kursor

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział VII

Kiedy przebieraliśmy jego stroje, przypomniałam sobie o rodzinie. Zostali sami w domu, z czego ojciec chodzi o kulach. Co ja wyprawiam? Muszę do nich wracać. Mike zauważył moją smutną minę.

-Hej, wszystko w porządku?

Westchnęłam tylko. To było trudne. Z jednej strony kariera, a z drugiej rodzina. Ale rodzina jest najważniejsza.

-Michael, no bo ja... muszę odejść.

-Co?

-Wracam do domu.

-Ale dlaczego?

-To... skomplikowane.

-Zrobiłem coś nie tak?

-Nie, nie to nie twoja wina, tylko moja.

-Jak to?

-Nie potrzebnie zostawiłam rodzinę. Wyjechałam zamiast się nimi zająć. Spakuję tylko swoje rzeczy i już mnie nie ma.

Kiedy chciałam się odwrócić i odejść Mike złapał mnie za rękę i zatrzymał.

-Nie pozwolę ci odejść- powiedział łagodnie i troskliwie.

Spojrzałam mu w oczy. Pogłaskał mnie po policzku. Nachyliwszy się delikatnie mnie pocałował. Przelał w ten pocałunek wszystkie swoje myśli. Samotność, zachwyt, smutek... miłość. Wtedy wszystko przestało mieć dla mnie znaczenie. Utworzyłam bramę wokół nas. Nie potrafiłam już trzeźwo myśleć, kiedy nasze usta były złączone. Liczył się wtedy tylko on.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz