kursor

środa, 25 grudnia 2013

Rozdział VI

Michael zabrał mnie do ekskluzywnej restauracji. O dziwo nikt nie zwracał na nas uwagi. Czy naprawdę siedzą tu aż takie snoby? A może tylko tak mi się wydaje. Albo ja jestem niezrównoważona. Ech, mam paranoję. Kelner podał nam karty. Zamówiłam sałatkę, a Mike... w sumie to sama nie wiem co. Po kolacji Michael zabrał mnie do parku. Było świetnie. Stanęliśmy nas jeziorkiem. Mike wziął płaski kamyk i rzucił kaczkę.

-Pięknie tu- powiedziałam.

-Zgadza się. Szkoda, że mało osób to doceniało.

-Co masz na myśli?

-Zawsze kiedy zapraszałem jakąś dziewczynę na spacer, to ona zamiast cenić piękno parku, patrzyła tylko na mnie i to, że jestem sławny. Niektóre patrzyły tylko na mój portfel.

-Mnie nie obchodzi jak bardzo jesteś sławny, albo jak bardzo masz wypchany portfel. Mnie obchodzi tylko to, jaki jesteś. Czy się nie puszysz jak paw, jaki jesteś i czy obchodzi cię coś oprócz własnego nosa.

Uśmiechnął się i powiedział:

-Mam nadzieję, że jak na razie cię nie zawiodłem.

-Nie, jeszcze nie, ale lepiej się pilnuj- powiedziałam żartobliwie.

-Wracając do tych spacerów... Skończyłem z nimi trzy lata temu.

-To co ja tu robię?

-Zrobiłem mały wyjątek- puścił mi oko.

Zarumieniłam się.

-Mam się czuć wyróżniona?

-Dla mnie na pewno.

Szliśmy przez park, kiedy poczułam ciepło na dłoni. Mike złapał ją lekko i w drodze powrotnej głaskał ją kciukiem. Kiedy wróciliśmy przebrałam się w spodnie i koszulkę. Siedziałam z Michaelem w jego garderobie na kanapie i oglądaliśmy mecz. Zaczęliśmy się rzucać żelkami i popcornem. Po skończonej wojnie zaczęłam wyciągać Michaelowi ziarenka popcornu i żelki z włosów. Potem on, a na końcu otarł moje oczy i spojrzał w nie.

-Masz piękne oczy- powiedział.

-Dziękuję.

Nagle padła bramka. Oparłam się o oparcie i zaczęłam zasypiać. Obudziłam się rano wtulona w pierś Michaela. Była twarda i mocno wyrzeźbiona. Spał. Trzymał mnie w objęciach, żeby nie było mi zimno. Niedługo potem się obudził.

-Dzień dobry- powiedział.

-Dzień dobry- odrzekłam i wstałam.

Mike spojrzał na zegarek na ręce i westchnął.

-Ech, za dwie godziny mam przymiarkę strojów. Lepiej chodźmy na śniadanie.

Poszliśmy razem do jadalni. Potem Michael i ja zaczęliśmy dobierać mu stroje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz