powiedział i lekko mnie pocałował, po czym przysunął sobie krzesło i usiadł obok.
-Ładny widok, prawda?- powiedziałam po chwili ciszy.
-Zgadzam się. Tak myślałem, że ci się spodoba.
Nachyliłam się i cmoknęłam go w policzek.
-Dziękuję.
-Dla was wszystko.
-Czasem kładę się spać i boję się, że kiedy się obudzę będę leżała u siebie w domu sama w łóżku. Bez ciebie.
Mike klęknął przede mną i złapał moje dłonie:
-Nigdy cię nie opuszczę. Pamiętasz mój wypadek na wyścigu?
-Owszem.
-Byłem w połowie martwy, ale kiedy pomyślałem o tobie moje serce zaczęło bić na nowo.Poczułem nową pozytywną energię. A pamiętasz, kiedy stanąłem w twoich drzwiach?
-Pamiętam.
-Kiedy mi je otworzyłaś to zatkało mnie kompletnie. Nie wiedziałem co powiedzieć.
-Ale to ja zemdlałam pierwsza.
-To prawda. Ale gdybyś ty nie zemdlała, to chyba ja bym to zrobił. Zobaczyłem w tobie nadzieję. Zakochałem się w tobie od razu. Cieszyłem się jak głupi, kiedy zgodziłaś się ze mną pojechać. Byłem załamany, kiedy wyjechałaś i znów szczęśliwy, kiedy przyjęłaś moje oświadczyny. A jak dowiedziałem się, że jesteś ze mną w ciąży, to oszalałem ze szczęścia. Więc pamiętaj, że nie zostawię cię nigdy. Jesteś najpiękniejszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. Kocham cię nad życie.
-Ja ciebie też.
-I proszę cię, nie wątp w to.
-Nie będę.
Mike pocałował mnie lekko i przytulił.
-Co chcesz na śniadanie?- zapytał.
-Kanapkę z ciemnym pieczywem poproszę.
-Już niosę.
Po dwóch minutach mój mąż przyniósł mi śniadanie.
-Smakuje?
-Najlepsze kanapki jakie jadłam. Dziękuję.
Uśmiechnął się. Potem położyłam się na kanapie i włączyłam koncert Mika na płycie.
-Słodziutko wyglądałeś.
-Bo ty mnie ubrałaś.
Położył się koło mnie i razem oglądaliśmy koncert.
-Kiedy masz następny występ?
-Za jakiś miesiąc. A czemu?
-Bo brakuje mi dobierania ci stroju.
-Jesteś niemożliwa.
-Cała ja.
-Za to cię kocham.
Następny miesiąc minął bardzo szybko...
-A skąd ty się tu wziąłeś? Pewnie Mike wcześniej cię przywiózł, co?
Nagle z góry zszedł mój mąż.
-Cześć skarbie- powiedział i lekko mnie pocałował, po czym przysunął sobie krzesło i usiadł obok.
-Ładny widok, prawda?- powiedziałam po chwili ciszy.
-Zgadzam się. Tak myślałem, że ci się spodoba.
Nachyliłam się i cmoknęłam go w policzek.
-Dziękuję.
-Dla was wszystko.
-Czasem kładę się spać i boję się, że kiedy się obudzę będę leżała u siebie w domu sama w łóżku. Bez ciebie.
Mike klęknął przede mną i złapał moje dłonie:
-Nigdy cię nie opuszczę. Pamiętasz mój wypadek na wyścigu?
-Owszem.
-Byłem w połowie martwy, ale kiedy pomyślałem o tobie moje serce zaczęło bić na nowo.Poczułem nową pozytywną energię. A pamiętasz, kiedy stanąłem w twoich drzwiach?
-Pamiętam.
-Kiedy mi je otworzyłaś to zatkało mnie kompletnie. Nie wiedziałem co powiedzieć.
-Ale to ja zemdlałam pierwsza.
-To prawda. Ale gdybyś ty nie zemdlała, to chyba ja bym to zrobił. Zobaczyłem w tobie nadzieję. Zakochałem się w tobie od razu. Cieszyłem się jak głupi, kiedy zgodziłaś się ze mną pojechać. Byłem załamany, kiedy wyjechałaś i znów szczęśliwy, kiedy przyjęłaś moje oświadczyny. A jak dowiedziałem się, że jesteś ze mną w ciąży, to oszalałem ze szczęścia. Więc pamiętaj, że nie zostawię cię nigdy. Jesteś najpiękniejszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. Kocham cię nad życie.
-Ja ciebie też.
-I proszę cię, nie wątp w to.
-Nie będę.
Mike pocałował mnie lekko i przytulił.
-Co chcesz na śniadanie?- zapytał.
-Kanapkę z ciemnym pieczywem poproszę.
-Już niosę.
Po dwóch minutach mój mąż przyniósł mi śniadanie.
-Smakuje?
-Najlepsze kanapki jakie jadłam. Dziękuję.
Uśmiechnął się. Potem położyłam się na kanapie i włączyłam koncert Mika na płycie.
-Słodziutko wyglądałeś.
-Bo ty mnie ubrałaś.
Położył się koło mnie i razem oglądaliśmy koncert.
-Kiedy masz następny występ?
-Za jakiś miesiąc. A czemu?
-Bo brakuje mi dobierania ci stroju.
-Jesteś niemożliwa.
-Cała ja.
-Za to cię kocham.
Następny miesiąc minął bardzo szybko...
Rozdział XXXII
Nadszedł tak bardzo wyczekiwany przeze mnie dzień. Mój brzuch już trochę się zaokrąglił, co stwierdziłam z radością. Mia pomagała wbić mi się w suknię. Dobrze, że kupiłyśmy tę większą, bo inaczej nie weszła bym w nią.
-Ślicznie wyglądasz- powiedziała Mia.
-Ty również.
Nagle weszła moja mama.
-Jessie, jak ty ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję mamo.
-Gotowa do wyjścia?- zapytała Mia.
-Daj nam minutkę, proszę- powiedziała moja mama.
Mia kiwnęła głową i wyszła
-Jestem z ciebie taka dumna- odrzekła- Nie mogę uwierzyć, że muszę cię w końcu oddać. Moją małą córeczkę.
-Zaraz to ja będę mamą, a ty babcią.
-Wiem kochanie. I bardzo się cieszę. Ojciec też. Widać było na zdjęciu serduszko dziecka?
-Nie bardzo. Po ślubie idziemy jeszcze raz.
Nagle drzwi się otworzyły.
-Jessie, już czas- powiedział tata.
Złapałam jego ramię i wyszłam. Usłyszałam organy i wielkie drzwi nagle się otworzyły. Przy ołtarzu stał najpiękniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Tata przekazał mnie Mikowi.
-Czy ty Jessico Morgan, bierzesz tego oto mężczyznę za męża?
-Tak, biorę.
-A czy ty Michaelu Josephie Jacksonie, bierzesz tę kobietę za żonę?
Mike dotknął lekko mojego brzucha, uśmiechnął się i nie tracąc kontaktu wzrokowego odrzekł:
-Biorę.
-W takim razie ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą.
Mike uśmiechnął się jeszcze bardziej i zapytał:
-Gotowa?
-Jak nigdy.
Przysunął się bliżej i nawet nie wiem, kiedy nasze usta złączyły się w jedność. Wszyscy zaczęli wiwatować i klaskać. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, który miał nas zawieść na przyjęcie, Mike przyciągnął mnie mocno do siebie, położył dłoń na moim brzuchu i całował, dopóki nie dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do sali balowej i zasiedliśmy przy stole, tak jak reszta gości. Nagle didżej zaczął przemawiać.
-Drodzy państwo. Ta dwójka młodych ludzi przyrzekła sobie miłość. Więc już koniec sztywniactwa i zaczynamy zabawę.
Kiedy puścili muzykę szepnęłam do Mika:
-To twój kuzyn?
-Wolę nie odpowiadać na to pytanie- zaśmiał się.
Wtem usłyszeliśmy:
-Gorzko, gorzko, gorzko!
Wzruszyliśmy oboje ramionami i mój świeżo upieczony mąż nachylił się nade mną i lekko pocałował.
-Kuzynku, co to miało być? To miało być gorzkie jak wódka, a nie jak kawa. Jeszcze raz. Gorzko, gorzko, gorzko!
-Nie odpuści, co?- zapytałam.
-Raczej nie.
Tym razem Mike zrobił to dłużej, mocniej i namiętniej. To był chyba jeden z naszych lepszych pocałunków. Kiedy się odsunął z powrotem włączyli muzykę. Wtem Mike szepnął mi do ucha:
-Uważaj na Trevora. Ma czternaście lat, ale z niego straszny podrywacz.
-Nie masz się o co martwić. Kocham tylko ciebie.
-Ja ciebie też Jessico Jackson.
Kiedy wypowiedział moje nowe nazwisko przeszedł mnie dreszcz podniecenia.
-Tylko proszę cię, nie pij za dużo- powiedziałam.
-Nie mam zamiaru. Chcę cię dzisiaj oglądać w tej sukience tak długo, jak mogę. Słodko w niej wyglądasz. Mógłbym zjeść cię na deser.
-A ty w tym garniturze. Niestety muszę ograniczać słodkie rzeczy.
-Mnie to nie dotyczy.
-Ale mnie owszem. Nawet nie wiesz jak bym chciała, ale...
-Wiem, dziecko.
-Właśnie.
Po imprezie wróciliśmy do pokoju hotelowego. Mike pomógł mi zdjąć suknie, wzięłam prysznic i poszliśmy spać. Kiedy rano się obudziliśmy zebraliśmy rzeczy i opuściliśmy hotel. Zdziwiło mnie to, że Michael ominął studio.
-Minąłeś je.
-Spokojnie, wiem co robię.
Mike zawiózł nas w góry.
-To na nasz miesiąc miodowy- odrzekł.
Kiedy wysiadłam z auta zobaczyłam wielki dom blisko strumienia. Nagle poczułam, jak Michael podnosi mnie do góry i bierze na ręce.
-Co ty robisz?- zaśmiałam się.
-Chyba pozwolisz mi przenieść moją żonę przez próg?
-A jeżeli nie pozwolę?
-Hmmm. To uznaj to za porwanie- odrzekł, muskając nosem moje ucho.
Mike przeniósł mnie przez próg, wcale się nie męcząc, po czym wygodnie posadził na fotelu.
-Poczekaj tutaj, ja tylko wniosę rzeczy.
Zajęło mu to dziesięć minut.
-To jedziemy na badania?
-Dzisiaj?- zapytałam.
-Tak. Chcę zobaczyć po raz pierwszy moje dziecko.
-No dobrze. Skoro tak chcesz.
-A poza tym muszę wiedzieć, czy z nim wszystko dobrze.
-Już dobrze, dobrze. Możemy pojechać.
Wsiedliśmy z powrotem do auta. Na szczęście mój lekarz nie był daleko.
-Witam. Proszę się położyć, a ja zrobię USG.
Podwinęłam koszulkę i doktor zaczął badanie. Złapałam Mika za rękę.
-Na pewno nie chcesz wyjść?
-Nie, już jest ok.
Po chwili ciszy lekarz powiedział:
-Gratuluję pani. To bliźniaki.
-Słucham?!- powiedział zszokowany Mike.
-Będzie pan miał bliźnięta.
-Kochanie, wszystko gra?
Zamrugał parę razy i złapał moją dłoń.
-Tak, tylko... nie spodziewałem się.
-Może już pani wracać do domu. Tylko proszę się nie przemęczać.
Wyszliśmy z gabinetu i wsiedliśmy do auta. Mike przez resztę czasu się nie odzywał. Patrzył sztywno na drogę. Jechaliśmy w kompletnej ciszy. W końcu zapytałam:
-Jesteś zły?
-Nie. Tylko... zaskoczony. Jak mogę być zły? Przeraża mnie jednak fakt, że będzie ich dwójka. Bałem się już o jedno dziecko, a teraz... nie przygotowałem się na bliźniaki.
-Wiem. Ja też nie, ale będzie dobrze.
-Postaram się być dobrym ojcem.
-Na pewno będziesz.
-Skąd wiesz?
-Matka wie wszystko.
-Przyszła matka.
-Ale jednak.
-No dobra, niech ci będzie. Pamiętaj co mówił doktor. Masz się nie przemęczać. Więc dzisiaj ja robię kolację.
-Jesteś pewien?
-Wątpisz we mnie?
-Nie kochanie, ale ja mogę to zrobić.
-Dam sobie radę- zapewnił mnie.
Kiedy przyjechaliśmy do domu Mike kazał mi położyć się na kanapie, a on w tym czasie przyrządzał jedzenie. Nie raz słyszałam hałas.
-Żyjesz tam?- zawołałam.
-Tak, nie denerwuj się. Zaraz będzie gotowe.
Po półgodzinie wstałam i poszłam sprawdzić co się tam dzieje.
-Ten piekarnik jest zepsuty. Nie chce piec.
-To nie wina piekarnika. Musisz nastawić najpierw temperaturę.
Przekręciłam gałkę od piekarnika nastawiając go na sto osiemdziesiąt stopni.
-W takim razie kolacja będzie gotowa za dwadzieścia minut- powiedział- A teraz leć się połóż.
-Michael, nie mogę tak leżeć przez całą ciążę.
-Kto tak powiedział?
-Każdy ginekolog ci tak powie.
-Droga Pani Jackson, bardzo proszę się nie przemęczać.
-Drogi Panie Jackson, pan nie jest lekarzem. A poza tym chodzenie to nie jest przemęczanie się.
-Ale...
-Żadnych ale mój drogi. Wiem co robię, a ty musisz mi zaufać.
Mike niezadowolony prychnął i założył ręce na piersi. Podeszłam do niego powoli, przejechałam lekko i wolno palcem po jego ramieniu i szepnęłam zachęcająco:
-Jeszcze tylko sześć miesięcy.
Poczułam, jak przyspiesza mu puls i oddech. Zrobiło mu się gorąco. Odwrócił się szybko, złapał mnie w pasie i z groźnym wzrokiem odrzekł:
-Mam to w nosie.
Mike wziął mnie na ręce, położył na kanapie i zaczął zdejmować bluzkę.
-Mike, nie.
-Spokojnie. Mam tylko zamiar wycałować sporą część twojego ciała.
Zaczął od moich ust poprzez policzki, ramiona, szyję i kończąc na brzuchu, gdzie robił to z ostrożną delikatnością. Potem zamieniliśmy się rolami i to ja całowałam jego usta, policzki, szyję, ramiona i muskularny tors. Potem pomógł mi usiąść i sam zaczął zapinać koszulę, a ja swoją ubierać.
-Kolacja- powiedział- Chociaż deser już był.
-Tak, ale dziecku przyda się trochę jedzenia.
-Racja.
Po kolacji weszłam do ogromnej wanny z gorącą wodą. Zamknęłam oczy i cieszyłam się ciepłem, otulającym moje ciało. Nagle usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Mike usiadł na ziemi obok wanny i zaczął głaskać moje ramię. Lekko mnie to łaskotało, ale to było przyjemnie uczucie.
-Jak dobrze- wymruczałam z zamkniętymi oczami.
Zaśmiał się cicho.
-Mogę się z tobą wykąpać?
Uśmiechnęłam się.
-No nie wiem. Jak mnie przekonasz?
-Mam swoje sposoby.
-No dobra, niech ci będzie.
Mike wstał i na moich oczach zdjął z siebie koszulę, spodnie i bokserki. Wszedł do naprawdę kolosalnej wanny i usiadł naprzeciw mnie. Podciągnął mnie ostrożnie na swoje kolana. Siedziałam twarzą do niego.
-Michael, tylko uważaj.
-Spokojnie. Wiem co robię. Zaufaj mi.
Mike zaczął otulać moje plecy pianą, zdejmując mi ją z piersi. Całował mnie namiętnie, uważając na mój brzuch. Jedną rękę wsunęłam w jego czarne loki, a drugą głaskałam jego pierś. On za to ściskał moje pośladki. Oddychaliśmy głęboko. Mike pogłaskał mnie po brzuchu.
-Muszę już wyjść- powiedziałam- Poczekam w łóżku.
-Zaraz będę.
Nie spuszczał mnie z oka, kiedy wycierałam się ręcznikiem. Położyłam się w dużym dwuosobowym łóżku i czekałam na Mika. Wyszedł w samych obcisłych białych bokserkach. Położył się obok mnie, objął tak, że jego ręka zwisała z mojego biodra na mój brzuch i zasnęliśmy oboje. Następny dzień szybko nadszedł...
-Ślicznie wyglądasz- powiedziała Mia.
-Ty również.
Nagle weszła moja mama.
-Jessie, jak ty ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję mamo.
-Gotowa do wyjścia?- zapytała Mia.
-Daj nam minutkę, proszę- powiedziała moja mama.
Mia kiwnęła głową i wyszła
-Jestem z ciebie taka dumna- odrzekła- Nie mogę uwierzyć, że muszę cię w końcu oddać. Moją małą córeczkę.
-Zaraz to ja będę mamą, a ty babcią.
-Wiem kochanie. I bardzo się cieszę. Ojciec też. Widać było na zdjęciu serduszko dziecka?
-Nie bardzo. Po ślubie idziemy jeszcze raz.
Nagle drzwi się otworzyły.
-Jessie, już czas- powiedział tata.
Złapałam jego ramię i wyszłam. Usłyszałam organy i wielkie drzwi nagle się otworzyły. Przy ołtarzu stał najpiękniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Tata przekazał mnie Mikowi.
-Czy ty Jessico Morgan, bierzesz tego oto mężczyznę za męża?
-Tak, biorę.
-A czy ty Michaelu Josephie Jacksonie, bierzesz tę kobietę za żonę?
Mike dotknął lekko mojego brzucha, uśmiechnął się i nie tracąc kontaktu wzrokowego odrzekł:
-Biorę.
-W takim razie ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą.
Mike uśmiechnął się jeszcze bardziej i zapytał:
-Gotowa?
-Jak nigdy.
Przysunął się bliżej i nawet nie wiem, kiedy nasze usta złączyły się w jedność. Wszyscy zaczęli wiwatować i klaskać. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, który miał nas zawieść na przyjęcie, Mike przyciągnął mnie mocno do siebie, położył dłoń na moim brzuchu i całował, dopóki nie dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do sali balowej i zasiedliśmy przy stole, tak jak reszta gości. Nagle didżej zaczął przemawiać.
-Drodzy państwo. Ta dwójka młodych ludzi przyrzekła sobie miłość. Więc już koniec sztywniactwa i zaczynamy zabawę.
Kiedy puścili muzykę szepnęłam do Mika:
-To twój kuzyn?
-Wolę nie odpowiadać na to pytanie- zaśmiał się.
Wtem usłyszeliśmy:
-Gorzko, gorzko, gorzko!
Wzruszyliśmy oboje ramionami i mój świeżo upieczony mąż nachylił się nade mną i lekko pocałował.
-Kuzynku, co to miało być? To miało być gorzkie jak wódka, a nie jak kawa. Jeszcze raz. Gorzko, gorzko, gorzko!
-Nie odpuści, co?- zapytałam.
-Raczej nie.
Tym razem Mike zrobił to dłużej, mocniej i namiętniej. To był chyba jeden z naszych lepszych pocałunków. Kiedy się odsunął z powrotem włączyli muzykę. Wtem Mike szepnął mi do ucha:
-Uważaj na Trevora. Ma czternaście lat, ale z niego straszny podrywacz.
-Nie masz się o co martwić. Kocham tylko ciebie.
-Ja ciebie też Jessico Jackson.
Kiedy wypowiedział moje nowe nazwisko przeszedł mnie dreszcz podniecenia.
-Tylko proszę cię, nie pij za dużo- powiedziałam.
-Nie mam zamiaru. Chcę cię dzisiaj oglądać w tej sukience tak długo, jak mogę. Słodko w niej wyglądasz. Mógłbym zjeść cię na deser.
-A ty w tym garniturze. Niestety muszę ograniczać słodkie rzeczy.
-Mnie to nie dotyczy.
-Ale mnie owszem. Nawet nie wiesz jak bym chciała, ale...
-Wiem, dziecko.
-Właśnie.
Po imprezie wróciliśmy do pokoju hotelowego. Mike pomógł mi zdjąć suknie, wzięłam prysznic i poszliśmy spać. Kiedy rano się obudziliśmy zebraliśmy rzeczy i opuściliśmy hotel. Zdziwiło mnie to, że Michael ominął studio.
-Minąłeś je.
-Spokojnie, wiem co robię.
Mike zawiózł nas w góry.
-To na nasz miesiąc miodowy- odrzekł.
Kiedy wysiadłam z auta zobaczyłam wielki dom blisko strumienia. Nagle poczułam, jak Michael podnosi mnie do góry i bierze na ręce.
-Co ty robisz?- zaśmiałam się.
-Chyba pozwolisz mi przenieść moją żonę przez próg?
-A jeżeli nie pozwolę?
-Hmmm. To uznaj to za porwanie- odrzekł, muskając nosem moje ucho.
Mike przeniósł mnie przez próg, wcale się nie męcząc, po czym wygodnie posadził na fotelu.
-Poczekaj tutaj, ja tylko wniosę rzeczy.
Zajęło mu to dziesięć minut.
-To jedziemy na badania?
-Dzisiaj?- zapytałam.
-Tak. Chcę zobaczyć po raz pierwszy moje dziecko.
-No dobrze. Skoro tak chcesz.
-A poza tym muszę wiedzieć, czy z nim wszystko dobrze.
-Już dobrze, dobrze. Możemy pojechać.
Wsiedliśmy z powrotem do auta. Na szczęście mój lekarz nie był daleko.
-Witam. Proszę się położyć, a ja zrobię USG.
Podwinęłam koszulkę i doktor zaczął badanie. Złapałam Mika za rękę.
-Na pewno nie chcesz wyjść?
-Nie, już jest ok.
Po chwili ciszy lekarz powiedział:
-Gratuluję pani. To bliźniaki.
-Słucham?!- powiedział zszokowany Mike.
-Będzie pan miał bliźnięta.
-Kochanie, wszystko gra?
Zamrugał parę razy i złapał moją dłoń.
-Tak, tylko... nie spodziewałem się.
-Może już pani wracać do domu. Tylko proszę się nie przemęczać.
Wyszliśmy z gabinetu i wsiedliśmy do auta. Mike przez resztę czasu się nie odzywał. Patrzył sztywno na drogę. Jechaliśmy w kompletnej ciszy. W końcu zapytałam:
-Jesteś zły?
-Nie. Tylko... zaskoczony. Jak mogę być zły? Przeraża mnie jednak fakt, że będzie ich dwójka. Bałem się już o jedno dziecko, a teraz... nie przygotowałem się na bliźniaki.
-Wiem. Ja też nie, ale będzie dobrze.
-Postaram się być dobrym ojcem.
-Na pewno będziesz.
-Skąd wiesz?
-Matka wie wszystko.
-Przyszła matka.
-Ale jednak.
-No dobra, niech ci będzie. Pamiętaj co mówił doktor. Masz się nie przemęczać. Więc dzisiaj ja robię kolację.
-Jesteś pewien?
-Wątpisz we mnie?
-Nie kochanie, ale ja mogę to zrobić.
-Dam sobie radę- zapewnił mnie.
Kiedy przyjechaliśmy do domu Mike kazał mi położyć się na kanapie, a on w tym czasie przyrządzał jedzenie. Nie raz słyszałam hałas.
-Żyjesz tam?- zawołałam.
-Tak, nie denerwuj się. Zaraz będzie gotowe.
Po półgodzinie wstałam i poszłam sprawdzić co się tam dzieje.
-Ten piekarnik jest zepsuty. Nie chce piec.
-To nie wina piekarnika. Musisz nastawić najpierw temperaturę.
Przekręciłam gałkę od piekarnika nastawiając go na sto osiemdziesiąt stopni.
-W takim razie kolacja będzie gotowa za dwadzieścia minut- powiedział- A teraz leć się połóż.
-Michael, nie mogę tak leżeć przez całą ciążę.
-Kto tak powiedział?
-Każdy ginekolog ci tak powie.
-Droga Pani Jackson, bardzo proszę się nie przemęczać.
-Drogi Panie Jackson, pan nie jest lekarzem. A poza tym chodzenie to nie jest przemęczanie się.
-Ale...
-Żadnych ale mój drogi. Wiem co robię, a ty musisz mi zaufać.
Mike niezadowolony prychnął i założył ręce na piersi. Podeszłam do niego powoli, przejechałam lekko i wolno palcem po jego ramieniu i szepnęłam zachęcająco:
-Jeszcze tylko sześć miesięcy.
Poczułam, jak przyspiesza mu puls i oddech. Zrobiło mu się gorąco. Odwrócił się szybko, złapał mnie w pasie i z groźnym wzrokiem odrzekł:
-Mam to w nosie.
Mike wziął mnie na ręce, położył na kanapie i zaczął zdejmować bluzkę.
-Mike, nie.
-Spokojnie. Mam tylko zamiar wycałować sporą część twojego ciała.
Zaczął od moich ust poprzez policzki, ramiona, szyję i kończąc na brzuchu, gdzie robił to z ostrożną delikatnością. Potem zamieniliśmy się rolami i to ja całowałam jego usta, policzki, szyję, ramiona i muskularny tors. Potem pomógł mi usiąść i sam zaczął zapinać koszulę, a ja swoją ubierać.
-Kolacja- powiedział- Chociaż deser już był.
-Tak, ale dziecku przyda się trochę jedzenia.
-Racja.
Po kolacji weszłam do ogromnej wanny z gorącą wodą. Zamknęłam oczy i cieszyłam się ciepłem, otulającym moje ciało. Nagle usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Mike usiadł na ziemi obok wanny i zaczął głaskać moje ramię. Lekko mnie to łaskotało, ale to było przyjemnie uczucie.
Zaśmiał się cicho.
-Mogę się z tobą wykąpać?
Uśmiechnęłam się.
-No nie wiem. Jak mnie przekonasz?
-Mam swoje sposoby.
-No dobra, niech ci będzie.
Mike wstał i na moich oczach zdjął z siebie koszulę, spodnie i bokserki. Wszedł do naprawdę kolosalnej wanny i usiadł naprzeciw mnie. Podciągnął mnie ostrożnie na swoje kolana. Siedziałam twarzą do niego.
-Michael, tylko uważaj.
-Spokojnie. Wiem co robię. Zaufaj mi.
Mike zaczął otulać moje plecy pianą, zdejmując mi ją z piersi. Całował mnie namiętnie, uważając na mój brzuch. Jedną rękę wsunęłam w jego czarne loki, a drugą głaskałam jego pierś. On za to ściskał moje pośladki. Oddychaliśmy głęboko. Mike pogłaskał mnie po brzuchu.
-Muszę już wyjść- powiedziałam- Poczekam w łóżku.
-Zaraz będę.
Nie spuszczał mnie z oka, kiedy wycierałam się ręcznikiem. Położyłam się w dużym dwuosobowym łóżku i czekałam na Mika. Wyszedł w samych obcisłych białych bokserkach. Położył się obok mnie, objął tak, że jego ręka zwisała z mojego biodra na mój brzuch i zasnęliśmy oboje. Następny dzień szybko nadszedł...
czwartek, 13 lutego 2014
Rozdział XXXI
Obudziłam się rano. Mój narzeczony siedział na fotelu, który znajdował się na dużym balkonie. Był ubrany w jeansy i białą koszulę. Podpierał brodę ręką, tak jakby się nad czymś zastanawiał. Podeszłam do niego od tyłu i złapałam lekko za ramiona.
-Hej- powiedział.
-Hej. Dobrze spałeś?
Po chwili ciszy odrzekł:
-W miarę. A ty?
-Mogło być lepiej. Plecy strasznie mnie bolą.
-Pomasować ci je?
-Może później. Pójdę się ubrać. Pamiętasz, że dzisiaj mam badania?
-Oczywiście, że tak. Jak mógłbym zapomnieć?
Cmoknęłam Mika w policzek i poszłam poszukać jakiś ciuchów. Ubrałam koszulkę z krótkim rękawem, bluzę, jeansy i trampki.
-Gotowy?- zapytałam.
-Tak, już idę.
Michael wziął klucze do auta i pojechaliśmy do lekarza.
-Witam serdecznie. Proszę, niech się pani położy, a ja zrobię badanie.
-Kochanie, jesteś pewien, że chcesz tu zostać?
-Nie zostawię cię.
Doktor zaczął badanie ginekologiczne. Zniesmaczył mnie trochę widok krwi. Michael zrobił wielkie oczy.
-K - k - k - kre - krew...
-Mike, wszystko dobrze?
Nagle zemdlał. Doktor szybko skończył badać mój brzuch, po czym przyniósł wiadro wody i oblał Mika. Wsiedliśmy potem do auta. Z Michaela skapywała woda. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Widzę, że cię to śmieszy.
-Wcale nie.
Spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Co mówił lekarz?
-Że z płodem wszystko dobrze, a następna wizyta będzie za półtora miesiąca.
-A kiedy powiemy innym, że jesteś w ciąży?
-Naprawdę chcesz im powiedzieć?
-Chcę. Lepiej teraz, niż jak się sami zorientują.
-Zgoda. To po obiedzie możemy im powiedzieć.
-Pamiętaj, że musisz dbać o swoje zdrowie.
-Pamiętam, dlatego nie zajadam się tymi wszystkimi świństwami.
-Będę cię pilnował.
Po zjedzeniu obiadu, albo jak to w moim przypadku czegoś, czego jedzeniem nie można nazwać, Mike i ja poszliśmy na scenę, gdzie wszyscy pracowali. Stanęliśmy na środku. Michael złapał mnie w pasie jedną ręką i zawołał:
-Przepraszam! Chciałbym coś ogłosić.
Wszyscy podeszli pod scenę.
-Jess i ja... spodziewamy się dziecka.
Wszyscy się zerwali, żeby złożyć nam gratulacje. Po godzinie wróciliśmy do pokoju. Luka spał sobie spokojnie w kącie. Mike opadł na fotel zmęczony tym wszystkim. Usiadłam na podłokietniku i powiedziałam:
-To chyba ja powinnam być bardziej zmęczona.
-Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
-Na jakiej? Noszę w sobie twoje dzieło- zaśmiałam się.
-Chyba nasze dzieło.
-No dobra, nasze.
Mike ostrożnie posadził mnie sobie na kolanach i zaczął całować moją szyję.
-Co ty robisz?
-To co widzisz.
Mike zaniósł mnie na łóżko. Zaczął łapczywie całować moją szyję i ramiona. Zerwał moją koszulkę i już chciał odpinać mój stanik, kiedy go powstrzymałam.
-Michael, nie.
-Dlaczego?
-Jestem w ciąży. Teraz nie możemy tego robić.
Spojrzał na mnie zawiedziony. Wstał ze mnie i usiadł na skraju łóżka.
-Przepraszam- powiedziałam.
-Nie, to nie twoja wina. Byłem zbyt nachalny. Muszę się hamować.
-Wiesz Mike, gdyby nie dziecko...
-Wiem kochanie. Już dobrze.
-Naprawdę przepraszam.
Złapał moją dłoń i pogłaskał ją kciukiem.
-Kocham cię- uśmiechnął się.
-Ja też cię kocham. Podwieziesz mnie do Mii?
Po chwili zastanowienia Mike odrzekł:
-Dobrze. Chodźmy.
Wsiedliśmy do auta i podjechaliśmy pod blok w środku miasta.
-Dziękuję kochanie- pocałowałam go w policzek.
-Może pomogę ci wejść?
Spojrzałam na niego z uniesioną brwią.
-Chyba nie jestem jeszcze aż tak gruba, co?
-Nie, ale...
-Dam sobie radę. Nie jestem w siódmym miesiącu. Pa.
-Pa...
Mia otworzyła mi drzwi.
-Gotowa na przymierzanie sukienek?
-Można tak powiedzieć.
Poszłyśmy do sklepu z sukniami ślubnymi. Mike nic nie wiedział, bo chciałam zrobić mu niespodziankę.
-A może ta?
-Mia, ja za dwa miesiące będę troszkę grubsza.
-A, racja. Poczekaj.
Po chwili przybiegła z podobną suknią, ale troszkę większą w pasie.
-Może być?- zapytała, kiedy założyłam.
Dotknęłam swojego brzucha i uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Będzie idealna- powiedziałam cicho- Dziękuję ci. Chcesz zostać moją druhną?
-Oczywiście, że tak.
Przytuliłam ją i wróciłam do domu. Mika nie było. Te dwa miesiące minęły bardzo szybko...
-Hej- powiedział.
-Hej. Dobrze spałeś?
Po chwili ciszy odrzekł:
-W miarę. A ty?
-Mogło być lepiej. Plecy strasznie mnie bolą.
-Pomasować ci je?
-Może później. Pójdę się ubrać. Pamiętasz, że dzisiaj mam badania?
-Oczywiście, że tak. Jak mógłbym zapomnieć?
Cmoknęłam Mika w policzek i poszłam poszukać jakiś ciuchów. Ubrałam koszulkę z krótkim rękawem, bluzę, jeansy i trampki.
-Gotowy?- zapytałam.
-Tak, już idę.
Michael wziął klucze do auta i pojechaliśmy do lekarza.
-Witam serdecznie. Proszę, niech się pani położy, a ja zrobię badanie.
-Kochanie, jesteś pewien, że chcesz tu zostać?
-Nie zostawię cię.
Doktor zaczął badanie ginekologiczne. Zniesmaczył mnie trochę widok krwi. Michael zrobił wielkie oczy.
-K - k - k - kre - krew...
-Mike, wszystko dobrze?
Nagle zemdlał. Doktor szybko skończył badać mój brzuch, po czym przyniósł wiadro wody i oblał Mika. Wsiedliśmy potem do auta. Z Michaela skapywała woda. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Widzę, że cię to śmieszy.
-Wcale nie.
Spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Co mówił lekarz?
-Że z płodem wszystko dobrze, a następna wizyta będzie za półtora miesiąca.
-A kiedy powiemy innym, że jesteś w ciąży?
-Naprawdę chcesz im powiedzieć?
-Chcę. Lepiej teraz, niż jak się sami zorientują.
-Zgoda. To po obiedzie możemy im powiedzieć.
-Pamiętaj, że musisz dbać o swoje zdrowie.
-Pamiętam, dlatego nie zajadam się tymi wszystkimi świństwami.
-Będę cię pilnował.
Po zjedzeniu obiadu, albo jak to w moim przypadku czegoś, czego jedzeniem nie można nazwać, Mike i ja poszliśmy na scenę, gdzie wszyscy pracowali. Stanęliśmy na środku. Michael złapał mnie w pasie jedną ręką i zawołał:
-Przepraszam! Chciałbym coś ogłosić.
Wszyscy podeszli pod scenę.
-Jess i ja... spodziewamy się dziecka.
Wszyscy się zerwali, żeby złożyć nam gratulacje. Po godzinie wróciliśmy do pokoju. Luka spał sobie spokojnie w kącie. Mike opadł na fotel zmęczony tym wszystkim. Usiadłam na podłokietniku i powiedziałam:
-To chyba ja powinnam być bardziej zmęczona.
-Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
-Na jakiej? Noszę w sobie twoje dzieło- zaśmiałam się.
-Chyba nasze dzieło.
-No dobra, nasze.
Mike ostrożnie posadził mnie sobie na kolanach i zaczął całować moją szyję.
-Co ty robisz?
-To co widzisz.
Mike zaniósł mnie na łóżko. Zaczął łapczywie całować moją szyję i ramiona. Zerwał moją koszulkę i już chciał odpinać mój stanik, kiedy go powstrzymałam.
-Michael, nie.
-Dlaczego?
-Jestem w ciąży. Teraz nie możemy tego robić.
Spojrzał na mnie zawiedziony. Wstał ze mnie i usiadł na skraju łóżka.
-Przepraszam- powiedziałam.
-Nie, to nie twoja wina. Byłem zbyt nachalny. Muszę się hamować.
-Wiesz Mike, gdyby nie dziecko...
-Wiem kochanie. Już dobrze.
-Naprawdę przepraszam.
Złapał moją dłoń i pogłaskał ją kciukiem.
-Kocham cię- uśmiechnął się.
-Ja też cię kocham. Podwieziesz mnie do Mii?
Po chwili zastanowienia Mike odrzekł:
-Dobrze. Chodźmy.
Wsiedliśmy do auta i podjechaliśmy pod blok w środku miasta.
-Dziękuję kochanie- pocałowałam go w policzek.
-Może pomogę ci wejść?
Spojrzałam na niego z uniesioną brwią.
-Chyba nie jestem jeszcze aż tak gruba, co?
-Nie, ale...
-Dam sobie radę. Nie jestem w siódmym miesiącu. Pa.
-Pa...
Mia otworzyła mi drzwi.
-Gotowa na przymierzanie sukienek?
-Można tak powiedzieć.
Poszłyśmy do sklepu z sukniami ślubnymi. Mike nic nie wiedział, bo chciałam zrobić mu niespodziankę.
-A może ta?
-Mia, ja za dwa miesiące będę troszkę grubsza.
-A, racja. Poczekaj.
Po chwili przybiegła z podobną suknią, ale troszkę większą w pasie.
-Może być?- zapytała, kiedy założyłam.
Dotknęłam swojego brzucha i uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Będzie idealna- powiedziałam cicho- Dziękuję ci. Chcesz zostać moją druhną?
-Oczywiście, że tak.
Przytuliłam ją i wróciłam do domu. Mika nie było. Te dwa miesiące minęły bardzo szybko...
środa, 12 lutego 2014
Rozdział XXX
Mike szybko uciekł ze śniadania. Powiedział, że musi coś załatwić. Nie widziałam go pół dnia. Ale dostałam od niego wiadomość, że mamy spotkać się na scenie, na kolacji. Wydało mi się to dziwne, ale nie chciałam się kłócić. Ubrałam luźną bluzę i poszłam. Moje czerwone trampki za kostkę piszczały cicho, kiedy stawiałam kroki. Kompletnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. No, ale raz kozie śmierć. Mike chodził nerwowo raz w jedną, raz w drugą. Miał na sobie garnitur. Czułam się głupio. On taki odstawiony, a ja w bluzie i trampkach. Kiedy mnie zobaczył znieruchomiał i uśmiechnął się nerwowo. Podał mi rękę. Usiedliśmy naprzeciw siebie.
-Podoba ci się?- zapytał.
-Postarałeś się. I doceniam to. Dziękuję.
Uśmiechnął się. Jedliśmy chwilę w ciszy. Po posiłku Mike nalał nam po lampce wina.
-Jessie. Muszę cię o coś zapytać- powiedział zdenerwowany.
Podszedł do mnie klęknął na jedno kolano i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko. Stłumiłam pisk. Otworzył je i moim oczom ukazał się malutki pierścionek z brylantem.
-Wyjdziesz za mnie?
Przez chwilę próbowałam pozbierać myśli. Z moich oczu pociekło parę łez wzruszenia.
-Tak- szepnęłam.
Rzuciłam mu się na szyję i mocno uściskałam. Okręcił mnie w kółko śmiejąc się. Kiedy mnie postawił wpił się ustami w moje. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Ustaliliśmy datę naszego ślubu. Miał się on odbyć za dwa miesiące. Uznałam, że to trochę za szybko, ale Michael się uparł. Wieczorem leżałam między jego nogami, w samej bieliźnie i opierałam się plecami o jego mocny brzuch. Oglądaliśmy razem film. Mike był w samych obcisłych bokserkach i głaskał mnie kciukiem po ramieniu. Po filmie zaczął mnie obcałowywać. Tej nocy też nie spaliśmy. Troszkę zasnęłam nad ranem. Następnego dnia zadzwoniłam do brata.
-Cześć Connor.
-No cześć mała. Co tam u ciebie?
-Muszę ci coś powiedzieć.
-Zamieniam się w słuch.
-Wychodzę za mąż.
-Co?! Kiedy?! Jak?! Za kogo?!
-Za dwa miesiące.
-Tylko zrób test ciążowy, jeżeli już to robiłaś. Za kogo?- dodał.
-Chyba mi nie uwierzysz.
-Dajesz.
-Za Michaela Jacksona.
-Ej, młoda, co ty brałaś?
-Chcesz dowodów?
Podałam słuchawkę Mikowi.
-Halo?- odezwał się Mike.
Słyszałam nerwowe, przerywane zdania wydobywające się ze słuchawki. Michael rozłączył się.
-Powiedział, że przyjedzie.
-Mówił coś jeszcze?
-Żebyś tyle nie brała.
-Bardzo śmieszne- uśmiechnęłam się.
Myślałam o tym, co powiedział mi Connor. Może ten test ciążowy to nie jest taki zły pomysł. Poszłam do apteki i kupiłam jeden. Kiedy go zrobiłam kompletnie mnie zatkało. Dwie kreski... Dwie kreski... Dwie kreski..., powtarzałam bez końca, żebym mogła to sobie uświadomić. Bałam się tylko, jak Mike na to zareaguje. Miał teraz próbę do koncertu. Akurat sprawdzali nagłośnienie, kiedy podeszłam nieśmiało.
-Hej kochanie- cmoknął mnie w usta.
-Michael, muszę ci coś powiedzieć...
-Słucham cię.
-Jestem w ciąży...
-Słucham?
-Mówię, że będziemy mieli dziecko...
-Naprawdę?
-Tak.
Przeczesał palcami włosy i wziął głęboki oddech.
-Nie wiem co mam powiedzieć. Nie spodziewałem się...
-Nie cieszysz się?...
-Kochanie, nawet tak nie myśl. Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Będziemy mieli dziecko! Będziemy mieli własne dziecko!- zaczął wrzeszczeć szczęśliwy.
-Ciiiiiiii- uciszyłam go- Nie drzyj się tak.
-Chłopiec czy dziewczynka?
-Jeszcze nie wiem. Tego nie można zdiagnozować tak szybko.
-Trzeba powiedzieć innym.
-Mike, jeszcze nie teraz. To nie jest dobry moment.
-Ale powiemy im?
-Tak, ale jeszcze się wstrzymaj. Dasz radę nie wygadać?
-Możesz na mnie liczyć. I nasze dziecko też- powiedział i ukląkł, tak, aby twarz mieć blisko mojego brzucha, na którym położył dłoń.
-Michael... eeeeee... Co ty robisz?- powiedział Kenny.
Nawet nie zauważyliśmy, kiedy wszedł na scenę. Michael wstał szybko.
-Eeeeeee... Ja tylko... strzepywałem kurz z koszulki Jess- wywinął się.
-Możemy kontynuować próbę? -zapytał.
-Tak, moment.
Kiedy Kenny odszedł odetchnęłam z ulgą.
-Blisko było.
-Nawet nie wiesz jak.
-Mike, jutro postanowiłam wybrać się na badania. Pójdziesz ze mną?
-Oczywiście kochanie. Ale muszę lecieć na próbę. Będę wieczorem. Kocham cię- powiedział w pośpiechu i pobiegł.
Pomyślałam, że mogłabym odwiedzić moją przyjaciółkę, mieszkającą niedaleko. Byłyśmy kiedyś ze sobą bardzo blisko, ale potem straciłyśmy kontakt. Ubrałam płaszcz, wzięłam telefon i wyszłam. Szłam przez miasto przez jakieś dziesięć minut. Zadzwoniłam do drzwi.
-Już idę!- usłyszałam.
Drzwi otworzyła mi Mia. Brązowowłosa dziewczyna o niebieskich oczach.
-Jessie? To ty?
-We własnej osobie.
-Wejdź.
Usiadłyśmy na kanapie. Po kilkunastu minutach opowiedziałam jej prawie całą moją historię.
-... a teraz będę miała z nim dziecko.
-Pamiętaj, że nieważne co się stanie, będę zawsze przy tobie.
-Dziękuję ci.
-Wybraliście już imię?
-Jeszcze nie. Mike jest strasznie zapracowany. Nie ma czasu, żeby się nad tym zastanowić.
-Musisz go w końcu trzepnąć. On nie może być nastawiony "Moje dziecko, ty się wszystkim zajmiesz". Trzeba kopnąć go w tyłek.
Nagle zadzwonił mój telefon.
-Pozwolisz?
-Oczywiście.
To był Michael.
-Halo?
-Kochanie, gdzie jesteś?
-U przyjaciółki.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że wychodzisz? Martwiłem się o ciebie i dziecko.
-Mike, jestem dorosła, a dziecku nic nie jest. Nie masz się o co martwić.
-Przepraszam, po prostu... ech... Jestem zestresowany. Chciałbym dla was jak najlepiej.
-Rozumiem. Niedługo wrócę.
-Nie ma mowy. Podjadę po ciebie, tylko podaj mi adres.
Podałam Mikowi dokładne namiary. Po godzinie przyjechał po mnie. Zeszłam na dół. Czekał na mnie przy aucie i podał mi rękę, gdy schodziłam po schodkach do niego. Cmoknął mnie w policzek. Kiedy usiadłam w aucie mój narzeczony sprawdził, czy jestem dobrze zapięta, czy siedzę wygodnie i czy pas nie uciska za bardzo mojego brzucha.
-Michael, zachowujesz się jak moja matka.
-A niby jak mam się zachowywać?
-Jak ojciec.
-Próbuję być ojcem. Sprawdzam, czy moim dwóm miłościom jest wygodnie i bezpiecznie.
-Tak, wiem, ale strasznie to roztrząsasz. Nasze dziecko nie ma nawet dwóch miesięcy.
Mike odpalił silnik.
-Chyba muszę nauczyć cię, jak zachowywać się przy mojej ciąży, tak, abyś nie dostał zawału. Zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej, gdybyś dowiedział się o tym później- zażartowałam.
-Już dobrze. Nie będę się już tak trząsł. Po prostu bardzo mi na was zależy.
-Nam na tobie też. Nasze dziecko będzie z ciebie dumne.
-Obiecuję, że będę kochał was całym sercem.
-My tak samo kochanie. Ale nie musisz się tak bardzo o nas martwić. Będę matką, wiem co robię.
-Nie wątpię, ale chciałbym też mieć jakiś wkład do naszej rodziny. Chcę ci pomóc. Chcę czuć się ojcem.
-Michael, jesteś ojcem i nic tego nie zmieni. To bez znaczenia, czy się kochaliśmy. To twoje dziecko, a ty jesteś jego rodzicem, tak samo jak ja.
W końcu dojechaliśmy do studia. Był już wieczór, więc wykąpałam się i położyłam. Mike przyszedł do mnie i położył się przy moim brzuchu. Podciągnął moją koszulkę i zaczął muskać go palcem i lekko całować.
-Robię się zazdrosna o ten brzuch.
-Nie martw się. Nie zapomnę o moim kochanym kocie- podciągnął się do góry i mocno mnie pocałował.
-Czasem już zaczynało mi tego brakować- uśmiechnęłam się.
-Mogę to robić częściej, jeżeli chcesz.
Zaśmiałam się i pochyliłam nad Mikiem. Zaczęliśmy się całować bez końca. Nagle źle się poczułam. Pobiegłam do łazienki. Zemdliło mnie. Kiedy wyszłam Mike podszedł do mnie i przytulił delikatnie.
-Wszystko dobrze?- zapytał masując mi plecy.
-Tak, to tylko mdłości. To normalne. Nie martw się.
-Muszę się martwić, bo co wtedy byłby ze mnie za ojciec?
-Widzę, że bardzo to przeżywasz.
-W jakim sensie?
-Jesteś zdenerwowany. Widać, jaki jesteś niespokojny.
-Dziwisz się? Za dwa miesiące będziesz moją żoną, a za dziewięć urodzi nam się dziecko. Piękniej być nie może. Dwie rzeczy..., które odmienią moje życie na zawsze.
-Połóżmy się już spać. Jestem zmęczona.
-Oczywiście kochanie.
Położyliśmy się na łóżku i przytuliłam się do jego nagrzanej piersi. Objął mnie ramieniem i położył dłoń na moim brzuchu. W końcu zasnęłam...
-Tak, ale jeszcze się wstrzymaj. Dasz radę nie wygadać?
-Możesz na mnie liczyć. I nasze dziecko też- powiedział i ukląkł, tak, aby twarz mieć blisko mojego brzucha, na którym położył dłoń.
-Michael... eeeeee... Co ty robisz?- powiedział Kenny.
Nawet nie zauważyliśmy, kiedy wszedł na scenę. Michael wstał szybko.
-Eeeeeee... Ja tylko... strzepywałem kurz z koszulki Jess- wywinął się.
-Możemy kontynuować próbę? -zapytał.
-Tak, moment.
Kiedy Kenny odszedł odetchnęłam z ulgą.
-Blisko było.
-Nawet nie wiesz jak.
-Mike, jutro postanowiłam wybrać się na badania. Pójdziesz ze mną?
-Oczywiście kochanie. Ale muszę lecieć na próbę. Będę wieczorem. Kocham cię- powiedział w pośpiechu i pobiegł.
Pomyślałam, że mogłabym odwiedzić moją przyjaciółkę, mieszkającą niedaleko. Byłyśmy kiedyś ze sobą bardzo blisko, ale potem straciłyśmy kontakt. Ubrałam płaszcz, wzięłam telefon i wyszłam. Szłam przez miasto przez jakieś dziesięć minut. Zadzwoniłam do drzwi.
-Już idę!- usłyszałam.
Drzwi otworzyła mi Mia. Brązowowłosa dziewczyna o niebieskich oczach.
-Jessie? To ty?
-We własnej osobie.
-Wejdź.
Usiadłyśmy na kanapie. Po kilkunastu minutach opowiedziałam jej prawie całą moją historię.
-... a teraz będę miała z nim dziecko.
-Pamiętaj, że nieważne co się stanie, będę zawsze przy tobie.
-Dziękuję ci.
-Wybraliście już imię?
-Jeszcze nie. Mike jest strasznie zapracowany. Nie ma czasu, żeby się nad tym zastanowić.
-Musisz go w końcu trzepnąć. On nie może być nastawiony "Moje dziecko, ty się wszystkim zajmiesz". Trzeba kopnąć go w tyłek.
Nagle zadzwonił mój telefon.
-Pozwolisz?
-Oczywiście.
To był Michael.
-Halo?
-Kochanie, gdzie jesteś?
-U przyjaciółki.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że wychodzisz? Martwiłem się o ciebie i dziecko.
-Mike, jestem dorosła, a dziecku nic nie jest. Nie masz się o co martwić.
-Przepraszam, po prostu... ech... Jestem zestresowany. Chciałbym dla was jak najlepiej.
-Rozumiem. Niedługo wrócę.
-Nie ma mowy. Podjadę po ciebie, tylko podaj mi adres.
Podałam Mikowi dokładne namiary. Po godzinie przyjechał po mnie. Zeszłam na dół. Czekał na mnie przy aucie i podał mi rękę, gdy schodziłam po schodkach do niego. Cmoknął mnie w policzek. Kiedy usiadłam w aucie mój narzeczony sprawdził, czy jestem dobrze zapięta, czy siedzę wygodnie i czy pas nie uciska za bardzo mojego brzucha.
-Michael, zachowujesz się jak moja matka.
-A niby jak mam się zachowywać?
-Jak ojciec.
-Próbuję być ojcem. Sprawdzam, czy moim dwóm miłościom jest wygodnie i bezpiecznie.
-Tak, wiem, ale strasznie to roztrząsasz. Nasze dziecko nie ma nawet dwóch miesięcy.
Mike odpalił silnik.
-Chyba muszę nauczyć cię, jak zachowywać się przy mojej ciąży, tak, abyś nie dostał zawału. Zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej, gdybyś dowiedział się o tym później- zażartowałam.
-Już dobrze. Nie będę się już tak trząsł. Po prostu bardzo mi na was zależy.
-Nam na tobie też. Nasze dziecko będzie z ciebie dumne.
-Obiecuję, że będę kochał was całym sercem.
-My tak samo kochanie. Ale nie musisz się tak bardzo o nas martwić. Będę matką, wiem co robię.
-Nie wątpię, ale chciałbym też mieć jakiś wkład do naszej rodziny. Chcę ci pomóc. Chcę czuć się ojcem.
-Michael, jesteś ojcem i nic tego nie zmieni. To bez znaczenia, czy się kochaliśmy. To twoje dziecko, a ty jesteś jego rodzicem, tak samo jak ja.
W końcu dojechaliśmy do studia. Był już wieczór, więc wykąpałam się i położyłam. Mike przyszedł do mnie i położył się przy moim brzuchu. Podciągnął moją koszulkę i zaczął muskać go palcem i lekko całować.
-Robię się zazdrosna o ten brzuch.
-Nie martw się. Nie zapomnę o moim kochanym kocie- podciągnął się do góry i mocno mnie pocałował.
-Czasem już zaczynało mi tego brakować- uśmiechnęłam się.
-Mogę to robić częściej, jeżeli chcesz.
Zaśmiałam się i pochyliłam nad Mikiem. Zaczęliśmy się całować bez końca. Nagle źle się poczułam. Pobiegłam do łazienki. Zemdliło mnie. Kiedy wyszłam Mike podszedł do mnie i przytulił delikatnie.
-Wszystko dobrze?- zapytał masując mi plecy.
-Tak, to tylko mdłości. To normalne. Nie martw się.
-Muszę się martwić, bo co wtedy byłby ze mnie za ojciec?
-Widzę, że bardzo to przeżywasz.
-W jakim sensie?
-Jesteś zdenerwowany. Widać, jaki jesteś niespokojny.
-Dziwisz się? Za dwa miesiące będziesz moją żoną, a za dziewięć urodzi nam się dziecko. Piękniej być nie może. Dwie rzeczy..., które odmienią moje życie na zawsze.
-Połóżmy się już spać. Jestem zmęczona.
-Oczywiście kochanie.
Położyliśmy się na łóżku i przytuliłam się do jego nagrzanej piersi. Objął mnie ramieniem i położył dłoń na moim brzuchu. W końcu zasnęłam...
Rozdział XXIX
Kiedy się obudziłam, spałam w jego ramionach. Tulił się do moich pleców. Odwróciłam się twarzą do niego. W tej ciszy słyszałam jego miarowy oddech. Nagle otworzył oczy. Uśmiechnął się do mnie, pocałował i zapytał:
-Jak się czujesz?
-Zaskakująco dobrze.
Oparłam głowę na jego piersi i mocno się do niej przytuliłam. Mike objął mnie ramieniem i zaczął głaskać moje biodro.
-Kocham cię- powiedziałam cicho.
-Ja ciebie też, ale czy coś się stało?
Wzruszyłam ramionami.
-Nie. Chyba po prostu miałam ochotę ci to powiedzieć.
Cmoknął mnie w czubek głowy. Mocno objęłam jego silny brzuch. Nagle Mike zaczął mnie łaskotać.
-Mike przestań!- zaśmiałam się.
Pochyliwszy się nade mną, przyłożyłam dłoń do boku jego szyi, a potem przejechałam nią, przez ramię, aż do jego piersi.
-Wszystko w porządku?- zapytał widząc moją minę.
-Zastanawiam się tylko, jak to dalej będzie...
-W jakim sensie?
-Ty jesteś wielką gwiazdą, a ja... nikim.
-Błagam. Znowu zaczynasz? Jessie, co to za różnica? Powiem ci szczerze, że czasem wolałbym być zwykłym człowiekiem, niż teraz sobą. Chciałbym czasem wyjść na miasto i nie martwić się tymi wszystkimi plotkami i innymi. Niczym się nie różnimy.
Spojrzałam w okolice jego podbrzusza i uniosłam brew.
-Jesteś pewien?
Spojrzał tam gdzie ja.
-No może nie licząc tego. Ale pod każdym innym względem jesteśmy tacy sami.
Zerknęłam na jego klatkę piersiową, a on spojrzał na moją.
-Ta różnica jest akurat przyjemna.
Zaśmiałam się lekko.
-Więc widzisz. Jess, kocham cię nad życie i chcę, żebyś była szczęśliwa. Nie mogę patrzeć, jak jesteś smutna. Boli mnie od tego serce.
-Chciałabym żebyś był szczęśliwy.
-A wiesz czego ja bym chciał? Na początek twojego szczęścia, pięknego domu, spokojnego życia, dzieci... naszych dzieci i chciałbym przeżyć z tobą resztę moich lat. W moich snach widzę twoją uśmiechniętą twarz, a wokół biegają małe dzieciaczki ze szczeniakami. Podchodzę do ciebie, obejmuję i delikatnie całuję. Nie miał tam miejsca ani jeden smutny gest. Jesteś cały czas szczęśliwa.
-Jestem szczęśliwa, gdy widzę, jak cieszysz się z najmniejszej drobnostki. Kocham twój uśmiech, twoje iskierki w oczach. Ale ty jesteś Jackson. Michael Jackson. Gwiazda muzyki, uwielbiany przez miliardy, a ja? Ja jestem zwykłą dziewczyną, która wpakowała się do twojego życia.
-O nie. Wyjaśnijmy sobie coś droga panno. To ja wpakowałem cię do swojego życia. I zrobiłem to świadomie. Zrozum w końcu uparciuchu! Kocham cię i nigdy nie przestanę! Jesteś jak lekarstwo na moją depresję! Tylko ty trzymasz mnie przy życiu! Inaczej skoczyłbym już z budynku!
Uśmiechnęłam się.
-Mój kochany wariat.
-Tylko twój. Powiedz to.
-Tylko mój.
Mike pocałował mnie, a ja mocno oplotłam jego szyję rękoma.
-Rozumiesz w końcu? Jesteś moim szczęściem- szepnął mi do ucha- I jeżeli zaczniesz się targować, to więcej się nie uśmiechnę.
Westchnęłam.
-Zgoda.
Mike zszedł ze mnie i położył się obok. Chwilę jeszcze poleżał koło mnie, bawiąc się moimi włosami. Potem wstałam i zaczęłam się ubierać. Ułożył się na boku i podpierając głowę na ręce uważnie mnie obserwował.
-Krępujesz mnie- odrzekłam.
-Chyba nie dajesz mi do zrozumienia, że mam wyjść?
-Nie, ale chociaż nie patrz na mnie takim wzrokiem.
-Jakim?
-Jakbyś chciał się na mnie rzucić.
-Nie twierdzę, że tak nie jest. Ledwo się wstrzymuję, żeby cię teraz nie porwać.
Próbowałam zapiąć stanik.
-Kochanie, pomożesz mi?
Wyskoczył z łóżka jak oparzony. Podszedł do mnie i zaczął się szarpać z zapięciem.
-Wolę jak już to go chyba odpinać.
-Nie wątpię.
-Gotowe.
Odwróciłam się i spojrzałam na Mika, który nie miał nic na sobie.
-Ty też się ubieraj, bo chciałabym jednak coś zjeść.
-Ja mógłbym zjeść ciebie- pocałował mnie w szyję.
Zrozumiałam, że on chce mnie zbajerować, żebym nie zdążyła na śniadanie.
-O nie, nie, nie mój kochany. Mam zamiar iść, nawet jeżeli ty nie zdążysz się ubrać. Mogę iść sama. Masz dwadzieścia minut, żeby się ubrać, albo idę bez ciebie.
Mike zaczął przewracać wszystko w szufladach. Po dziesięciu minutach był ubrany. Oczywiście koszula, którą założył była źle pozapinana. Podeszłam i zaczęłam rozpinać mu ją. Chyba źle odebrał moje intencję.
-Dopiero się ubrałem- uśmiechnął się.
-Nie wiem, czy zauważyłeś, ale masz ją źle zapiętą.
-Oł. Emmmm...
-Właśnie. I jak zwykle twoim największym wrogiem jest kołnierz.
-Cóż poradzić?
-Jasne. "Nie umiem, to Jessie coś poradzi", prawda?
-Może...
Spojrzałam na jego spodnie.
-Nie mów, że spodnie masz też źle zapięte- załamałam się,
-Najwyraźniej.
Rozpięłam jego spodnie i zaczęłam zapinać je prawidłowo.
-A teraz się pośpiesz, bo mam zamiar coś zjeść.
-Już lecę.
Pobiegliśmy oboje, trzymając się za ręce, do jadalni. Następny dzień był wyjątkowy...
-Jak się czujesz?
-Zaskakująco dobrze.
Oparłam głowę na jego piersi i mocno się do niej przytuliłam. Mike objął mnie ramieniem i zaczął głaskać moje biodro.
-Kocham cię- powiedziałam cicho.
-Ja ciebie też, ale czy coś się stało?
Wzruszyłam ramionami.
-Nie. Chyba po prostu miałam ochotę ci to powiedzieć.
Cmoknął mnie w czubek głowy. Mocno objęłam jego silny brzuch. Nagle Mike zaczął mnie łaskotać.
-Mike przestań!- zaśmiałam się.
Pochyliwszy się nade mną, przyłożyłam dłoń do boku jego szyi, a potem przejechałam nią, przez ramię, aż do jego piersi.
-Wszystko w porządku?- zapytał widząc moją minę.
-Zastanawiam się tylko, jak to dalej będzie...
-W jakim sensie?
-Ty jesteś wielką gwiazdą, a ja... nikim.
-Błagam. Znowu zaczynasz? Jessie, co to za różnica? Powiem ci szczerze, że czasem wolałbym być zwykłym człowiekiem, niż teraz sobą. Chciałbym czasem wyjść na miasto i nie martwić się tymi wszystkimi plotkami i innymi. Niczym się nie różnimy.
Spojrzałam w okolice jego podbrzusza i uniosłam brew.
-Jesteś pewien?
Spojrzał tam gdzie ja.
-No może nie licząc tego. Ale pod każdym innym względem jesteśmy tacy sami.
Zerknęłam na jego klatkę piersiową, a on spojrzał na moją.
-Ta różnica jest akurat przyjemna.
Zaśmiałam się lekko.
-Więc widzisz. Jess, kocham cię nad życie i chcę, żebyś była szczęśliwa. Nie mogę patrzeć, jak jesteś smutna. Boli mnie od tego serce.
-Chciałabym żebyś był szczęśliwy.
-A wiesz czego ja bym chciał? Na początek twojego szczęścia, pięknego domu, spokojnego życia, dzieci... naszych dzieci i chciałbym przeżyć z tobą resztę moich lat. W moich snach widzę twoją uśmiechniętą twarz, a wokół biegają małe dzieciaczki ze szczeniakami. Podchodzę do ciebie, obejmuję i delikatnie całuję. Nie miał tam miejsca ani jeden smutny gest. Jesteś cały czas szczęśliwa.
-Jestem szczęśliwa, gdy widzę, jak cieszysz się z najmniejszej drobnostki. Kocham twój uśmiech, twoje iskierki w oczach. Ale ty jesteś Jackson. Michael Jackson. Gwiazda muzyki, uwielbiany przez miliardy, a ja? Ja jestem zwykłą dziewczyną, która wpakowała się do twojego życia.
-O nie. Wyjaśnijmy sobie coś droga panno. To ja wpakowałem cię do swojego życia. I zrobiłem to świadomie. Zrozum w końcu uparciuchu! Kocham cię i nigdy nie przestanę! Jesteś jak lekarstwo na moją depresję! Tylko ty trzymasz mnie przy życiu! Inaczej skoczyłbym już z budynku!
Uśmiechnęłam się.
-Mój kochany wariat.
-Tylko twój. Powiedz to.
-Tylko mój.
Mike pocałował mnie, a ja mocno oplotłam jego szyję rękoma.
-Rozumiesz w końcu? Jesteś moim szczęściem- szepnął mi do ucha- I jeżeli zaczniesz się targować, to więcej się nie uśmiechnę.
Westchnęłam.
-Zgoda.
Mike zszedł ze mnie i położył się obok. Chwilę jeszcze poleżał koło mnie, bawiąc się moimi włosami. Potem wstałam i zaczęłam się ubierać. Ułożył się na boku i podpierając głowę na ręce uważnie mnie obserwował.
-Krępujesz mnie- odrzekłam.
-Chyba nie dajesz mi do zrozumienia, że mam wyjść?
-Nie, ale chociaż nie patrz na mnie takim wzrokiem.
-Jakim?
-Jakbyś chciał się na mnie rzucić.
-Nie twierdzę, że tak nie jest. Ledwo się wstrzymuję, żeby cię teraz nie porwać.
Próbowałam zapiąć stanik.
-Kochanie, pomożesz mi?
Wyskoczył z łóżka jak oparzony. Podszedł do mnie i zaczął się szarpać z zapięciem.
-Wolę jak już to go chyba odpinać.
-Nie wątpię.
-Gotowe.
Odwróciłam się i spojrzałam na Mika, który nie miał nic na sobie.
-Ty też się ubieraj, bo chciałabym jednak coś zjeść.
-Ja mógłbym zjeść ciebie- pocałował mnie w szyję.
Zrozumiałam, że on chce mnie zbajerować, żebym nie zdążyła na śniadanie.
-O nie, nie, nie mój kochany. Mam zamiar iść, nawet jeżeli ty nie zdążysz się ubrać. Mogę iść sama. Masz dwadzieścia minut, żeby się ubrać, albo idę bez ciebie.
Mike zaczął przewracać wszystko w szufladach. Po dziesięciu minutach był ubrany. Oczywiście koszula, którą założył była źle pozapinana. Podeszłam i zaczęłam rozpinać mu ją. Chyba źle odebrał moje intencję.
-Dopiero się ubrałem- uśmiechnął się.
-Nie wiem, czy zauważyłeś, ale masz ją źle zapiętą.
-Oł. Emmmm...
-Właśnie. I jak zwykle twoim największym wrogiem jest kołnierz.
-Cóż poradzić?
-Jasne. "Nie umiem, to Jessie coś poradzi", prawda?
-Może...
Spojrzałam na jego spodnie.
-Nie mów, że spodnie masz też źle zapięte- załamałam się,
-Najwyraźniej.
Rozpięłam jego spodnie i zaczęłam zapinać je prawidłowo.
-A teraz się pośpiesz, bo mam zamiar coś zjeść.
-Już lecę.
Pobiegliśmy oboje, trzymając się za ręce, do jadalni. Następny dzień był wyjątkowy...
wtorek, 11 lutego 2014
Rozdział XXVIII
Położyłam się na łóżku po lewej stronie Mika, a on od razu zaczął zdejmować ze mnie koszulkę. Potem powoli zdjął mi spodnie.
-Chyba mogłam się w ogóle nie ubierać, co?
-Rozbieranie cię to sama przyjemność.
Następnie pochylił się nade mną, a ja zdjęłam z niego górę od ubrania i zaczęłam całować jego klatkę piersiową, a potem kąciki jego ust. Potem rozpięłam jego spodnie. Zrzucił je jednym ruchem zostając w samych bokserkach. Położyłam ręce na jego karku, całując jego usta, a on jeździł dłonią od moich piersi, aż do uda, delikatnie pieszcząc moją skórę. Ściskał i masował moje pośladki, nie przerywając pocałunku. Ja zaciskałam dłoń na jego ramieniu. Oboje głośno wzdychaliśmy. W końcu złapałam jego bokserki i zgrabnym ruchem zsunęłam mu je w dół. Rzucił je na fotel. Byliśmy cali nadzy i leżeliśmy tylko pod kocem. W pewnej chwili zrobiliśmy przerwę i Mike założył prezerwatywę, po czym wrócił do łóżka. Po jakimś czasie spojrzał mi w oczy i zapytał:
-Jesteś gotowa?
Kiwnęłam głową. Nagle poczułam niewymowną rozkosz i podniecenie. Jęczałam cicho, a Michael tak samo. Wzdychałam coraz głośniej, poruszając się razem z nim. Oboje byliśmy zdyszani i zaczynało nam brakować tchu. Zauważyłam u niego też parę kropel potu na czole. Był rozpalony do czerwoności. Jego ciało było jak kaloryfer, albo kominek. Oboje pojękiwaliśmy cicho. Mike też syczał od czasu do czasu. Robił to powoli i delikatnie. Na początku prawie wcale się nie poruszał, a potem zaczął stopniowo robić to coraz szybciej.
-Wszystko dobrze?- zapytał.
-Lepiej być nie mogło.
Tymi słowami zachęciłam go tylko do zwiększenia tempa. Zaczął jeszcze bardziej przyśpieszać, a ja jęczeć. Mike oddychał głośno i pogłaskał mnie po policzku. Czułam wielką rozkosz. On tak samo. W końcu straciliśmy jakiekolwiek siły i leżeliśmy na łóżku biorąc wielkie oddechy. Spojrzeliśmy na siebie. Mike położył się na boku i zaczął mnie całować. Czasami nawet przy tym pomrukiwał. Było mi nieziemsko dobrze...
-Chyba mogłam się w ogóle nie ubierać, co?
-Rozbieranie cię to sama przyjemność.
Następnie pochylił się nade mną, a ja zdjęłam z niego górę od ubrania i zaczęłam całować jego klatkę piersiową, a potem kąciki jego ust. Potem rozpięłam jego spodnie. Zrzucił je jednym ruchem zostając w samych bokserkach. Położyłam ręce na jego karku, całując jego usta, a on jeździł dłonią od moich piersi, aż do uda, delikatnie pieszcząc moją skórę. Ściskał i masował moje pośladki, nie przerywając pocałunku. Ja zaciskałam dłoń na jego ramieniu. Oboje głośno wzdychaliśmy. W końcu złapałam jego bokserki i zgrabnym ruchem zsunęłam mu je w dół. Rzucił je na fotel. Byliśmy cali nadzy i leżeliśmy tylko pod kocem. W pewnej chwili zrobiliśmy przerwę i Mike założył prezerwatywę, po czym wrócił do łóżka. Po jakimś czasie spojrzał mi w oczy i zapytał:
-Jesteś gotowa?
Kiwnęłam głową. Nagle poczułam niewymowną rozkosz i podniecenie. Jęczałam cicho, a Michael tak samo. Wzdychałam coraz głośniej, poruszając się razem z nim. Oboje byliśmy zdyszani i zaczynało nam brakować tchu. Zauważyłam u niego też parę kropel potu na czole. Był rozpalony do czerwoności. Jego ciało było jak kaloryfer, albo kominek. Oboje pojękiwaliśmy cicho. Mike też syczał od czasu do czasu. Robił to powoli i delikatnie. Na początku prawie wcale się nie poruszał, a potem zaczął stopniowo robić to coraz szybciej.
-Wszystko dobrze?- zapytał.
-Lepiej być nie mogło.
Tymi słowami zachęciłam go tylko do zwiększenia tempa. Zaczął jeszcze bardziej przyśpieszać, a ja jęczeć. Mike oddychał głośno i pogłaskał mnie po policzku. Czułam wielką rozkosz. On tak samo. W końcu straciliśmy jakiekolwiek siły i leżeliśmy na łóżku biorąc wielkie oddechy. Spojrzeliśmy na siebie. Mike położył się na boku i zaczął mnie całować. Czasami nawet przy tym pomrukiwał. Było mi nieziemsko dobrze...
Rozdział XXVII
Po śniadaniu Mike miał nagrania. Usiadł w pokoju nagraniowym i założył słuchawki, w których zaczęła lecieć muzyka. Stałam za szybą i uśmiechałam się do niego. Tego dnia nie mógł się skupić. Ciągle mylił słowa, zacinał się i mieszał tonacje. W końcu dźwiękowiec wyszedł, żeby się uspokoić, bo tracił cierpliwość. Mike wyszedł do mnie, zły na siebie samego. Przytuliłam go, oplatając jego szyję.
-Nie mam pojęcia, co się dzisiaj ze mną dzieje.
-Jesteś rozkojarzony. Potrzebujesz jakiegoś punktu skupienia.
-Sam już nie wiem.
Po chwili ciszy Mike, spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Zaśpiewaj ze mną.
-Co?
-Zaśpiewaj ze mną na nagraniu.
-Ja nie jestem piosenkarką.
-Nie musisz. To nie ma znaczenia. Proszę.
Nagle wszedł producent.
-Mike. Co się dzisiaj z tobą dzieje? Jesteś jakiś nieobecny.
-Kenny. Czy możemy zrobić z tej płyty duet?
-Nie masz nikogo do tego duetu. Z kim to nagrasz?
-Z nią- Mike przesunął mnie lekko do przodu.
-Jesteście pewni?- spojrzał na nas.
-Tak- odpowiedział za mnie Michael- Poczekam w pokoju nagraniowym.
Kiedy zamknął za sobą dźwiękoszczelne drzwi Kenny zapytał:
-Jesteś gotowa Jessie?
-Nie wiem. Nie jestem piosenkarką.
-Nikt nie mówił, że jesteś i musisz być. Jedyne co musisz, to czuć piosenkę w swoim sercu. Nic w nim nie może być, oprócz niej.
-To dlatego Mike nie mógł dziś nic nagrać.
-Bo on ma w sercu tylko ciebie. Jeżeli nie jesteś blisko niego, to on wypełnia serce wspomnieniami z tobą. Dlatego musisz teraz z nim być, żeby miał cię blisko i mógł w sercu umieścić piosenkę.
-Zgoda.
Weszłam do Mika. Usiadłam naprzeciwko i założyłam słuchawki. Zaczęła w nich lecieć muzyka. Najpierw zaczął Mike, a potem ja. Refren śpiewaliśmy razem. Po nagraniu przyszedł czas na obiad. Bolało mnie gardło i przepona. Przy obiedzie zapytałam Mika:
-Chciałbyś mieć dzieci?
Zaczął kaszleć i bić się pięścią w klatkę piersiową.
-Słucham?!- zapytał spanikowany.
-Pytam czy chciałbyś mieć dzieci?
Westchnął i oparł się o krzesło.
-Jak?
-Ale co jak?
-Przecież się zabezpieczyłem. Jak to się mogło stać?
-O co ci chodzi?
-O dziecko. Przecież uważałem...
Zaśmiałam się.
-Widzę, że śmieszy cię wizja pieluch, płaczu i kaszek- odrzekł.
-Michael, ja nie jestem w ciąży.
-Nie?
-Nie. Zapytałam czy chciałbyś mieć dzieci, ale jeszcze nie teraz.
-Z tobą oczywiście. Ale, jeżeli chcielibyśmy zrobić sobie dzieci, to zróbmy to świadomie.
-Zgoda, ale jeszcze nie czas.
-Masz rację. Na razie wolę się nacieszyć przyjemnością widoku twojego ciała i innych podniet.
-Kochanie, proszę cię, nie w miejscu publicznym.
-Niech wiedzą, że mam najseksowniejszy skarb na ziemi.
Zarumieniłam się.
-Dzisiaj koniecznie musimy powtórzyć te nieziemską noc.
-Zgoda, ale tylko dlatego, że nagrałeś dzisiaj cały album.
-Chyba muszę to robić częściej.
Po obiedzie Mike miał nauczyć mnie grać w koszykówkę. Ubrałam na siebie lekką koszulkę, spodenki i buty. On miał cały strój koszykarski.
-Gotowa?
-Chyba tak.
-Zaczniemy od dwutaktu. Jeżeli biegniesz z prawej strony, to zaczynasz prawą nogą, a jeżeli z lewej, to lewą. Spróbuj.
Po koszu wróciliśmy do pokoju. Mój ukochany zrobił kolację. Był camembert z żurawiną. Potem Poszłam do łazienki, umyłam się i przebrałam w piżamę. Mike leżał już na łóżku i czekał na mnie...
-Nie mam pojęcia, co się dzisiaj ze mną dzieje.
-Jesteś rozkojarzony. Potrzebujesz jakiegoś punktu skupienia.
-Sam już nie wiem.
Po chwili ciszy Mike, spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Zaśpiewaj ze mną.
-Co?
-Zaśpiewaj ze mną na nagraniu.
-Ja nie jestem piosenkarką.
-Nie musisz. To nie ma znaczenia. Proszę.
Nagle wszedł producent.
-Mike. Co się dzisiaj z tobą dzieje? Jesteś jakiś nieobecny.
-Kenny. Czy możemy zrobić z tej płyty duet?
-Nie masz nikogo do tego duetu. Z kim to nagrasz?
-Z nią- Mike przesunął mnie lekko do przodu.
-Jesteście pewni?- spojrzał na nas.
-Tak- odpowiedział za mnie Michael- Poczekam w pokoju nagraniowym.
Kiedy zamknął za sobą dźwiękoszczelne drzwi Kenny zapytał:
-Jesteś gotowa Jessie?
-Nie wiem. Nie jestem piosenkarką.
-Nikt nie mówił, że jesteś i musisz być. Jedyne co musisz, to czuć piosenkę w swoim sercu. Nic w nim nie może być, oprócz niej.
-To dlatego Mike nie mógł dziś nic nagrać.
-Bo on ma w sercu tylko ciebie. Jeżeli nie jesteś blisko niego, to on wypełnia serce wspomnieniami z tobą. Dlatego musisz teraz z nim być, żeby miał cię blisko i mógł w sercu umieścić piosenkę.
-Zgoda.
Weszłam do Mika. Usiadłam naprzeciwko i założyłam słuchawki. Zaczęła w nich lecieć muzyka. Najpierw zaczął Mike, a potem ja. Refren śpiewaliśmy razem. Po nagraniu przyszedł czas na obiad. Bolało mnie gardło i przepona. Przy obiedzie zapytałam Mika:
-Chciałbyś mieć dzieci?
Zaczął kaszleć i bić się pięścią w klatkę piersiową.
-Słucham?!- zapytał spanikowany.
-Pytam czy chciałbyś mieć dzieci?
Westchnął i oparł się o krzesło.
-Jak?
-Ale co jak?
-Przecież się zabezpieczyłem. Jak to się mogło stać?
-O co ci chodzi?
-O dziecko. Przecież uważałem...
Zaśmiałam się.
-Widzę, że śmieszy cię wizja pieluch, płaczu i kaszek- odrzekł.
-Michael, ja nie jestem w ciąży.
-Nie?
-Nie. Zapytałam czy chciałbyś mieć dzieci, ale jeszcze nie teraz.
-Z tobą oczywiście. Ale, jeżeli chcielibyśmy zrobić sobie dzieci, to zróbmy to świadomie.
-Zgoda, ale jeszcze nie czas.
-Masz rację. Na razie wolę się nacieszyć przyjemnością widoku twojego ciała i innych podniet.
-Kochanie, proszę cię, nie w miejscu publicznym.
-Niech wiedzą, że mam najseksowniejszy skarb na ziemi.
Zarumieniłam się.
-Dzisiaj koniecznie musimy powtórzyć te nieziemską noc.
-Zgoda, ale tylko dlatego, że nagrałeś dzisiaj cały album.
-Chyba muszę to robić częściej.
Po obiedzie Mike miał nauczyć mnie grać w koszykówkę. Ubrałam na siebie lekką koszulkę, spodenki i buty. On miał cały strój koszykarski.
-Gotowa?
-Chyba tak.
-Zaczniemy od dwutaktu. Jeżeli biegniesz z prawej strony, to zaczynasz prawą nogą, a jeżeli z lewej, to lewą. Spróbuj.
Po koszu wróciliśmy do pokoju. Mój ukochany zrobił kolację. Był camembert z żurawiną. Potem Poszłam do łazienki, umyłam się i przebrałam w piżamę. Mike leżał już na łóżku i czekał na mnie...
Rozdział XXVI
Obudziłam się rano w ramionach Mika. Byliśmy nadzy i leżeliśmy pod ciepłym prześcieradłem, a ja na dodatek byłam grzana przez jego pierś. Dotykałam wargami jego czoła, które było rozpalone. Jego głowę miałam pod swoim podbródkiem, a jego usta spoczywały blisko mojej szyi. W końcu się obudził. Zaczął składać na niej delikatne pocałunki. Zaśmiałam się, bo zaczął mnie to łaskotać. Nachyliłam się nad nim i namiętnie pocałowałam. Mike w tym czasie przesuwał dłońmi po moich biodrach i udach i z powrotem. Oddychaliśmy głęboko.
-Dzień dobry- powiedział.
-Dzień dobry.
-Dobrze spałaś?
-Chodzi ci o te parę godzin po naszym...
-Tak, właśnie o to.
-To dobrze. A ty?
-Chyba lepiej nigdy nie spałem. To było jak coś na lepszy sen.
-Nie tylko dla ciebie.
-Widzę, że podzielasz mój entuzjazm.
-Rozgryzłeś mnie.
Zeszłam z Mika, wyszłam z łóżka i założyłam na siebie cienki szlafroczek w panterkę, po czym poszłam do łazienki. Oczywiście zapomniałam o ubraniach i musiałam wyjść po nie w staniku i bieliźnie. Nagle poczułam, jak ktoś łapie mnie od tyłu i podnosi do góry.
-Specjalnie wyszłaś w bieliźnie, żeby mnie sprowokować, prawda?
-Chciałbyś. Zapomniałam ubrań.
-To może i lepiej.
Mike rzucił mnie na łóżko i zaczął obcałowywać od ust, aż do brzucha, nie pomijając ramion i bioder. Po jakimś czasie skończył "zabawę" i położył się obok mnie. Oczywiście wcześniej znów mnie rozebrał.
-Jesteś straszny- odrzekłam dysząc.
-I za to mnie kochasz- zaśmiał się.
-Lepiej tego nie zepsuj.
-Grozisz mi?
-Owszem.
-Uważaj, bo mam na ciebie sposób.
-Ciekawe jaki.
-Wolisz na razie nie wiedzieć.
-A pozwolisz mi się ubrać?
-Jeszcze nie. Chcę się jeszcze chwilę nacieszyć tym podniecającym widokiem.
-Nie przesadzasz?
-Jak mógłbym się powstrzymywać widząc tak piękne, zgrabne i nagie ciało?
-Normalnie. Mógłbyś przynajmniej nie zaciągać mnie do łóżka co chwilę. Zaraz ci się to znudzi.
-Nigdy nie będę miał tego dość i nigdy mi się to nie znudzi.
-Uważaj bo wykraczesz.
Przejechał dłonią po moim udzie i lekko je ścisnął. Potem znów je pogłaskał i jechał coraz wyżej, od bioder, przez mój pas i piersi, aż do policzka. Zaczął bawić się moimi włosami.
-Słuchasz mnie w ogóle?
-Jesteś taka piękna.
Zarumieniłam się.
-Czyli nie- westchnęłam.
Mike znów zaczął głaskać ustami moją szyję. Poddałam mu się i odsłoniłam ją. Wzajemnie podniecały nas nasze nagie ciała, ściśnięte ze sobą. Nie przerywając całowania mojej szyi, Michael ścisnął moje pośladki. Westchnęłam głęboko. Zaczęłam gładzić jego mocny brzuch i klatkę piersiową. W końcu to zrobił. Oboje poczuliśmy ogromną przyjemność. Oddychając głęboko pochylał się nade mną i patrzył w oczy uśmiechnięty. Dyszeliśmy ciężko. Położył się obok mnie. Chwilę jeszcze próbowałam uspokoić oddech, po czym wstałam i poszłam się ubrać. Kiedy wyszłam Mike w samych obcisłych bokserkach podszedł do mnie, mocno pocałował i powiedział:
-Jesteś świetna. Kocham cię.
-Ja też cię kocham. Ubierz się, to może zdążymy na śniadanie.
Mike na moich oczach założył spodnie, koszulę i buty, po czym poszliśmy razem coś zjeść. Przez całą drogę trzymał rękę na moim biodrze, obejmując mnie. Głaskał je lekko, a czasem nawet ściskał.
-Noc była nieziemska- szepnął mi na ucho.
-Dzisiaj czekam na kolację twojego autorstwa.
-Ja czekam na deser.
-Ograniczę ci je, bo mi jeszcze utyjesz.
-To sam go sobie zorganizuję z moją wisienką- cmoknął mnie w usta.
-A jeżeli wisienka by nie chciała?
-Znajdę rozwiązanie. Człowiek zmotywowany może wszystko. Szczególnie kiedy nagrodą jest tak gorący widok.
-Nie chwal się.
-Jak mam się nie chwalić, kiedy zdobyłem piękną i mądrą kobietę, o tak atrakcyjnym ciele.
-Nie przesadzasz, aby troszkę?
-Przesadzam? Idealne piersi, jędrne pośladki, okrągłe biodra, gorące usta, śliczne oczy, delikatne ruchy...
-No dobrze, już dobrze.
-A tak nawiasem mówiąc to była najbardziej grzeszna noc w moim życiu- szepnął.
Mike przystanął i dotknął swoim czołem mojego. Złapał mnie za biodra i zaczął delikatnie i powoli wkładać mi ręce pod koszulkę od dołu.
-A - a - a- powstrzymałam go- Nie tym razem, mój drogi. Może kiedy indziej.
-Będę czekał niecierpliwie.
Opuścił moją koszulkę powolnym ruchem i poszliśmy na śniadanie...
poniedziałek, 10 lutego 2014
Rozdział XXV
Wszystkie dziewczyny zaczęły bić brawo.
-To takie słodkie- powiedziała Janet- Już dawno straciłam nadzieję, że Mike sobie kogoś znajdzie.
Spojrzał na nią i zmarszczył brwi, ale ona się tylko zaśmiała.
-I to kogoś tak ładnego i miłego. Jego byłe dziewczyny to były... pustaki.
-Tu muszę się zgodzić- odrzekł.
Zaśmiałam się.
-Może po prostu nie miałeś szczęścia.
-Ty jesteś moim szczęściem.
I znowu usłyszałam "ooooooo". Muszę przyznać, że to było słodkie i jeżeli chciał mi się podlizać to mu się to udało.
-Tak słodko razem wyglądacie- odrzekła Naomi.
-Jessie to moja wielka miłość, serce, słońce i szczęście. Kocham cię Jess.
-Ja też cię kocham.
Nagle usłyszeliśmy:
-Mike! Otwieramy pierwszy sześciopak!
Spojrzał na mnie wielkimi oczami.
-No leć, ale nie wypij za dużo.
-Jesteś świetna.
Pocałował mnie jeszcze raz i poszedł do kolegów.
-Jestem szczęśliwa patrząc na was razem.
-Tworzylibyście świetną rodzinę- odrzekła inna dziewczyna.
-Opowiedz jaki jest Mike tak na co dzień.
-Michael jest troskliwy, kochający, romantyczny, wierny, uśmiechnięty. Dla mnie idealny.
-To takie słodkie.
Po przyjęciu wróciliśmy z Mikiem do pokoju. Przebrałam się w normalne rzeczy.
-Obiecałeś mi dzisiaj kolację.
-Wiem. Jednak przełożę ją na jutro, a dzisiaj przejdziemy od razu do deseru.
Michael przywarł mnie do ściany i całował moją szyję, a ja zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Zdjęłam ją odsłaniając piękną, rozgrzaną klatkę piersiową, która tak mnie pociągała. Objęłam dłońmi jego szyję, podczas, gdy on prowadził nas w zgranym uścisku do sypialni. To była najlepsza noc w moim życiu...
-To takie słodkie- powiedziała Janet- Już dawno straciłam nadzieję, że Mike sobie kogoś znajdzie.
Spojrzał na nią i zmarszczył brwi, ale ona się tylko zaśmiała.
-I to kogoś tak ładnego i miłego. Jego byłe dziewczyny to były... pustaki.
-Tu muszę się zgodzić- odrzekł.
Zaśmiałam się.
-Może po prostu nie miałeś szczęścia.
-Ty jesteś moim szczęściem.
I znowu usłyszałam "ooooooo". Muszę przyznać, że to było słodkie i jeżeli chciał mi się podlizać to mu się to udało.
-Tak słodko razem wyglądacie- odrzekła Naomi.
-Jessie to moja wielka miłość, serce, słońce i szczęście. Kocham cię Jess.
-Ja też cię kocham.
Nagle usłyszeliśmy:
-Mike! Otwieramy pierwszy sześciopak!
Spojrzał na mnie wielkimi oczami.
-No leć, ale nie wypij za dużo.
-Jesteś świetna.
Pocałował mnie jeszcze raz i poszedł do kolegów.
-Jestem szczęśliwa patrząc na was razem.
-Tworzylibyście świetną rodzinę- odrzekła inna dziewczyna.
-Opowiedz jaki jest Mike tak na co dzień.
-Michael jest troskliwy, kochający, romantyczny, wierny, uśmiechnięty. Dla mnie idealny.
-To takie słodkie.
Po przyjęciu wróciliśmy z Mikiem do pokoju. Przebrałam się w normalne rzeczy.
-Obiecałeś mi dzisiaj kolację.
-Wiem. Jednak przełożę ją na jutro, a dzisiaj przejdziemy od razu do deseru.
Michael przywarł mnie do ściany i całował moją szyję, a ja zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Zdjęłam ją odsłaniając piękną, rozgrzaną klatkę piersiową, która tak mnie pociągała. Objęłam dłońmi jego szyję, podczas, gdy on prowadził nas w zgranym uścisku do sypialni. To była najlepsza noc w moim życiu...
niedziela, 9 lutego 2014
Rozdział XXIV
Pojechaliśmy białą limuzyną do wielkiej perłowej willi z basenem i psami biegającymi wokół. Głównie były to dobermany i rottweilery.
-Nie pogryzą nas?- zapytałam Mika.
-Nie. Spokojnie.
Weszliśmy na posesję, a właściwie wpuścił nas lokaj. Podeszliśmy do drzwi, gdy nagle otworzyła nam siostra Mika.
-Michael! Jak dobrze cię widzieć.
-Ciebie również.
-Wyrosłeś.
-Janet, to jest Jessie. Jessie, to moja siostra Janet.
-Miło mi cię poznać Jessie.
-Wzajemnie.
-Przejdźmy od razu na ty. Chodź do salonu, a ty Mike pójdź pogadać z chłopakami. Są w pokoju muzycznym.
Michael cmoknął mnie w usta i poszedł. Janet zaprowadziła mnie do wielkiego salonu. Siedziało tam stado dziewczyn.
-Siadaj Jessie.
Wszystkie dziewczyny zaczęły mi się przyglądać. Janet usiadła naprzeciwko mnie.
-Wiec chodzisz z Mikiem?
-Tak, na to wygląda.
-Planujecie już ślub?
-Jeszcze się nie zastanawialiśmy nad tym.
-A wspólny dom?
-Mike podsunął mi niedawno taki pomysł, ale jeszcze nie podjęliśmy decyzji.
-A dzieci- zapytała inna dziewczyna.
-...Dzieci? Eeee... To raczej jeszcze nie teraz. Może kiedyś...
-Piękna sukienka- powiedziała Naomi.
-Dziękuję. Wybór Michaela.
-Naprawdę? Ten chłopak ma oko. I nie mówię teraz tylko o sukience.
Wtedy do salonu wszedł Mike. Usiadł przy mnie i wziął mnie na kolana. Wszystkie dziewczyny się wzruszyły i zrobiły "oooooo".
-Nie podrzyj jej sukienki!- ostrzegła go Janet.
-Spokojnie siostrzyczko. Jestem już dorosły.
-Nie mentalnie- zaśmiała się.
-Jestem młody duchem.
Objął mnie w pasie i zaczął muskać nosem moją szyję.
-Całuj, całuj, całuj!- zaczęły krzyczeć dziewczyny.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i położywszy ręce na jego szyi przycisnęłam swoje usta do jego. Tym razem całował mnie z większą pasją i uczuciem, niż zwykle. Teraz byłam stuprocentowo pewna, że mnie kocha. I że ja kocham jego...
-Nie pogryzą nas?- zapytałam Mika.
-Nie. Spokojnie.
Weszliśmy na posesję, a właściwie wpuścił nas lokaj. Podeszliśmy do drzwi, gdy nagle otworzyła nam siostra Mika.
-Michael! Jak dobrze cię widzieć.
-Ciebie również.
-Wyrosłeś.
-Janet, to jest Jessie. Jessie, to moja siostra Janet.
-Miło mi cię poznać Jessie.
-Wzajemnie.
-Przejdźmy od razu na ty. Chodź do salonu, a ty Mike pójdź pogadać z chłopakami. Są w pokoju muzycznym.
Michael cmoknął mnie w usta i poszedł. Janet zaprowadziła mnie do wielkiego salonu. Siedziało tam stado dziewczyn.
-Siadaj Jessie.
Wszystkie dziewczyny zaczęły mi się przyglądać. Janet usiadła naprzeciwko mnie.
-Wiec chodzisz z Mikiem?
-Tak, na to wygląda.
-Planujecie już ślub?
-Jeszcze się nie zastanawialiśmy nad tym.
-A wspólny dom?
-Mike podsunął mi niedawno taki pomysł, ale jeszcze nie podjęliśmy decyzji.
-A dzieci- zapytała inna dziewczyna.
-...Dzieci? Eeee... To raczej jeszcze nie teraz. Może kiedyś...
-Piękna sukienka- powiedziała Naomi.
-Dziękuję. Wybór Michaela.
-Naprawdę? Ten chłopak ma oko. I nie mówię teraz tylko o sukience.
Wtedy do salonu wszedł Mike. Usiadł przy mnie i wziął mnie na kolana. Wszystkie dziewczyny się wzruszyły i zrobiły "oooooo".
-Nie podrzyj jej sukienki!- ostrzegła go Janet.
-Spokojnie siostrzyczko. Jestem już dorosły.
-Nie mentalnie- zaśmiała się.
-Jestem młody duchem.
Objął mnie w pasie i zaczął muskać nosem moją szyję.
-Całuj, całuj, całuj!- zaczęły krzyczeć dziewczyny.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i położywszy ręce na jego szyi przycisnęłam swoje usta do jego. Tym razem całował mnie z większą pasją i uczuciem, niż zwykle. Teraz byłam stuprocentowo pewna, że mnie kocha. I że ja kocham jego...
Rozdział XXIII
Michael i ja siedzieliśmy przez ponad trzy godziny pod sceną oglądając, jak chude dziewczyny kręcą tyłkami przed naszą twarzą. Nie podobało mi się to, ale na szczęście już się skończyło.
-Podobało ci się?- zapytał mnie w drodze powrotnej.
-Nie bardzo. Skromnie ubrane dziewczyny kręcą tyłkami przed twoją twarzą.
-Jessie. Czyż byś była zazdrosna?
-Ja? Skądże znowu? Dlaczego tak myślisz?
-Zarumieniłaś się. Czyli tak. Podoba mi się twoja zazdrość.
-Ale dlaczego?
-Dlatego, że wiem, że ci na mnie zależy.
Zatrzymałam go i położyłam dłonie na jego policzkach.
-Zawsze tak było. I pamiętaj, że to się nie zmieni.
-Mam nadzieję. Mam dzisiaj iść na przyjęcie. Pójdziesz ze mną?
-Przyjęcie? Do kogo?
-Do mojej siostry Janet. Masz ochotę?
-Ależ oczywiście.
-Więc chodźmy poszukać ci sukienki.
Mike wziął mnie za rękę i poszliśmy żeby wybrać mi strój. Spodobała mu się czerwona, ale ja wolałam niebieską. Jednak ubrałam tą, o którą mnie prosił. Potem umyłam włosy, umalowałam się i poszliśmy na przyjęcie...
-Podobało ci się?- zapytał mnie w drodze powrotnej.
-Nie bardzo. Skromnie ubrane dziewczyny kręcą tyłkami przed twoją twarzą.
-Jessie. Czyż byś była zazdrosna?
-Ja? Skądże znowu? Dlaczego tak myślisz?
-Zarumieniłaś się. Czyli tak. Podoba mi się twoja zazdrość.
-Ale dlaczego?
-Dlatego, że wiem, że ci na mnie zależy.
Zatrzymałam go i położyłam dłonie na jego policzkach.
-Zawsze tak było. I pamiętaj, że to się nie zmieni.
-Mam nadzieję. Mam dzisiaj iść na przyjęcie. Pójdziesz ze mną?
-Przyjęcie? Do kogo?
-Do mojej siostry Janet. Masz ochotę?
-Ależ oczywiście.
-Więc chodźmy poszukać ci sukienki.
Mike wziął mnie za rękę i poszliśmy żeby wybrać mi strój. Spodobała mu się czerwona, ale ja wolałam niebieską. Jednak ubrałam tą, o którą mnie prosił. Potem umyłam włosy, umalowałam się i poszliśmy na przyjęcie...
wtorek, 4 lutego 2014
Rozdział XXII
Kiedy otworzyłam oczy leżałam u Mika w objęciach. Wyślizgnęłam się z nich tak, aby go nie obudzić. Po jakimś czasie postanowiłam zwalić go z łóżka.
-Luka. Czy mógłbyś...?
Pies podszedł do Michaela i zaczął lizać jego twarz.
-Luka! Wystarczy! Już dość!
-Czy ty masz zamiar w ogóle dzisiaj wstać?- zapytałam.
-Możliwe.
-To już. Czas leci.
-Jak mnie przekonasz, żebym to zrobił?
Podeszłam powoli do niego, usiadłam na skraju łóżka, przysunęłam twarz blisko jego i szepnęłam:
-Nie chciałbyś wiedzieć.
-A co, jeżeli tak?
-Uwierz mi, że nie. A teraz wstawaj.
Nagle poczułam, jak Mike łapie mnie za rękę. Uśmiechnął się i powiedział:
-Wstanę, jeżeli mnie pocałujesz.
-Pocałuję cię, jeżeli wstaniesz- targowałam się.
Michael zrzucił kołdrę, wstał i złapał mnie w objęcia.
-Może być?- zapytał.
-Myślę, że tak.
Mike nachylił się i delikatnie mnie pocałował. Oplotłam jego szyję ramionami i poddałam się całkiem sile jego rąk. Podtrzymywał mnie jedną ręką. W końcu odsunęłam się od niego.
-Ubieraj się- powiedziałam.
-Dla ciebie wszystko.
Poszłam wybrać Mikowi jakąś koszulę, bo oczywiście sam nie potrafił.
-Dzisiaj mamy przesłuchanie na nowe tancerki. Tylko proszę cię, nie bądź zazdrosna.
-A niby o co? Że jakieś dziewczyny z wielkimi tyłkami będą tańczyć ci przed twarzą? Nie masz się o co martwić.
-Możesz tam być ze mną, jeżeli chcesz.
-A ty tego chcesz?
-Pragnę tego.
-Zgoda. Ale wieczorem robisz kolację.
-Niech ci będzie. To pośpieszmy się, bo to za piętnaście minut.
-Gotowe.
-Szybko ci poszło.
Michael podał mi ramię i poszliśmy na scenę. Stało tam parędziesiąt kobiet.
-To co? Zaczynamy?- zapytał choreograf Mika- Usiądziemy sobie na widowni, a dziewczyny będą robić swoje.
Zasiedliśmy w wygodnych fotelach, a kandydatki zaczęły tańczyć. Poczułam, jak Mike obejmuje mnie jedną ręką w pasie. Włożył mi dłoń pod koszulkę dotykając wyłącznie pasa i zaczął muskać go kciukiem. Oparłam głowę na jego ramieniu...
-Luka. Czy mógłbyś...?
Pies podszedł do Michaela i zaczął lizać jego twarz.
-Luka! Wystarczy! Już dość!
-Czy ty masz zamiar w ogóle dzisiaj wstać?- zapytałam.
-Możliwe.
-To już. Czas leci.
-Jak mnie przekonasz, żebym to zrobił?
Podeszłam powoli do niego, usiadłam na skraju łóżka, przysunęłam twarz blisko jego i szepnęłam:
-Nie chciałbyś wiedzieć.
-A co, jeżeli tak?
-Uwierz mi, że nie. A teraz wstawaj.
Nagle poczułam, jak Mike łapie mnie za rękę. Uśmiechnął się i powiedział:
-Wstanę, jeżeli mnie pocałujesz.
-Pocałuję cię, jeżeli wstaniesz- targowałam się.
Michael zrzucił kołdrę, wstał i złapał mnie w objęcia.
-Może być?- zapytał.
-Myślę, że tak.
Mike nachylił się i delikatnie mnie pocałował. Oplotłam jego szyję ramionami i poddałam się całkiem sile jego rąk. Podtrzymywał mnie jedną ręką. W końcu odsunęłam się od niego.
-Ubieraj się- powiedziałam.
-Dla ciebie wszystko.
Poszłam wybrać Mikowi jakąś koszulę, bo oczywiście sam nie potrafił.
-Dzisiaj mamy przesłuchanie na nowe tancerki. Tylko proszę cię, nie bądź zazdrosna.
-A niby o co? Że jakieś dziewczyny z wielkimi tyłkami będą tańczyć ci przed twarzą? Nie masz się o co martwić.
-Możesz tam być ze mną, jeżeli chcesz.
-A ty tego chcesz?
-Pragnę tego.
-Zgoda. Ale wieczorem robisz kolację.
-Niech ci będzie. To pośpieszmy się, bo to za piętnaście minut.
-Gotowe.
-Szybko ci poszło.
Michael podał mi ramię i poszliśmy na scenę. Stało tam parędziesiąt kobiet.
-To co? Zaczynamy?- zapytał choreograf Mika- Usiądziemy sobie na widowni, a dziewczyny będą robić swoje.
Zasiedliśmy w wygodnych fotelach, a kandydatki zaczęły tańczyć. Poczułam, jak Mike obejmuje mnie jedną ręką w pasie. Włożył mi dłoń pod koszulkę dotykając wyłącznie pasa i zaczął muskać go kciukiem. Oparłam głowę na jego ramieniu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)