kursor

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział XXI

Nie wiedziałam co zrobić. Patrzyłam mu w oczy i analizowałam sytuację. Fakt numer jeden: właśnie całowałam się z moim idolem. Fakt numer dwa: tak zasadniczo to on pocałował mnie. Fakt numer trzy: właśnie siedzę mu na kolanach. Mike był tak wysoki, że był ze mną równy, a nawet parę centymetrów wyższy. Oddychaliśmy ciężko. Nie sądziłam, że to takie uczucie.

-To... było...

-Tak...- zgodziłam się- Ale następnym razem będziesz się musiał bardziej postarać.

Mike uśmiechnął się. Zeszłam mu z kolan i odwróciłam się przodem do drzwi, a tyłem do niego. Nagle do kuchni wbiegł jeden z chłopców.

-Mike, chodź! Gramy w kolory!

-Już idę.

Kiedy mnie mijał szepnął mi do ucha:

-Lepiej mnie nie kuś.

Czułam, że się rumienię. Tak naprawdę chciałam, aby ta chwila dalej trwała, ale nie mogłam mu tego powiedzieć. Po chwili wyszłam do słonecznego ogródka, gdzie Mike grał z chłopcami. Usiadłam na krześle przy stoliku i przeglądałam papiery, układając dla niego grafik. Nagle poczułam lekki dotyk na policzku.

-Co robisz?- zapytał.

-Układam ci grafik.

-Pomóc ci?

-To nie jest takie proste.

-Chyba jestem już duży i dam sobie radę, co?

-Mam nadzieję.

Mike wziął krzesło i usiadł obok. Dałam mu długopis i czekałam, aż skończy.

-Gotowe.

-Szybko ci poszło. Pokaż.

Po chwili dodałam:

-A uwzględniłeś przerwy na odpoczynek?

-Ups...

-No właśnie. Chyba, że jesteś samowystarczalny i nie musisz odpoczywać.

-Mam nadzieję, że poprawisz moje wypociny.

-Od czego mnie masz?

-Nie tylko po to.

Odwróciłam się i posłałam mu znaczący wzrok, ale ten tylko uśmiechnął się czarująco.

-Idź lepiej pobaw się z chłopcami.

Poszedł. Po parunastu minutach poczułam coś zimnego na plecach. Odwróciłam się, a tam stał Michael z pistoletem na wodę. Zauważyłam, że koło węża stoi wiadro wody. Wzięłam je i zaczęłam iść na Mika. Po kilku minutach dogoniłam go i oblałam. Był cały mokry. Nie zostało z niego nic suchego.

-No dobra. Wygrałaś. W nagrodę dostaniesz ode mnie wielki uścisk.

-Nawet nie próbuj!- krzyknęłam ze śmiechem.

Niestety nie zdążyłam uciec, zanim porwał mnie w objęcia i zmoczył. Przytulając mnie głaskał przy okazji moje plecy.

-Miło- odrzekł.

-Jak dla kogo.

W końcu mnie puścił. Obiecałam mu, że jeszcze się zemszczę. Wróciliśmy do studia. Umyłam się, przebrałam w piżamę i wróciłam do pokoju. Czekał tam na mnie Mike. Kiedy mnie zobaczył wstał, podszedł i objął w pasie.

-Słodka piżamka- powiedział.

-Czy ty czegoś oczekujesz?

-Może.

Nachylił się i lekko mnie pocałował. Mike usiadł i wziął mnie na kolana.

-Może pozwolisz mi się wyspać?

-A co, jeżeli nie?

-To jutro nie będę mogła układać ci grafiku i strojów.

-Ostro grasz. No dobra.

Położyłam się, przykryłam kocem i zamknęłam oczy. Nagle poczułam lekki pocałunek na szyi.

-Przestań! To łaskocze!

Nagle Mike zaczął obcałowywać całą moją szyję. Kręciłam się, wyrywałam, ale on był za silny. Przygwoździł mnie do materaca i całował.

-Mike, starczy! Muszę się wyspać!

-No dobrze, ale jutro mi się nie wywiniesz od buziaków.

-Ale to jutro, a teraz idę już spać.

Po chwili zasnęłam. Następny dzień bardzo szybko nadszedł...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz