kursor

wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział XVIII

Pewnego ranka usłyszałam huk. Od razu pobiegłam do Michaela. Nie zawahałam się ani chwili i wbiegłam do środka. Zobaczyłam go na ziemi. Trzymał się za nogę. Podbiegłam do niego i klękłam obok.

-Mike! Co się stało?!

-Noga.

-Pokaż. 

Odsłoniłam jego zabandażowaną łydkę. Mocno krwawiła. 

-Musimy zmienić ci bandaż i odkazić ci ranę. To może trochę boleć. 

Wzięłam z apteczki spirytus i bandaż. Odwinęłam mu stary i namoczyłam wacik spirytusem. Mike krzyknął z bólu.

-Przepraszam. Wytrzymaj jeszcze chwilę. Tylko założę opatrunek.

Ciężko oddychał. Musiało go bardzo boleć. Potem przytuliłam się do niego, aby go uspokoić. Mocno mnie objął dysząc. 

-Cśśśśśśśś- uspokajałam go- Już wszystko w porządku. Spróbujesz usiąść?

Pokiwał głową. Pomogłam mu wstać i usiadł na łóżku, a ja obok niego. 

-To wygląda coraz gorzej...

-Wiem. To chyba koniec kariery.

-Na pewno znajdziemy jakiś lek.

-Jeden na świecie taki istnieje. Sprzedają go na bazarze niedaleko, ale to bardzo niebezpieczna okolica. Obiecaj mi, że nie pójdziesz tam sama.

-Obiecuję.

Mike zmierzył mnie wzrokiem.

-No dobra. Pozwolisz, że jeszcze trochę pośpię? Miałem ciężką noc.

-Jasne.

-To dobranoc.

-Dobranoc.

Zamknęłam za sobą drzwi. No to czas na bazar. Wiem, że Michaelowi obiecałam co innego, ale nie mogłam pozwolić, aby tak cierpiał. Wzięłam ze sobą Lukę. Poszłam z nim po to lekarstwo. Było tam naprawdę niebezpiecznie. Co chwilę nas ktoś zaczepiał. Luka nie przestawał warczeć. W końcu doszłam do stoiska.

-Dzień dobry. Szukam pewnego leku...

-Niech zgadnę. Krwawienie z rany i ostry ból?

-Tak, ale skąd pan...

-Nie pytaj. To będzie sto dolarów.

-Sto dolarów?!

-Ten lek normalnie kosztuje dwieście, ale kto by u mnie taki kupił?

-Zgoda.

Zapłaciłam kupcowi i wróciłam do Mika. Po drodze spotkałam jego choreografa.

-Nie wie pan, gdzie jest Michael?

-Chyba właśnie się obudził.

-Dziękuję.

Poszłam do jego garderoby. Zapukałam.

-Proszę.

Weszłam dokładnie wtedy, kiedy chciał zakładać koszulkę. Kiedy zobaczyłam jego wyrzeźbione ciało zamarło mi dech w piersiach i stanęłam jak wryta.

-Jessie- dopiero wtedy się ocknęłam- Czy to jest to co myślę?

Spojrzałam na butelkę z lekarstwem. Michael założył ręce na piersi i westchnął. 

-Prosiłem, żebyś tam nie szła. 

-Musiałam. Nie mogłam patrzyć jak cierpisz. 

Podszedł bardzo blisko mnie i założył kosmyk moich włosów za ucho.

-Jestem dorosłym człowiekiem. Zdzierżę wszystko.To nic takiego.

Po chwili patrzenia sobie nawzajem w oczy dodał:

-Ale odważna jesteś.

Zarumieniłam się. Wreszcie coś zaczęło iść dobrze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz