kursor

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział XXXI

Obudziłam się rano. Mój narzeczony siedział na fotelu, który znajdował się na dużym balkonie. Był ubrany w jeansy i białą koszulę. Podpierał brodę ręką, tak jakby się nad czymś zastanawiał. Podeszłam do niego od tyłu i złapałam lekko za ramiona.

-Hej- powiedział.

-Hej. Dobrze spałeś?

Po chwili ciszy odrzekł:

-W miarę. A ty?

-Mogło być lepiej. Plecy strasznie mnie bolą.

-Pomasować ci je?

-Może później. Pójdę się ubrać. Pamiętasz, że dzisiaj mam badania?

-Oczywiście, że tak. Jak mógłbym zapomnieć?

Cmoknęłam Mika w policzek i poszłam poszukać jakiś ciuchów. Ubrałam koszulkę z krótkim rękawem, bluzę, jeansy i trampki.

-Gotowy?- zapytałam.

-Tak, już idę.

Michael wziął klucze do auta i pojechaliśmy do lekarza.

-Witam serdecznie. Proszę, niech się pani położy, a ja zrobię badanie.

-Kochanie, jesteś pewien, że chcesz tu zostać?

-Nie zostawię cię.

Doktor zaczął badanie ginekologiczne. Zniesmaczył mnie trochę widok krwi. Michael zrobił wielkie oczy.

-K - k - k - kre - krew...

-Mike, wszystko dobrze?

Nagle zemdlał. Doktor szybko skończył badać mój brzuch, po czym przyniósł wiadro wody i oblał Mika. Wsiedliśmy potem do auta. Z Michaela skapywała woda. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.

-Widzę, że cię to śmieszy.

-Wcale nie.

Spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.

-Co mówił lekarz?

-Że z płodem wszystko dobrze, a następna wizyta będzie za półtora miesiąca.

-A kiedy powiemy innym, że jesteś w ciąży?

-Naprawdę chcesz im powiedzieć?

-Chcę. Lepiej teraz, niż jak się sami zorientują.

-Zgoda. To po obiedzie możemy im powiedzieć.

-Pamiętaj, że musisz dbać o swoje zdrowie.

-Pamiętam, dlatego nie zajadam się tymi wszystkimi świństwami.

-Będę cię pilnował.

Po zjedzeniu obiadu, albo jak to w moim przypadku czegoś, czego jedzeniem nie można nazwać, Mike i ja poszliśmy na scenę, gdzie wszyscy pracowali. Stanęliśmy na środku. Michael złapał mnie w pasie jedną ręką i zawołał:

-Przepraszam! Chciałbym coś ogłosić.

Wszyscy podeszli  pod scenę.

-Jess i ja... spodziewamy się dziecka.

Wszyscy się zerwali, żeby złożyć nam gratulacje. Po godzinie wróciliśmy do pokoju. Luka spał sobie spokojnie w kącie. Mike opadł na fotel zmęczony tym wszystkim. Usiadłam na podłokietniku i powiedziałam:

-To chyba ja powinnam być bardziej zmęczona.

-Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

-Na jakiej? Noszę w sobie twoje dzieło- zaśmiałam się.

-Chyba nasze dzieło.

-No dobra, nasze.

Mike ostrożnie posadził mnie sobie na kolanach i zaczął całować moją szyję.

-Co ty robisz?

-To co widzisz.

Mike zaniósł mnie na łóżko. Zaczął łapczywie całować moją szyję i ramiona. Zerwał moją koszulkę i już chciał odpinać mój stanik, kiedy go powstrzymałam.

-Michael, nie.

-Dlaczego?

-Jestem w ciąży. Teraz nie możemy tego robić.

Spojrzał na mnie zawiedziony. Wstał ze mnie i usiadł na skraju łóżka.

-Przepraszam- powiedziałam.

-Nie, to nie twoja wina. Byłem zbyt nachalny. Muszę się hamować.

-Wiesz Mike, gdyby nie dziecko...

-Wiem kochanie. Już dobrze.

-Naprawdę przepraszam.

Złapał moją dłoń i pogłaskał ją kciukiem.

-Kocham cię- uśmiechnął się.

-Ja też cię kocham. Podwieziesz mnie do Mii?

Po chwili zastanowienia Mike odrzekł:

-Dobrze. Chodźmy.

Wsiedliśmy do auta i podjechaliśmy pod blok w środku miasta.

-Dziękuję kochanie- pocałowałam go w policzek.

-Może pomogę ci wejść?

Spojrzałam na niego z uniesioną brwią.

-Chyba nie jestem jeszcze aż tak gruba, co?

-Nie, ale...

-Dam sobie radę. Nie jestem w siódmym miesiącu. Pa.

-Pa...

Mia otworzyła mi drzwi.

-Gotowa na przymierzanie sukienek?

-Można tak powiedzieć.

Poszłyśmy do sklepu z sukniami ślubnymi. Mike nic nie wiedział, bo chciałam zrobić mu niespodziankę.

-A może ta?

-Mia, ja za dwa miesiące będę troszkę grubsza.

-A, racja. Poczekaj.

Po chwili przybiegła z podobną suknią, ale troszkę większą w pasie.

-Może być?- zapytała, kiedy założyłam.

Dotknęłam swojego brzucha i uśmiechnęłam się sama do siebie.

-Będzie idealna- powiedziałam cicho- Dziękuję ci. Chcesz zostać moją druhną?

 -Oczywiście, że tak.

Przytuliłam ją i wróciłam do domu. Mika nie było. Te dwa miesiące minęły bardzo szybko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz