Obudziłam się rano. Mój narzeczony siedział na fotelu, który znajdował się na dużym balkonie. Był ubrany w jeansy i białą koszulę. Podpierał brodę ręką, tak jakby się nad czymś zastanawiał. Podeszłam do niego od tyłu i złapałam lekko za ramiona.
-Hej- powiedział.
-Hej. Dobrze spałeś?
Po chwili ciszy odrzekł:
-W miarę. A ty?
-Mogło być lepiej. Plecy strasznie mnie bolą.
-Pomasować ci je?
-Może później. Pójdę się ubrać. Pamiętasz, że dzisiaj mam badania?
-Oczywiście, że tak. Jak mógłbym zapomnieć?
Cmoknęłam Mika w policzek i poszłam poszukać jakiś ciuchów. Ubrałam koszulkę z krótkim rękawem, bluzę, jeansy i trampki.
-Gotowy?- zapytałam.
-Tak, już idę.
Michael wziął klucze do auta i pojechaliśmy do lekarza.
-Witam serdecznie. Proszę, niech się pani położy, a ja zrobię badanie.
-Kochanie, jesteś pewien, że chcesz tu zostać?
-Nie zostawię cię.
Doktor zaczął badanie ginekologiczne. Zniesmaczył mnie trochę widok krwi. Michael zrobił wielkie oczy.
-K - k - k - kre - krew...
-Mike, wszystko dobrze?
Nagle zemdlał. Doktor szybko skończył badać mój brzuch, po czym przyniósł wiadro wody i oblał Mika. Wsiedliśmy potem do auta. Z Michaela skapywała woda. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Widzę, że cię to śmieszy.
-Wcale nie.
Spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Co mówił lekarz?
-Że z płodem wszystko dobrze, a następna wizyta będzie za półtora miesiąca.
-A kiedy powiemy innym, że jesteś w ciąży?
-Naprawdę chcesz im powiedzieć?
-Chcę. Lepiej teraz, niż jak się sami zorientują.
-Zgoda. To po obiedzie możemy im powiedzieć.
-Pamiętaj, że musisz dbać o swoje zdrowie.
-Pamiętam, dlatego nie zajadam się tymi wszystkimi świństwami.
-Będę cię pilnował.
Po zjedzeniu obiadu, albo jak to w moim przypadku czegoś, czego jedzeniem nie można nazwać, Mike i ja poszliśmy na scenę, gdzie wszyscy pracowali. Stanęliśmy na środku. Michael złapał mnie w pasie jedną ręką i zawołał:
-Przepraszam! Chciałbym coś ogłosić.
Wszyscy podeszli pod scenę.
-Jess i ja... spodziewamy się dziecka.
Wszyscy się zerwali, żeby złożyć nam gratulacje. Po godzinie wróciliśmy do pokoju. Luka spał sobie spokojnie w kącie. Mike opadł na fotel zmęczony tym wszystkim. Usiadłam na podłokietniku i powiedziałam:
-To chyba ja powinnam być bardziej zmęczona.
-Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
-Na jakiej? Noszę w sobie twoje dzieło- zaśmiałam się.
-Chyba nasze dzieło.
-No dobra, nasze.
Mike ostrożnie posadził mnie sobie na kolanach i zaczął całować moją szyję.
-Co ty robisz?
-To co widzisz.
Mike zaniósł mnie na łóżko. Zaczął łapczywie całować moją szyję i ramiona. Zerwał moją koszulkę i już chciał odpinać mój stanik, kiedy go powstrzymałam.
-Michael, nie.
-Dlaczego?
-Jestem w ciąży. Teraz nie możemy tego robić.
Spojrzał na mnie zawiedziony. Wstał ze mnie i usiadł na skraju łóżka.
-Przepraszam- powiedziałam.
-Nie, to nie twoja wina. Byłem zbyt nachalny. Muszę się hamować.
-Wiesz Mike, gdyby nie dziecko...
-Wiem kochanie. Już dobrze.
-Naprawdę przepraszam.
Złapał moją dłoń i pogłaskał ją kciukiem.
-Kocham cię- uśmiechnął się.
-Ja też cię kocham. Podwieziesz mnie do Mii?
Po chwili zastanowienia Mike odrzekł:
-Dobrze. Chodźmy.
Wsiedliśmy do auta i podjechaliśmy pod blok w środku miasta.
-Dziękuję kochanie- pocałowałam go w policzek.
-Może pomogę ci wejść?
Spojrzałam na niego z uniesioną brwią.
-Chyba nie jestem jeszcze aż tak gruba, co?
-Nie, ale...
-Dam sobie radę. Nie jestem w siódmym miesiącu. Pa.
-Pa...
Mia otworzyła mi drzwi.
-Gotowa na przymierzanie sukienek?
-Można tak powiedzieć.
Poszłyśmy do sklepu z sukniami ślubnymi. Mike nic nie wiedział, bo chciałam zrobić mu niespodziankę.
-A może ta?
-Mia, ja za dwa miesiące będę troszkę grubsza.
-A, racja. Poczekaj.
Po chwili przybiegła z podobną suknią, ale troszkę większą w pasie.
-Może być?- zapytała, kiedy założyłam.
Dotknęłam swojego brzucha i uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Będzie idealna- powiedziałam cicho- Dziękuję ci. Chcesz zostać moją druhną?
-Oczywiście, że tak.
Przytuliłam ją i wróciłam do domu. Mika nie było. Te dwa miesiące minęły bardzo szybko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz