Moje uczucia były rozwiewane jak liście na wietrze. Nie wierzyłam przez jakiś czas, że całowałam się z Michaelem. A dłużej, że go zostawiłam. Za dwa miesiące walentynki. Świat się na mnie uwziął. Rodzice powitali mnie w drzwiach, ale ja nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Wiem, że może się to wydawać okrutne, ale miałam wtedy złamane serce. Od razu po pocałunku musiałam zostawić mężczyznę moich marzeń. Nienawidzę się za to.
-Jessie, musisz się podnieść. Nie udało wam się. Trudno. Wiem jak ci jest ciężko, ale nie możesz pogrążać się w rozpaczy. Masz dopiero dwadzieścia jeden lat. Jeszcze całe życie przed tobą- powiedziała pewnego dnia.
-Wiem mamo, ale on... to był ten jedyny.
Podeszła do mnie i objęła mnie ramieniem.
-Faceci potrafią czasem zawrócić w głowie, to prawda, ale nie dajmy się zwariować. Też miałam takie problemy, ale wszystko się ułożyło. Nie przejmuj się. Jeszcze znajdziesz kogoś wyjątkowego.
-"Ale ja chcę jego"- pomyślałam.
Czas do szkoły. Spakowałam podręczniki, pogłaskałam mojego nowego psa Lukę i ruszyłam szerokim, białym chodnikiem, który przypominał mi jego marynarkę. Chyba naprawdę się zakochałam. I to poważnie. Wszystko mi o nim przypominało. Nawet jakiś głupi chodnik!
-Jessie!
To była moja przyjaciółka Janet. Nie zatrzymałam się, tylko szłam dalej. Podbiegła do mnie.
-Gdzie byłaś?
-Nigdzie.
-No powiedz.
-I tak mi nie uwierzysz.
-No proszę.
-Byłam z Michaelem Jacksonem na jego koncertach i dobierałam mu stroje.
-A tak na serio?
-Widzisz? Mówiłam.
-No dobra, dajmy na to, że ci wierzę. To... czemu wyjechałaś?
-Nie... nie udało nam się.
-W jakim sensie?
-Dosłownym.
-Podarował mi szczeniaka na pożegnanie i wróciłam do domu.
Po chwili ciszy Janet zapytała mnie:
-Idziesz na bal walentynkowy?
-Nie wiem.
-Możesz pójść ze mną i Jeffem. Proszę, proszę, proszę...
-Zgoda.
-Jej!
Stanęłam przed uniwerkiem. Czas na naukę. Zaczyna się szkoła przetrwania...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz