Weszłam wielkimi drzwiami na uniwersytet. Już przy wejściu doczepili się moi przyjaciele. Wykapany sportowiec Josh, królowa mody Amanda, mistrz karate z Japonii Jack i mózg operacji Bradley.
-Hej piękna- powiedział Josh, obejmując mnie ramieniem.
-Hej Josh- powiedziałam wzdychając znudzona.
-Gdzie byłaś?
Spojrzałam na Janet. Zastanawiałam się, czy to aby dobry pomysł, żeby powiedzieć im prawdę. Kiwnęła głową.
-Byłam... na Tournee z... Michaelem Jacksonem.
Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni, a po chwili wybuchnęli śmiechem.
-Zawsze umiałaś żartować- powiedzieli.
Spuściłam głowę i szłam za nimi ponura.
-Nie martw się. ja ci wierzę- powiedziała Janet.
Cieszyłam się, że chociaż jedna osoba mi wierzy. Wyobraziłam go sobie wychodzącego z basenu z mokrymi, opadającymi mu na oczy włosami. Nagle Janet klepnęła mnie w ramię.
-O czym myślisz?
-O niczym.
-Już wiem. Myślisz o nim.
Westchnęłam.
-On... był idealny.
-Wierzę ci. Znam ten ból, kiedy wam nie wychodzi.
Uśmiechnęłam się na siłę, aby pokazać, że jest jeszcze we mnie resztka szczęścia, mimo, że moja miłość umarła. Minęły te dwa bolesne miesiące. Poszłam z Janet i Amber do centrum handlowego, aby kupić sukienkę na bal, chociaż szczerze mówiąc nie miałam ochoty na niego iść. Ale obiecałam Janet. Cóż zrobić? Może nie będzie tak źle.
-Przymierz tą- powiedziała Amber, podając mi sukienkę błękitną, jak niebo.
Przebrałam się i wyszłam pokazać się moim przyjaciółkom.
-Wyglądasz bajecznie. Obróć się.
Zrobiłam jedno kółko w lewą, a potem w prawą stronę. Nagle, kiedy spojrzałam w lewo na okno dostrzegłam przez ułamek sekundy czarne loki, które od razu zniknęły. "Co raz ze mną gorzej"- pomyślałam. Tego wieczoru odbył się bal. Siedziałam przy stoliku z przyjaciółmi, kiedy szkolny przystojniak i kapitan drużyny koszykarskiej Jake poprosił mnie do tańca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz