Następnego dnia Michael miał jechać do domu dziecka, aby odwiedzić maluchy. Od razu zapytały:
-Pograsz z nami w piłkę?
-Jasne.
-Mike.
-Tak?
-Nie wiem czy zauważyłeś, ale ty kulejesz jeszcze.
-Będzie dobrze. Nie martw się.
Mike stanął na bramce. W jednej sekundzie chłopiec kopnął piłkę, która uderzyła Michaela w krocze. Król popu upadł na kolana.
-O żesz...
Podeszłam do niego i nachyliłam się nad leżącym Mikiem.
-Dalej sądzisz, że będzie dobrze?
-Nie w stu procentach- powiedział piskliwie.
Pomogłam mu wstać. Poszliśmy razem do kuchni i wyjęłam worek lodu. Wziął go ode mnie i przyłożył do bolącego miejsca. Usiadłam na przeciwko.
-Może chcesz więcej lodu?
-Nie, dziękuję.
-Bardzo boli.
Pokiwał głową.
-Nie masz za dużo szczęścia ostatnio, co?
-Chyba nie.
-Kupię ci kotka na pocieszenie- zażartowałam.
-Byłoby miło.
Zaśmiałam się. Mike delikatnie się zbliżył. Położył mi dłoń na policzku i delikatnie pocałował. Czułam jego miłość w każdym najdelikatniejszym ruchu. Złapał mnie za szlufki od spodni i przyciągnął na swoje kolana. Odsunęłam się na chwilę.
-Nie boli cię noga?- zapytałam.
-Na razie nie- po czym znów mnie pocałował.
Wszystkie moje szare komórki obudziły się do życia. To było jak piękny sen...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz