kursor

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział XIV

Jechaliśmy z Michaelem przez jakieś trzy godziny. Byłam totalnie zmęczona, kiedy dojechaliśmy na miejsce.

-Chcesz się położyć?- zapytał Mike.

-Ale tylko na chwilę.

Poszłam do mojego pokoju. Zamiast się rozpakowywać, rzuciłam się na łóżko. Zasnęłam po paru minutach. Obudziłam się w nocy. Michael zdejmował kostium. Kiedy zdjął koszulkę stłumiłam pisk. Miał mocne mięśnie i bardzo zadbane ciało. Odwrócił się. Uśmiechnął się do mnie i klęknął przy łóżku.

-Hej. Przepraszam, że cię obudziłem.

-Nic się nie stało. Ale czemu byłeś w kostiumie?

-Miałem próby. Przespałaś cały dzień.

-Głowa mnie bolała. Byłam zmęczona.

-To dobrze, że odpoczęłaś. Widzę, że Luka przez cały czas cię pilnuje- powiedział i spojrzał na leżącego koło łóżka owczarka.

-Zdaje mi się czasem, że jest takim jakby moim...

-Opiekunem?

-Zgadza się. Ale to nie znaczy, że nie doceniam ciebie.

Mike położył się koło mnie na łóżku. Przytuliłam się do niego. Było mi tak wygodnie. Obudziwszy się rano zauważyłam Lukę stojącego pod drzwiami.

-Co jest piesku?- zapytałam przecierając oczy.

Potrząsnął głową. Wtedy wszedł Michael. A właściwie to wjechał z wózkiem restauracyjnym.

-Śniadanie!- poinformował mnie.

Usiadłam na łóżku.

-Dzisiaj szef kuchni poleca: omlet z szynką, kawa, tosty z miodem i kawałek sernika.

-Sam robiłeś?

-A jeżeli powiem, że tak?

-To znaczy, że kłamiesz.

-Nie koniecznie.

-Tak? A co zrobiłeś sam?

Mike spuścił głowę i mruknął:

-Kawę.

-To i tak nieźle- podniosłam go na duchu.

Uśmiechnął się.

-Z ekspresu?- zapytałam.

-Nie tym razem.

-To czuć, bo kawę po zalaniu trzeba pomieszać.

Zaczął się jąkać.

-No bo... Bo to jest takie trudne. Tyle łyżeczek kawy, tyle wody i jeszcze gorącej, a potem jeszcze dokładnie wymieszać.

-Jak chcesz, to nauczę cię jak odnaleźć się w kuchni.

-Naprawdę?

-Jasne. Zaczniemy od kawy.

-Z chęcią, ale zaraz mam sesję z kotami.

-Luka chyba będzie je ganiał przez cały dzień.

-Oj wydaje mi się, że będzie na odwrót.

-Co masz na myśli?

Uśmiechnął się.

-Ubierz się i spotkamy się na scenie koło kulis.

Wyszedł. Ubrałam jeansy, koszulkę, trampki i poszłam w umówione miejsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz