Mike wyskoczył na scenę z zapadni, a tłum zaczął piszczeć i wyć. To prawda, że ten mężczyzna potrafi zwalić z nóg. Po paru sekundach zza jego pleców wyskoczyli tancerze. Najpierw, aby rozgrzać publiczność zaśpiewał "Billie Jean". Potem "Jam" i "Don't stop till you get enough". Na sam koniec stanął na środku sceny, bez muzyki, i powiedział do publiczności:
-Ten koncert chciałem zadedykować pewnej... wyjątkowej osobie i gdyby nie ona nie byłoby mnie tu dzisiaj. Jessie! Chodź do nas!
Przez dwie sekundy zbierałam myśli, ale już po chwili wybiegłam do niego. Stanęłam obok, a on złapał moją dłoń. Tłum piszczał i krzyczał na nasz widok. Potem razem zeszliśmy za kulisy. Zanim zdążyłam pomyśleć rzuciłam mu się na szyję i mocno uściskałam. Po chwili oprzytomniałam i puściłam go. Spodziewałam się jakiegoś komentarza na temat mojego zachowania, ale on tylko się uśmiechnął.
-Pamiętam, że dzisiaj obiecałem ci wspólną kolację. Pozwól, że tylko się przebiorę i wezmę prysznic.
-Nie musisz się śpieszyć.
-Aha, no właśnie. Ginny!- zawołał Mike, a po chwili przybiegła kobieta z czarnymi włosami - Czy mogłabyś dobrać Jessie jakąś sukienkę? Mamy dzisiaj kolację.
-Oczywiście, proszę pana. Chodźmy.
Poszłam z Ginny do garderoby. Dobrała mi błękitną sukienkę i umalowała mnie. Oczywiście bez przesady. Potem jeszcze rozczesałam swoje brązowe, proste włosy. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Ginny otworzyła drzwi. Wszedł Michael w czarnym garniturze z krawatem. Pachniał słodko.
-Gotowa?
-Jak najbardziej.
Mike podał mi ramię i wyruszyliśmy na kolację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz