kursor

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział IX

Moje uczucia były rozwiewane jak liście na wietrze. Nie wierzyłam przez jakiś czas, że całowałam się z Michaelem. A dłużej, że go zostawiłam. Za dwa miesiące walentynki. Świat się na mnie uwziął. Rodzice powitali mnie w drzwiach, ale ja nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Wiem, że może się to wydawać okrutne, ale miałam wtedy złamane serce. Od razu po pocałunku musiałam zostawić mężczyznę moich marzeń. Nienawidzę się za to.

-Jessie, musisz się podnieść. Nie udało wam się. Trudno. Wiem jak ci jest ciężko, ale nie możesz pogrążać się w rozpaczy. Masz dopiero dwadzieścia jeden lat. Jeszcze całe życie przed tobą- powiedziała pewnego dnia.

-Wiem mamo, ale on... to był ten jedyny.

Podeszła do mnie i objęła mnie ramieniem.

-Faceci potrafią czasem zawrócić w głowie, to prawda, ale nie dajmy się zwariować. Też miałam takie problemy, ale wszystko się ułożyło. Nie przejmuj się. Jeszcze znajdziesz kogoś wyjątkowego.

-"Ale ja chcę jego"- pomyślałam.

Czas do szkoły. Spakowałam podręczniki, pogłaskałam mojego nowego psa Lukę i ruszyłam szerokim, białym chodnikiem, który przypominał mi jego marynarkę. Chyba naprawdę się zakochałam. I to poważnie. Wszystko mi o nim przypominało. Nawet jakiś głupi chodnik!

-Jessie!

To była moja przyjaciółka Janet. Nie zatrzymałam się, tylko szłam dalej. Podbiegła do mnie.

-Gdzie byłaś?

-Nigdzie.

-No powiedz.

-I tak mi nie uwierzysz.

-No proszę.

-Byłam z Michaelem Jacksonem na jego koncertach i dobierałam mu stroje.

-A tak na serio?

-Widzisz? Mówiłam.

-No dobra, dajmy na to, że ci wierzę. To... czemu wyjechałaś?

-Nie... nie udało nam się.

-W jakim sensie?

-Dosłownym.

-Podarował mi szczeniaka na pożegnanie i wróciłam do domu.

Po chwili ciszy Janet zapytała mnie:

-Idziesz na bal walentynkowy?

-Nie wiem.

-Możesz pójść ze mną i Jeffem. Proszę, proszę, proszę...

-Zgoda.

-Jej!

Stanęłam przed uniwerkiem. Czas na naukę. Zaczyna się szkoła przetrwania...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz