kursor

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział XVII

Siedziałam z Michaelem cały dzień. Ani na moment nie puszczałam jego dłoni.

-Długo leciałem?

-Nie aż tak. Jakieś parę sekund. Za to mocno byłeś poturbowany.

-Przepraszam cię za to.

-To nie twoja wina. A poza tym nie pozwoliłabym ci startować, gdyby wyścig nie byłby na cel charytatywny.

Po obiedzie zaczęłam czytać mu książkę. Usiadłam obok niego wertując kolejne strony. Widocznie Anioł Stróż nie opuścił ani Michaela, ani mnie. Wieczorem przyszedł producent.

-Cześć Mike. Jessie, może jedź do studia i lepiej się wyśpij. Teraz ja z nim posiedzę.

Spojrzałam na Michaela. Odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy.

-Idź. Nigdzie się nie wybieram.

Zawahałam się tylko przez chwilę, po czym nachyliłam się nad nim i pocałowałam w policzek. Wzięłam swoje rzeczy i pomachałam mu na pożegnanie. Odmachał mi z uśmiechem. Wróciłam do studia, aby trochę odpocząć. Bardzo się o niego martwiłam. Nie wiedziałam, czy wyjdzie z tego. Miałam szczerą nadzieję. Kiedy weszłam do pokoju zobaczyłam Lukę, śpiącego na łóżku. Zawsze kiedy tak robił karciłam go i wyganiałam z materaca, ale tym razem pozwoliłam mu spać ze mną. Miałam ogromną ochotę się do kogoś przytulić tej nocy. Śnił mi się Michael. Siedzieliśmy razem na łące patrząc na zachód słońca. Nie miał ani jednego zadrapania. Jego ręka była bez gipsu i zdrowa. Trzymał moją dłoń, a ja opierałam głowę o jego ramię. W końcu się obudziłam. Ubrałam się, uczesałam, umyłam i poszłam do szpitala. Producent dalej siedział z Mikiem. Widziałam ich przez szybę. Zapukałam cicho. Michael obejrzał się na mnie i uśmiechnął.

-Zmiana warty- odrzekłam żartobliwie.

-Ok Mike, to ja wpadnę wieczorem. Do zobaczenia.

Wyszedł. Pocałowałam go w czoło i usiadłam obok.

-Jak się dzisiaj ma nasz rajdowiec?

-Chyba kaskader. Trochę lepiej, ale boli mnie w okolicy żeber.

-Mam zobaczyć?

Mike podniósł koszulkę. Miał tam bandaż. Odsunęłam go i zobaczyłam bardzo nieładne zadrapanie.

-Trochę cię poboli, mój drogi. Masz tam spore zadrapanie.

Opuściłam mu koszulę i poprawiłam jego czarne włosy.

-Cieszę się, że jesteś- odrzekł.

Zarumieniłam się.

-Kiedy wychodzisz?

-Chyba za jakieś dwa tygodnie. Tylko będę miał problemy z chodzeniem.

-Uszkodziłeś sobie nogę?

-Mam rozciętą łydkę. Będę musiał ją w domu ćwiczyć.

-A co z tańcem?

-Na razie nie ma mowy. Zobaczymy co potem.

Po dwóch tygodniach Michael wrócił do studia. Co prawda chodził o kuli, ale coraz lepiej mu szło. Miałam nadzieję, że wyzdrowieje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz